Nowy numer 38/2018 Archiwum

Lekcja kaligrafii

W piwnicach na warszawskiej Pradze miejsce zbędnych ludzi zajęły zbędne przedmioty. Inskrypcje z dawnych lat pozostały na ścianach.

Matka wspólnotowej pamięci, strażniczka ciągłości losów, muza poetów… W XX w. polska Mnemosyne umierała wielokrotnie. Wywieziono ją na nieludzką ziemię, wrzucono do dołu śmierci, torturowano jak anioła w znanym wierszu Zbigniewa Herberta. W kraju została potraktowana jako persona non grata, na emigracji stopniowo traciła siły. Z tych, którzy przez wieki czerpali natchnienie z pamięci pokoleń, w 1951 r. szydził fałszywy prorok, późniejszy noblista: „W praojcach swoich pogrzebani”. W III RP ruszyły jego śladem legiony entuzjastów zbiorowej amnezji i zwolenników pamięci selektywnej, odrzucającej wszystko, co w polskich dziejach łączy się z chwalebnym krzyżem Chrystusa. I co prowadzi do zmartwychwstania.

„Masz piękny charakter pisma” – stwierdzały nasze babcie w prowadzonej w jesieni życia korespondencji ze szkolnymi koleżankami. Zgrabne, płynnie łączone litery i efektowne zawijasy były normą w dawnych listach. Nawet tych wysyłanych z Kozielska, pisanych w powstańczej Warszawie czy przemycanych z komunistycznej celi śmierci. Niewątpliwie międzywojenna szkoła doskonale kształtowała charakter. Nie tylko pisma.

Na ścianach wielu piwnic na warszawskiej Pradze zachowały się przedziwne inskrypcje z połowy XX w. Imiona, nazwiska, pseudonimy i urywki modlitw: „My z Bogiem, Bóg z nami”, „Śmierć naszym wybawieniem”, „Królowo Korony Polskiej, módl się za nami”. Wydłubane wyrwanym zębem, guzikiem, kamykiem, w bólu i desperacji, nie mają tak doskonałej formy jak zdania kreślone w listach. Ale i one są świadectwem pięknych charakterów.

Wiedza o sowieckich i ubeckich kazamatach na wschodnim brzegu Wisły zadziwiająco długo przebijała się do powszechnej świadomości. Do listopada 2011 r. na placu Wileńskim kłuł w oczy napis na pomniku „czterech śpiących”: „Chwała bohaterom Armii Radzieckiej, towarzyszom broni, którzy oddali swe życie za wolność i niepodległość narodu polskiego”. Dziś wiemy, że zdemontowany w trakcie budowy drugiej linii metra monument nie wróci już na cokół, ale jego długie trwanie w III RP nigdy nie znajdzie usprawiedliwienia. Gdyby na planie prawobrzeżnej Warszawy połączyć wszystkie miejsca kaźni żołnierzy polskiego podziemia, linie przecięłyby się prawdopodobnie na nosie sowieckiego gieroja uwiecznionego przez sowieckiego rzeźbiarza w pozie rzucania sowieckim granatem. Pomyślmy tylko: przez 20 lat wolnej (podobno) Rzeczypospolitej na ziemi nasiąkniętej krwią i usianej kośćmi naszych bohaterów stał pomnik ich katów!

Po zdobyciu Pragi przez Armię Czerwoną w połowie września 1944 r. niezburzone budynki zostały zajęte przez NKWD i kontrwywiad wojskowy Smiersz, a ich piwnice posłużyły jako katownie. Strzelecka, Wileńska, Cyryla i Metodego, 11 Listopada, Targowa, Sierakowskiego… Adresy można mnożyć. Obrońcy polskiej niepodległości trafili do gabinetów przesłuchań i mokrych karcerów. Szczątki zamordowanych leżą dziś pod trawnikami i płytami chodnikowymi, a ci, którzy przeżyli, z trudem wiążą słowa, opowiadając o doznanych torturach i upokorzeniach. Za to piwnice przetrwały w stanie nienaruszonym. Przejęte przez rodziny w większości związane z resortem bezpieczeństwa, w okresie PRL i III RP były wykorzystywane do przechowywania starych gratów. Miejsce zbędnych ludzi zajęły zbędne przedmioty. Inskrypcje z dawnych lat pozostały na ścianach.

Niektóre z tych mrocznych miejsc przedstawił IPN w wydanym w 2012 r. wstrząsającym albumie „Śladami zbrodni. Przewodnik po miejscach represji komunistycznych lat 1944–1956”. Jednak dopiero w ubiegłym roku sprawa stała się głośna dzięki premierom telewizyjnych dokumentów: „Katownie praskie” Ewy Szakalickiej (TV Trwam) i „W samym środku miasta – praskie katownie” Ewy Żmigrodzkiej (TVP 1), jak również dzięki reportażom emitowanym na kanale TVP Historia.

Trzeba uczyć się kaligrafii od niezłomnych. Uparcie drążyć łacińskie litery w murze obojętności i zapomnienia, powtarzać wyklęte imiona i urywki modlitw, kształtować charakter pisma. Podążać śladem Mnemosyne, o której Stanisław Baczyński, przyszły ojciec Krzysztofa Kamila, pisał w wydanej w 1915 r. książce „Miecz i korona”: „Dusza polska posiada cel wielkości, a przez to wielką się już stała. Perspektywa jej ukazuje się w tem, że naród bytuje na szlaku mocarzy, którzy skupili miłość, młodość i bezwzględność pierwiastków polskich w marzeniach o rzeczywistości, w słowa potędze i w ciągu twórczej myśli. Poza tem idzie wyzwolenie czynu, gestu szlachectwa narodowego. Istotą zaś całości rządzi wiara i nic ponad nią”.•

« 1 »
oceń artykuł

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji