GN 31/2020 Archiwum

Czy w Polsce nie ma prawicy?

PiS coraz śmielej wchodzi w lewicowe buty, w które weszła wcześniej PO.

Największym oszustwem polskiej polityki jest twierdzenie, że w Polsce u władzy zmieniają się dwie partie prawicowe. W istocie, zarówno Platforma Obywatelska jak i Prawo i Sprawiedliwość mają więcej wspólnego z lewicowością niż z poglądami konserwatywnymi, narodowymi czy wolnościowymi.

Jeszcze kiedy PO dochodziła do władzy, wydawała się partią przynajmniej centroprawicową. Jej politycy obiecywali obniżenie podatków i powiększenie zakresu wolności gospodarczej. Jednocześnie prezentowali oni zdroworozsądkowe stanowisko względem Unii Europejskiej (słynne hasło „Nicea albo śmierć”) i umiarkowany konserwatyzm obyczajowy. Kiedy jednak partia Donalda Tuska doszła do władzy, maski opadły. Platforma była chyba pierwszą partią, która znacząco podniosła podatki w Polsce. Jednocześnie za jej rządów otwarte zostały szeroko drzwi na ideologię gender. Projekt wprowadzenia w Polsce „związków partnerskich” został zablokowany tylko dzięki determinacji garstki posłów PO, pamiętających pierwotne ideały swojej partii.

Dochodząc do władzy PiS kreował się na partię prawicową. Prezentował co prawda bardziej prosocjalne poglądy, ale otaczał je prorynkowymi pomysłami, takimi jak zwiększeniem kwoty wolnej od podatku. Rząd Beaty Szydło, co prawda, wprowadził program 500+ bez poważnej podwyżki podatków i bez większego uszczerbku dla budżetu, ale w innych sferach nie było już tak dobrze. Raz za razem pojawiały się ustawy ograniczające swobody przedsiębiorców, jak ograniczenia w obrocie ziemią czy „apteka dla aptekarza”. Podwyższenie kwoty wolnej od podatku okazało się wprowadzeniem w tym obszarze progresji podatkowej. A premier Morawiecki zapowiedział stworzenie „daniny solidarnościowej”, czyli po prostu nowego podatku.

Prawo i Sprawiedliwość najbardziej jednak zawiodło tam, gdzie nikt się tego nie spodziewał. Tak jak PO, partia głosząca hasła liberalizmu gospodarczego, podniosła podatki, tak PiS, głoszący hasła obrony życia i rodziny, zablokował prace nad zmianami prawa znoszącymi aborcję eugeniczną i nie chce wypowiedzieć lewicowej Konwencji Antyprzemocowej. Dla partii rządzącej istotniejszy staje się głos krzykliwej ale mniejszościowej grupy feministek, niż prawie miliona osób, które podpisały się za ochroną nienarodzonych, niepełnosprawnych dzieci.

Możliwe, że wielu polityków PiS i PO to po prostu ludzie o poglądach lewicowych, którzy nie chcą niskich podatków, ograniczenia kontroli państwa nad przedsiębiorcą, wzmocnienia tradycyjnej rodziny i zdecydowanej obrony życia od poczęcia. Muszą jednak ukrywać swoje poglądy przed społeczeństwem, któremu bliższe wydają się ideały prawicy. I w tym społeczeństwie właśnie nadzieja. Kiedy Platforma Obywatelska odsłoniła swoją lewicową twarz, została odsunięta od władzy. Jeśli PiS nie odrzuci szantażu feministek, na które prawie nikt nie głosuje, może spotkać go ten sam los.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Bartosz Bartczak

Redaktor serwisu gosc.pl

Ekonomista, doktorant na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach specjalizujący się w tematyce historii gospodarczej i polityki ekonomicznej państwa. Współpracował z Instytutem Globalizacji i portalem fronda.pl. Zaangażowany w działalność międzynarodową, szczególnie w obszarze integracji europejskiej i współpracy z krajami Europy Wschodniej. Zainteresowania: ekonomia, stosunki międzynarodowe, fantastyka naukowa, podróże. Jego obszar specjalizacji to gospodarka, Unia Europejska, stosunki międzynarodowe.

Kontakt:
bartosz.bartczak@gosc.pl
Więcej artykułów Bartosza Bartczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także