Nowy numer 25/2018 Archiwum

Dobra i zła pamięć

Kto jaki przekaz o polskim Marcu ʼ68 wysłał w świat w jego 50. rocznicę i jaki będzie tego efekt przez kolejne lata?

Pół wieku po Marcu 1968 r. polski Sejm niemal jednogłośnie przyjął uchwałę, w której „wyraża szacunek dla wszystkich walczących wówczas o wolność i demokrację, potępia komunistycznych organizatorów antysemickich prześladowań oraz dziękuje za solidarność z prześladowanymi”. Posłowie wyrazili też „zdecydowany sprzeciw wobec jakichkolwiek objawów antysemityzmu”. Nie znaczy to jednak, że podczas rocznicowych obchodów zapanował w kraju pokój. Powagi zabrakło w czasie oficjalnych uroczystości. Zakłócono nawet niezwykle ważne dla relacji polsko-żydowskich wystąpienie prezydenta RP na dziedzińcu Uniwersytetu Warszawskiego.

W mediach i podczas licznych debat doszło do konfrontacji dwóch opowieści o wydarzeniach sprzed 50 lat. Według jednej Marzec ’68 powinien być powodem do wstydu, według drugiej – także do dumy. Wstyd wydaje się oczywisty, dotyczy nagonki i czystek antysemickich. Ale w tym roku po raz pierwszy bardzo mocno wybrzmiało przesłanie o dumie z postawy bohaterów naszej wolności, z antykomunistycznego buntu pokolenia, które potem zbudowało Solidarność.

Masy czy elity?

Taka była teza wystąpienia premiera Mateusza Morawieckiego podczas debaty na Uniwersytecie Warszawskim, w miejscu, gdzie 50 lat wcześniej wszystko się zaczęło. Salę Auditorium Maximum ozdobiły zdjęcia z tamtych dni, a na nich transparenty wywieszane na budynkach uczelni. I hasła – jakże inne od tych znanych z masówek w zakładach pracy, przypominające bardziej te z bramy gdańskiej stoczni w sierpniu 1980 r.: „Wasze dary nas wzruszają”, „Chcemy dyskusji, nie pałek”, „Warszawa z nami”. Te spontaniczne podziękowania dużo mówią o postawie „milczącej większości”, o ludziach bezpośrednio niezaangażowanych w protest. Dla Ireny Lasoty, która w Dzień Kobiet 50 lat temu odczytywała słynną rezolucję na dziedzińcu UW, prawdziwymi bohaterami Marca są właśnie ci, którzy wykazali się wówczas solidarnością wobec protestujących. Przynosili kanapki, organizowali wiece poparcia, nawet w małych miastach. Ale także skala bezpośredniego zaangażowania w wydarzenia marcowe była dużo większa niż przez lata uważano. Prof. Jerzy Eisler z uporem i determinacją przy każdej okazji przywołuje dane świadczące o masowości tamtego protestu. O tym, że wbrew obiegowej opinii większość zatrzymanych i karanych stanowili młodzież robotnicza i uczniowie (a nie studenci), że walki z milicją toczono na ulicach Bielska-Białej, Tarnowa czy Radomia, gdzie nie było wyższych szkół, a nawet Legnicy, gdzie stacjonował potężny sowiecki garnizon.

To byli bohaterowie

I to miał na myśli Mateusz Morawiecki, mówiąc, iż Marzec powinien być naszym powodem do dumy. Co oczywiście natychmiast wywołało w mediach burzę. Żyjemy bowiem w czasach, gdy na zdaniach wyrwanych z kontekstu, interpretowanych w złej wierze, buduje się czarne legendy. Jak ze słynnym już stwierdzeniem premiera, że „Polski wtedy nie było”, w którym chodziło o brak suwerenności i całkowitą podległość Moskwie.

W podobnym duchu wypowiedział się Andrzej Duda, mówiąc o „słodkim” wymiarze Marca: „Tak, to byli bohaterowie naszej wolności” – podkreślał, przypominając cenę, jaką za swoją odwagę zapłacili. Władza bowiem sięgnęła po niezwykle brutalne represje. Symbolem tej brutalności było użycie przez milicję psów wobec demonstrantów w Katowicach. Z samego UW wyrzucono 1616 osób, większość studentów natychmiast wcielono do wojska. Złamano tysiące życiorysów. Ale wbrew marcowym mitom nie daliśmy się wtedy podzielić, mimo ogromnych wysiłków komunistycznej władzy.

Podczas debaty na UW przypominano, że atak na studentów, pisarzy, ludzi nauki nie był niczym wyjątkowym, a raczej normą w PRL. Przecież dwa lata wcześniej urządzano masówki i seanse nienawiści wymierzone w Kościół katolicki i biskupów. Dwa lata później strzelano do robotników na Wybrzeżu, a w 1976 r. spędzano ludzi na wiece przeciw „warchołom” z Radomia i Ursusa. Marzec, Grudzień, Czerwiec – wszystkie te polskie miesiące łączy jedno: wbrew propagandzie nie daliśmy się podzielić. I nie jest prawdą, że każdą z tych dat należy przypisać jakiejś grupie społecznej, że dopiero w sierpniu 1980 r. staliśmy się solidarni. Już Marzec był tak samo studencki jak robotniczy.

Przebudzenie

To, co działo się 50 lat temu, miało bardzo różne wymiary. Prof. Eisler zwykł mówić o co najmniej czterech marcach: buncie studenckim (czy raczej pokoleniowym), kampanii antyinteligenckiej, nagonce antysemickiej i walce wewnątrz PZPR. Spór, jaki toczy się dziś, dotyczy tego, który z tych marców jest najważniejszy. Premier i prezydent mówią: „Czujemy się spadkobiercami zrywu wolnościowego”, i nie jest to jedynie deklaracja polityczna. Historycy i socjologowie są przekonani, że wiosną 1968 r. coś się w Polsce narodziło. Jacek Kuroń twierdził, że demokratyczna opozycja. Dariusz Gawin mówi o pokoleniu urodzonym po wojnie, które potem w końcu obaliło komunę. Późniejsi „robotnicy ’80”, inteligenccy bohaterowie kina moralnego niepokoju, „pokolenie czapki studenckiej” – to przecież ludzie, którzy swój chrzest bojowy przeszli właśnie w Marcu. Czy powinniśmy być z nich dumni? Oczywiście nawet jeśli dziś są tak podzieleni, że nie mogą wspólnie już żadnej rocznicy świętować.

Być może to jest właśnie problem. Marzec został w pewien sposób zawłaszczony przez jedno środowisko, lewicujących „komandosów”, choć zostali oni wszyscy aresztowani już na samym początku rewolty i nie mieli wpływu na jej przebieg. Bunt rozlał się po Polsce spontanicznie, a potem miał już antykomunistyczny charakter. Zderzenie z przemocą praktyczną i symboliczną odrzuciło ostatecznie „komandosów” od marksizmu. Dopiero wtedy zrewidowali swój stosunek do chrześcijaństwa, rozpoczęło się zbliżenie ze środowiskiem „Znaku” i „Więzi”, budowanie mostów. Co ciekawe – 10 lat po Marcu właśnie to „przebudzenie” ludzie z kręgu Adama Michnika i Jacka Kuronia uważali za jego najważniejszy wymiar.

Inni, ale swoi

Wysunięcie na plan pierwszy Marca ’68 czystek antysemickich nastąpiło już po 1989 r. Także dziś w „Gazecie Wyborczej” czytamy: „Marzec ’68 to karta obrzydliwa, karta małości i podłości. Hańba Marca trwa do dziś. I nie jest głównym problemem tych wydarzeń walka o władzę Władysława Gomułki z Mieczysławem Moczarem. Problemem jest antysemityzm społeczeństwa polskiego”. Takiej wykładni – wpisującej nagonkę rozpętaną wówczas przez komunistów w ciąg antypolskich skojarzeń – bardzo mocno sprzeciwił się Mateusz Morawiecki w rocznicowym wykładzie na UW. Przywołał w tym kontekście tytuł wystawy zorganizowanej na temat Marca ’68 przez Muzeum Historii Żydów Polskich: „Obcy w domu”. Premier zakwestionował w nim wszystko. „Oni nie byli obcy. Owszem, inni, ale swoi, inaczej nie byliby tu przez 800 lat. To byli nasi obywatele. PRL zaś nie był domem, mieszkali w okupowanej ojczyźnie” – tłumaczył.

1968–2018: „nie widzę różnicy”

Opozycja – polityczna i medialna – nie oparła się, niestety, pokusie przypięcia rządzącym marcowej łatki. W czasie debaty zorganizowanej w Muzeum POLIN Adam Michnik mówił o antysemityzmie: „Jak się tego dżina raz wypuści z butelki, to później jest nad tym bardzo trudno zapanować. I o tym przekonał się Władysław Gomułka, a teraz o tym będzie się przekonywał Jarosław Kaczyński”. Jeszcze dalej posunął się Michał Broniatowski, twierdząc, że nie widzi żadnej różnicy między marcem 1968, a marcem 2018. „Poza tym, że z Dworca Gdańskiego nie odjeżdżają pociągi” – stwierdził były dyrektor Reutersa w Polsce, którego teksty są publikowane w międzynarodowym serwisie Politico.

Przekaz o odradzaniu się nastrojów antysemickich w Polsce płynął też w tych dniach z anteny TVN, zaś „Gazeta Wyborcza” zorganizowała akcję zbierania podpisów emigrantów marcowych pod apelem głoszącym, że „obecny rząd i PiS nie mają moralnego prawa patronować obchodom tej rocznicy, a nawet w nich uczestniczyć”.

W debacie zorganizowanej przez Muzeum POLIN Adam Michnik ubolewał, że nagonka antysemicka, którą rozpętały władze PRL, najbardziej przebiła się do świadomości świata zachodniego. „Wszystko to, co było przesłaniem wolnościowym tego buntu, zostało zepchnięte w nieistnienie” – podkreślił. Można zadać pytanie: kto jaki przekaz o polskim Marcu wysłał w świat w jego 50. rocznicę i jaki będzie tego efekt przez kolejne lata. Można… ale to pytanie retoryczne. •

« 1 »
oceń artykuł

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji