Nowy numer 25/2018 Archiwum

Brzydka (ludzkość) i Bestia

Historia nie jest już sama w sobie ciekawa. Ciekawsza jest fantazja, za pomocą której można rzeczywistą historię zmieniać dowolnie.

Miesiąc temu ostrzegałem, że „łatwo nie będzie” przebić się z opowieścią o polskiej historii, zwłaszcza taką, która sprzeczna jest z negatywnymi, utrwalanymi stereotypami na jej temat. Teraz chcę zwrócić uwagę na problem głębszy, związany ze swoistym zwrotem, jaki dokonuje się w dziedzinie stosunku do takich pojęć jak prawda czy ludzkość. Barometrem tej zmiany, a może nawet narzędziem współtworzącym ów zwrot jest właśnie film. Przyjrzyjmy się z takiej, może nieoczywistej perspektywy przyznawanym w marcu tego roku po raz 90., podziwianym na całym świecie Oscarom. Bezkonkurencyjny okazał się „Kształt wody”. To film fantastyczny, ale nawiązujący do historii, do nie tak dawnych dziejów zimnej wojny. Jest to pierwsza istotna sprawa, jaka tu się ujawnia: historia nie jest już sama w sobie ciekawa. Ciekawsza jest fantazja, za pomocą której można rzeczywistą historię zmieniać dowolnie. Prawda się nie liczy, prawda jest opresywna, cieszmy się z wyzwolenia od niej… To jest przekaz dnia. Nie tylko na portalach, niesłusznie nazywających się „informacyjnymi”, gdzie można było ostatnio zobaczyć całą serię postprawdziwych „informacji”, a to o śmierci Benedykta XVI, a to o zakazie spotykania się prezydenta i wiceprezydenta USA z polskim prezydentem i premierem. Takie postprawdy, nie tak dawno nazywane po prostu kłamstwami, pojawiają się coraz zuchwalej i wypełniają tzw. przestrzeń medialną. Podobnie jest z opowieściami o historii, jakie tworzy kino: im dalej od historii np. II wojny światowej, czy już nawet także od zimnej wojny, tym łatwiej wszystko wymyślić na nowo, nie krępując się żadną prawdą czy faktami.

„Kształt wody” to piękna metafora tego stanu: płynna ponowoczesność, w której wszystko jest możliwe i nic nie jest ważne – poza polityczną poprawnością… O czym opowiada więc ten film? Jest rok 1962, rok kryzysu kubańskiego, w którym świat zagrożony był wojną nuklearną. Chruszczow chciał umieścić wtedy rakiety na Kubie, ale nie dopuścił do tego prezydent Kennedy. W filmie tę rzeczywistość reprezentuje supertajne laboratorium złowrogiej machiny wojennej USA. Przywieziony do niego zostaje człekopodobny pływający stwór, znaleziony w Ameryce Południowej. Jest obiektem strasznych eksperymentów, jakim poddaje go pułkownik armii USA, wcielenie wszelkiego zła: nie dość, że sadysta, który męczy przystojnego „Bestię”, to jeszcze obleśny erotoman (w jego tle żałosna rodzina, symbol opresywności i hipokryzji tradycyjnych związków małżeńskich). Z drugiej strony wywiad sowiecki, też niezbyt miły, ale jednak mniej niemiły. Bohaterem pozytywnym jest agent tegoż wywiadu, który decyduje się jednak ratować „Bestię”, nawet wbrew swoim mocodawcom. Czyni to w imię szacunku dla Innego/Obcego. Jest jeszcze troje bohaterów pozytywnych. Najważniejsza jest niema sprzątaczka, skrzywdzona i poniżona kobieta, o latynoskim nazwisku Esposito. Zafascynowana także niemym i krzywdzonym „Bestią”, zakochuje się w nim i chce ratować go z łap US Army. Pomaga jej w tym koleżanka sprzątaczka, Murzynka. Pomaga także wynajmujący mieszkanie pannie Esposito, równie miły, starszy gej, okrutnie prześladowany przez homofobicznego sprzedawcę w cukierni, będącego obiektem jego miłosnych westchnień. Panna Esposito, sowiecki agent, gej i Murzynka wyzwalają ostatecznie Innego/Obcego – czyli „Bestię”. Wstrętny ponosi zasłużoną śmierć, a panna Esposito, wciągnięta do podwodnego, lepszego świata przez ukochanego, łączy się szczęśliwie z „Bestią” – okazuje się bowiem, że jej niemota spowodowana jest przez fakt, iż posiada ukryte na szyi skrzela.

Tak oto funkcjonujący wśród ludzkich opowieści od kilku tysięcy lat, a spisany w XVIII wieku w bajkach pań Barbot de Villeneuve i Leprince Beaumont, motyw „Pięknej i Bestii” zostaje – jak dostrzegła moja żona, z którą wspólnie podziwiałem „Kształt wody” – radykalnie przekształcony. W tradycyjnej bajce ostatecznie to Bestia, dotknięta łzą zakochanej w niej Pięknej, przemienia się w człowieka. Tutaj – odwrotnie: to ludzka postać panny Esposito przemienia się pod wpływem swej miłości do Innego/Obcego w... Bestię. Lepiej być Bestią. Trzeba otworzyć się na Bestię. To jest nowy, obecnie obowiązujący kształt miłości. I kierunek – od brzydkiej, paskudnej nawet ludzkości (USA), przez odczuwających tę szpetotę, jedynych szlachetnych przedstawicieli ludzkiego gatunku: nawróconego sowieckiego agenta, murzyńskiej sprzątaczki i geja, w stronę naprawdę pięknej Bestii. Jak w taki schemat wpasować prawdziwą opowieść o rotmistrzu Pileckim? O ojcu Kolbem? O Janie Pawle II?•

« 1 »
oceń artykuł
  • Agata
    26.03.2018 13:34
    Chciałam zasygnalizować tylko, że chciałam ocenić ten artykuł 5-ma gwiazdkami i że z niewiadomych powodów nie mogłam tego uczynić, zapaliły się 4 gwiazdki i tak już zostało, oceniłam więc recenzję 4-ma gwiazdkami, ale coś tu jest nie tak, więc zgłaszam reklamację!
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji