Nowy numer 42/2020 Archiwum

Dominator

Sukces Orbána to dobry znak dla Polski.

Fidesz z chadeckim koalicjantem zdobył większość konstytucyjną, co w dużej mierze zawdzięcza przywództwu Viktora Orbána. Premier Węgier zapracował na ten sukces nie tylko intensywną kampanią wyborczą. Węgrzy oddali na niego głos przede wszystkim dlatego, że pamiętają, jaka była sytuacja, gdy w 2010 r. obejmował rządy w kraju pogrążonym w kryzysie ekonomicznym. Prestiż polityków był wówczas żaden. Pamiętano słowa lidera postkomunistów Ferenca Gyurcsanyego, że okłamywał naród każdego dnia. Orbán nie tylko przełamał stagnację gospodarczą, ale sprawił, że zwykli obywatele uwierzyli w sens polityki. Niezwykle ważne dla ocen tych ośmiu lat był sposób, w jaki Węgry poradziły sobie z kryzysem migracyjnym, a należy pamiętać, że przez ten kraj od lata 2015 r. przeszło ponad pół miliona uchodźców i migrantów. Szybkie decyzje Orbána, aby uszczelnić granicę, uratowały Węgry, ale także jej sąsiadów. Wtedy był krytykowany w całej Unii. Dzisiaj oceniany jest jako jedyny europejski polityk, który w tamtym czasie stanął na wysokości zadania. Węgry każdego roku przyjmują pewną grupę uchodźców, nadając im status azylantów. Twardo jednak mówią, że wszelkie decyzje w tej sprawie zapadać będą w Budapeszcie, a nie w Brukseli. Rząd Orbána ufundował także stypendia dla chrześcijan z Bliskiego Wschodu, którzy mają możliwość studiowania na Węgrzech, a później podjęcia tam pracy.

Jednocześnie Orbán nigdy nie zerwał kontaktów z wpływowymi politykami europejskimi, zwłaszcza z Austrii i Niemiec. Niedawno był w Monachium gościem zjazdu bawarskiej CSU, a jego przemówienie o konieczności uszczelnienia granic i obronie europejskiej tożsamości zostało przyjęte owacyjne. Orbán jest jednym z ważniejszych polityków europejskiej Partii Ludowej i takiej pozycji w Unii Europejskiej nie ma żaden inny przywódca Europy Środkowej.

Ciekawa jest mapa wyborczych preferencji, która pokazuje jak mocne są podstawy wyborczego sukcesu Orbána. Poza Budapesztem Fidesz dominuje w całym kraju. Oczywiście aglomeracja Budapesztu jest znacząca, gdyż żyje tam blisko 2 mln. ludzi. Ale tylko tam partie lewicowe mogą liczyć na pewne wsparcie. Wśród partii opozycyjnych liderem jest skrajnie prawicowy Jobbik, który część mandatów uzyskał w jednomandatowych okręgach w północnych regionach kraju, wykorzystując problemy z integracją mniejszości romskiej. Niewątpliwie słabość i rozbicie opozycji jest ważną przyczyną wieloletniej dominacji Fidesz na węgierskiej scenie politycznej.

Zwycięstwo Fidesz i umocnienie pozycji premiera Orbána jest dobrym sygnałem dla Polski. W Budapeszcie będziemy mieć sojusznika w rozmowach o kształcie Unii Europejskiej oraz sposobach rozwiązywania kryzysu migracyjnego. Orbán jest przeciwnikiem centralizacji Unii i jej podziałowi na różne strefy. Opowiada się przeciwko mechanizmowi przymusowej relokacji migrantów oraz postuluje uszczelnienie unijnych granic. Będzie ważnym graczem przy podziale unijnego budżetu, stawiającym na podobne priorytety, co Warszawa. Lepszego sojusznika w najbliższych latach mieć nie będziemy i dobrze, że Orbán zaczyna po raz czwarty urzędować jako premier z tak ogromnym wsparciem społecznym.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Andrzej Grajewski

Dziennikarz „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Świat”

Doktor nauk politycznych, historyk. W redakcji „Gościa” pracuje od czerwca 1981. W latach 80. był działaczem podziemnych struktur „Solidarności” na Podbeskidziu. Jest autorem wielu publikacji książkowych, w tym: „Agca nie był sam”, „Trudne pojednanie. Stosunki czesko-niemieckie 1989–1999”, „Kompleks Judasza. Kościół zraniony. Chrześcijanie w Europie Środkowo-Wschodniej między oporem a kolaboracją”, „Wygnanie”. Odznaczony Krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice, Krzyżem Wolności i Solidarności, Odznaką Honorową Bene Merito. Jego obszar specjalizacji to najnowsza historia Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, historia Kościoła, Stolica Apostolska i jej aktywność w świecie współczesnym.

Kontakt:
andrzej.grajewski@gosc.pl
Więcej artykułów Andrzeja Grajewskiego

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się