Nowy numer 42/2018 Archiwum

Wyborcza farsa

Dotychczasowy prezydent Abd-el Fattah as-Sisi wygrał wybory prezydenckie w Egipcie, wcześniej jednak uniemożliwił startowanie w nich wszystkim poważnym konkurentom, zdusił opozycyjne partie i ograniczył działalność wolnych mediów.

Aż 97 proc. głosów zdobytych w wyborach należałoby uznać za dowód całkowitej dominacji. Lecz główny powód tryumfu prezydenta Sisi to wyeliminowanie przed wyborami liczących się kontrkandydatów. Faktycznie więc głosowanie przybrało formę referendum. Jego wynik z pewnością jednak zwycięzcy nie usatysfakcjonował. Frekwencja wyniosła tylko 41 proc. Z tego aż 7 mln oddanych głosów okazało się nieważnych. W pewnym sensie było to więc zwycięstwo opozycji wzywającej do bojkotu. Jak podaje brytyjski „Economist”, ponoć milion osób przekreśliło nazwisko Sisiego i dopisało na kartce… Mohammeda Salaha, najlepszego egipskiego piłkarza, gracza Liverpool FC.

Nie pomogły wydłużenie wyborów do trzech dni, nachalna propaganda państwowych mediów oraz groźby mandatów za unikanie pójścia do urn. Egipcjanie są coraz bardziej zmęczeni opresyjnością rządów Sisiego. Jednocześnie zdają sobie sprawę z braku politycznej alternatywy, konieczności kontynuowania walki z radykalnymi islamistami oraz utrzymania stabilizacji, jaką po bardzo burzliwych latach 2011–2013 zapewnił Abd-el as-Sisi.

Odstrzeliwanie konkurentów

To już drugie z rzędu wybory, w których gen. Sisi zadbał o pewność zwycięstwa na długo przed głosowaniem. W grudniu 2017 r. chęć kandydowania ogłosił płk Ahmed Konsowa, który jeszcze przed końcem roku wylądował w więzieniu. Podobny los spotkał gen. Samiego Anana, uwięzionego zaledwie 4 dni po deklaracji udziału w wyborach. W styczniu wyzwanie Sisiemu chciał rzucić były premier Ahmed Shafik. Zrezygnował po tym, jak przez ponad miesiąc trzymano go w areszcie domowym. Swoje kandydatury wycofali też Khaled Ali (obrońca praw człowieka) oraz Anwar al-Sadat (siostrzeniec Anwara Sadata – byłego prezydenta Egiptu). Dla zachowania pozorów demokracji ostatniego dnia przed zamknięciem listy kandydatów start ogłosił Moussa Mostafa, lider niewielkiej partii al-Ghad, który już wcześniej ogłosił swoje poparcie dla prezydenta Sisi. Egipcjanie odrzucili tę farsę i Mostafa dostał niecałe 3 proc. głosów, de facto drugie miejsce zajął więc dopisywany na listach piłkarz Mohammed Salah.

Oprócz spacyfikowania przeciwników politycznych stale wietrzący spiski prezydent przeprowadził czystki również w najbliższym otoczeniu, dymisjonując dowódcę armii gen. Mahmouda Hegazy, a także szefa wywiadu Khaleda Fawziego.

Tuż przed wyborami Sisi przystąpił do rozprawy z mediami. Egipskim dziennikarzom zagroził: „jeżeli ktoś obraża armię lub policję, to zniesławia wszystkich Egipcjan, i to nie jest wolność wyrażania opinii”. Przedstawiciele mediów za „rozpowszechnianie fałszywych newsów” trafiają do więzienia. Kraj zajmuje dopiero 161. miejsce w rankingu wolności prasy za rok 2017. Na celowniku znalazły się nawet zagraniczne media. W lutym został zatrzymany w Egipcie i natychmiast wydalony z kraju dziennikarz brytyjskiego „Timesa”; prezydent żądał też przeprosin od brytyjskiego BBC za raport opisujący naruszenia praw człowieka w kraju.

Cena za stabilizację

Główną bazę nadal dość licznego poparcia dla Abd-ela Sisiego stanowią Egipcjanie, ponad wszystko pragnący w kraju pokoju i stabilności. Wciąż postrzegają oni prezydenta jako osobę, która w 2013 r. uratowała kraj przed wojną domową, zakończyła dwuletni chaos, a teraz konsekwentnie prowadzi wojnę z radykałami deklarującymi przynależność do tzw. Państwa Islamskiego. Wśród zwolenników są również koptyjscy chrześcijanie. Tak jak w wielu innych krajach Bliskiego Wschodu, stają oni przed dramatycznymi dylematami i zazwyczaj są zmuszeni za wszelką cenę popierać nawet brutalnych dyktatorów, będących jednak w stanie zagwarantować elementarne bezpieczeństwo. Choć Koptowie niezmiennie doznają dyskryminacji politycznej i ekonomicznej, to wyznawcy Chrystusa także i tym razem głosowali za urzędującym przywódcą. Sisi deklaruje ochronę swobód religijnych i twardo odpowiada na przypadki ataków na chrześcijan. Koptowie w czasie wyborów mieli w pamięci krwawe zamachy sprzed roku (9 kwietnia 2017) na kościoły w Aleksandrii i Tanta, gdy zginęło 47 osób.

Mimo wszystko koszty tej małej stabilizacji są coraz trudniejsze do zniesienia, stąd masowy bojkot wyborów. Arabska wiosna z 2011 r. jest już tylko odległym wspomnieniem, próby obchodzenia jej kolejnych rocznic są brutalnie tłumione. W więzieniach siedzą wszyscy ważniejsi liderzy tamtych wystąpień, zarówno z Bractwa Muzułmańskiego, jak i liberalni aktywiści. Mohammed Morsi, pierwszy wybrany demokratycznie prezydent po obaleniu Mubaraka, w trzech procesach otrzymał łączną karę 48 lat więzienia. Najpewniej nigdy nie wyjdzie na wolność.

Według danych Arabic Network for Human Rights Information, liczba skazańców politycznych w Egipcie wynosi obecnie około 60 tysięcy. Więzienia są skrajnie przepełnione, a stosowanie w nich tortur stało się regułą. Od momentu objęcia rządów przez gen. Sisiego w brutalnie tłumionych demonstracjach zabito około tysiąca osób, znakiem rozpoznawczym egipskiej bezpieki stało się uprowadzanie bez wieści przeciwników politycznych, zaś los co najmniej 1,5 tys. osób pozostaje nieznany.

Obcokrajowcy też nie mogą czuć się bezpieczni, czego najgłośniejszym przykładem jest historia włoskiego studenta Giulia Regeniego. Prowadził on badania nad niezależnymi związkami zawodowymi w Egipcie. W lutym 2016 r. znaleziono jego ciało na przedmieściach Kairu. Nosiło ono ślady tortur. 25 stycznia 2018 r. włoska prokuratura opublikowała raport ze śledztwa, potwierdzający, że Regeni był śledzony przez miejscową bezpiekę i zamordowany z powodu przedmiotu jego badań naukowych. Prezydent Sisi nawet nie kryje się z siłowym uciszaniem politycznych przeciwników. W październiku zeszłego roku wyjaśnił dziennikarzom: „Jeżeli chodzi o kwestię praw człowieka, to nie jesteśmy w Europie, tylko w innym regionie”.

Wpływowi przyjaciele

Wiele wskazuje na to, że obecny prezydent, tak jak obalony w 2011 r. Hosni Mubarak, planuje jak najdłużej pozostać u władzy. Prorządowe media i politycy już zaczęli krytykować istniejące w obecnej konstytucji ograniczenie rządów głowy państwa do dwóch 4-letnich kadencji. Czy na niespokojnym Bliskim Wschodzie uda mu się pozostać dłużej na stanowisku?

Sisiemu sprzyja obecnie sytuacja międzynarodowa. Wykrystalizował się nieformalny sojusz z Izraelem i Arabią Saudyjską. Dla przeciętnego Egipcjanina to partnerzy trudni do zaakceptowania. Niechęć do Izraela w całym regionie jest powszechnie znana. Z niezadowoleniem przyjęto zaskarbienie sobie przychylności Saudów przez prezydenta Sisiego oddaniem im dwóch spornych wysepek na Morzu Czerwonym. Niezważający na protesty prezydent czerpie jednak wymierne korzyści z niedawno nawiązanych przyjaźni. Saudyjczycy stale zwiększają swoje inwestycje w egipską gospodarkę, a Izrael po wielu latach sprzeciwu zgodził się na zwiększenie obecności wojsk Egiptu na półwyspie Synaj, co zwiększa szanse na wyparcie z tych terenów islamskich terrorystów. Dobre relacje z najmocniejszymi sojusznikami USA na Bliskim Wschodzie automatycznie sprawiają, że Waszyngton też patrzy przychylniejszym okiem na autorytarne rządy i de facto zostawia Sisiemu wolną rękę w zaostrzaniu kontroli nad społeczeństwem.

Znając niestabilność tej części świata, dobra koniunktura dla Sisiego nie będzie trwała długo, a szansą na długie rządy może być wyłącznie polepszenie sytuacji gospodarczej Egiptu. Niezmiennie boryka się on z korupcją, bezrobociem oraz eksplozją demograficzną. Jeżeli Sisi poniesie klęskę na polu ekonomicznym, niechybnie czeka go powtórka losu Mubaraka.•

« 1 »
oceń artykuł

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji