GN 31/2020 Archiwum

Coś dla ludzi na krawędzi katastrofy

Czasem Pan Bóg dopuszcza niemal całkowite zmiażdżenie człowieka. Widać to, gdy czyta się książkę Grzegorza Górnego z ilustracjami Janusza Rosikonia pt. "Ufający". To albumowa biografia bł. ks. Michała Sopoćki.

Kierownik duchowy św. Faustyny urodził się jako syn mało dochodowego majątku gdzieś zapadłym na pograniczu województwa wileńskiego i mińskiego. Rodzina była tak biedna, że jej dzieci z braku pieniędzy przerwały naukę w szkole już po pierwszej klasie. Później Michał kontynuował naukę, ale to, że w ogóle został księdzem, graniczyło z cudem.

Potem było jeszcze trudniej. Przy jego konfesjonale klęknęła ruda zakonnica. Mówiła, że objawia jej się Pan Jezus. I że także od niego oczekuje udziału w głoszeniu orędzia Bożego Miłosierdzia. - "Dusza twa, ojcze, będzie napełniona wątpliwościami w pewnych momentach, co się tyczy tego dzieła i mnie" - przepowiedziała mu św. Faustyna.

Gdy ks Sopocko duchowo opiekował się mistyczką, jego problemy jeszcze bardziej się piętrzyły. "Przyjaciele opuszczą cię, a wszyscy sprzeciwiać ci się będą i siły fizyczne zmniejszą się. Widziałam cię jako winne grono wybrane przez Pana i rzucone w prasę cierpień" - pisała św. Faustyna.

Jeden z momentów kryzysowych miał miejsce w 1936 r. Ks. Sopoćko poprosił wtedy s. Faustynę o modlitwę. "Ku memu wielkiemu zdziwieniu w jednym tymże samym dniu wszystkie trudności prysnęły jak bańka mydlana. Siostra zaś Faustyna opowiedziała, że przyjęła moje cierpienia na siebie i tego dnia doznała ich tyle, jak nigdy w życiu. Gdy następnie w kaplicy prosiła Pana Jezusa o pomoc, usłyszała słowa: «Sama podjęłaś się cierpieć za niego, teraz się wzdragasz? Dopuściłem na cię tylko część jego cierpień»".

Nie był to koniec zmagań kapłana. W 1958 r. watykański dekret zakazał kultu Bożego Miłosierdzia, szerzenia "rzekomych" objawień i nakazujący prymasowi Polski udzielenie ks. Sopoćce najwyższego upomnienia.

I choć przyszły błogosławiony miał świadomość udziału w dziele samego Boga, surowo oceniał samego siebie: "Widzę w sobie wady ukrytej pychy, brak życzliwości dla bliźnich, czasem twardość, brak gorliwości o zbawienie tylu dusz, które idą na zatracenie (...) W dzieciństwie więcej przeżywałem mszę św., słuchając jej, niż teraz odprawiając. Nie ma tej łączności ścisłej z Najwyższym Kapłanem - wewnętrznego łączenia się z Jego czynnościami, Jego ofiarą i Jego wyniszczeniem". Pisząc o św. Maksymilianie Kolbe, zauważył: "Miałem zadatki, by postępować podobnie, ale wszystko rozbiło się o sybarytyzm, brak ofiarności, szukania we wszystkim siebie, brak pokory i zaparcia się. Wydaje mi się, jak gdyby moja jaźń była rozszczepiona: porywy do wzniosłości i brak odwagi do wykonania". A w końcu wyznał: "Kończę osiemdziesiąt lat. Moje ręce są puste".

A co o ks. Sopoćce mówił św. Faustynie Pan Jezus? "Dniem i nocą mój wzrok spoczywa na nim, a że dopuszczam te przeciwności, to dlatego, aby pomnożyć jego zasługi. Nie za pomyślny wynik nagradzam, ale za cierpliwość i trud dla mnie podjęty". "Życzenia jego są życzeniami moimi" - instruował Jezus mistyczkę. Powiedział nawet: "Jego wola będzie ponad wolę Moją".

Książka Górnego i Rosikonia to właściwie rozszerzona wersja wydanego już wcześniej albumu. Warto po niego sięgnąć zwłaszcza wtedy, gdy wydaje się, że dotarło się już do kresu swych sił i możliwości.

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama