Nowy numer 25/2018 Archiwum

Czas Oscarów

Wśród filmów nagrodzonych Oscarami znalazły się tytuły przedstawiające toksyczne relacje rodzinne, natomiast jury całkowicie zignorowało świetną „Lady Bird”.

Gale związane z wręczaniem prestiżowych nagród filmowych przypominają coraz częściej polityczne mityngi, w czasie których uznani amerykańscy twórcy dają wyraz swoim przekonaniom. Najczęściej lewicowym. Nie zawodzą również członkowie Amerykańskiej Akademii Filmowej, którzy zapowiedzieli poprawę i wzięli sobie do serca zgłoszony dwa lata temu przez Cheryl Boone Isaacs, prezydent Amerykańskiej Akademii Filmowej, tzw. plan A2020. Inicjatywa zakłada, że do 2020 roku oscarowe konkursy w pełni zrealizują postulaty różnych środowisk domagających się, by priorytetem działań Akademii było „poszerzenie różnorodności we wszystkich sferach, czyli płci, rasy, przynależności etnicznej i orientacji seksualnej”. Wydaje się, że nakreślony przez prezydent Akademii plan 5-letni zostanie zrealizowany z sukcesem, i to z wyprzedzeniem. W czasie oscarowej gali nie zabrakło również żartów, chociaż nie aż tak mocnych jak w ubiegłym roku, z prezydenta Trumpa i wiceprezydenta Pence’a.

Empatia dla szpiega

Nagrodzony czterema Oscarami, w tym jako najlepszy film, „Kształt wody” Guillermo del Toro, który zdobył też nagrodę za reżyserię, nie był moim faworytem. Liczyłem na „Czas mroku” Joego Wrighta. Film del Toro to baśń, a raczej polityczny romans fantasy rozgrywający się w latach 60., w okresie największego napięcia w stosunkach pomiędzy USA a sowiecką Rosją. Del Toro potrafi opowiadać, a wizualna strona jego filmów jest olśniewająca. W „Kształcie wody” nie brakuje jednak scenariuszowych niedoróbek, ale to w końcu fantazja, której bohaterami są ludzie z różnych względów wykluczeni ze społeczeństwa. W jednym filmie del Toro wcielił w życie wszystkie cele przyświecające „poszerzeniu różnorodności”. Znamienny jest wybór pozytywnych bohaterów filmu. Jest nią niema sprzątaczka Elisa, jej najlepszy przyjaciel gej, przyjaciółka Afroamerykanka i przypominająca potwora tajemnicza istota z rzek Ameryki Południowej obdarzona mocą uzdrawiania. I na dodatek sowiecki szpieg, dr Robert Hoffstetler, który stara się uratować potwora. Swoją drogą dziwi empatia, z jaką hollywoodzcy twórcy obdarzają agentów zza żelaznej kurtyny, czego przykładem jest chociażby „Most szpiegów” Spielberga czy emitowany obecnie w naszej telewizji serial „Zawód: Amerykanin”. „Kształt wody” to manifest na rzecz tolerancji przekraczającej wszelkie bariery. Charakterystyczne, że najbardziej odrażającą postacią filmu jest sadystyczny agent FBI nienawidzący wszystkich „odmieńców”. Uważny widz z pewnością dostrzeże wiele odniesień do współczesności.

Ważną nagrodę za scenariusz adaptowany zdobył James Ivory za „Tamte dni, tamte noce”. Film w reżyserii Luki Guadagnino podejmuje wątek pierwszych doświadczeń homoseksualnych nastolatka, rozgrywających się w pięknej scenerii południowych Włoch. „Tamte dni, tamte noce” jest ekranizacją książki André Acimana, która wśród społeczności LGBT zyskała rangę kultowej. Dobrze zagrany i fotografowany film jest gejowskim love story, w którym, przynajmniej zdaniem twórców, każdy niezależnie od orientacji seksualnej może rozpoznać siebie. Nie brakuje w nim homoseksualnej erotyki ani wyrazistych obrazów aktywności seksualnej trudnych do strawienia przez widza. Film nie ogranicza się wyłącznie do przedstawienia relacji pomiędzy głównymi bohaterami, czyli dojrzewającym nastolatkiem i studentem, obiektem jego westchnień. W ostatnich scenach staje się właściwie apoteozą homoseksualnej aktywności, o czym stara się przekonać widza ojciec nastolatka w długiej rozmowie, albo raczej skierowanym do syna monologu. Zresztą rodzice chłopca, wybitni intelektualiści, są wyzwolonymi liberałami, którzy nie tylko akceptują jego postępowanie, ale wprost go do tych doświadczeń zachęcają. Warto przypomnieć, że w ubiegłym roku Oscara zdobył „Moonlight” Barry’ego Jenkinsa o młodym chłopcu z murzyńskiej dzielnicy, który znajduje wyzwolenie w akceptacji swojej homoseksualnej tożsamości. Jednak ten wątek poprowadzony był w tamtym filmie subtelnie, bo na pierwszym planie reżyser przedstawił realia życia, a właściwie beznadziejnej wegetacji mieszkańców dzielnicy, którzy jedyną drogę „awansu” widzą w przestępstwie.

Z kolei „Uciekaj!” Jordana Peele’a – obraz nagrodzony za scenariusz oryginalny – to czystej wody kino rozrywkowe, które przedstawia problem rasizmu z dosyć nieoczekiwanej strony. Bo czy głosujące na Obamę białe elity, jak filmowi rodzice dwojga bohaterów, nie są przypadkiem ukrytymi rasistami?

Porażka Spielberga

Charakterystyczne, że cztery z nominowanych do Oscara filmów zostały oparte na faktach. Dwa z nich, „Czas mroku” Joe’go Wrighta i „Dunkierka” Christophera Nolana, nawiązują do wydarzeń II wojny światowej, natomiast „Czwarta władza” Stevena Spielberga sięga do czasów wojny wietnamskiej. To typowe kino historyczne, natomiast scenariusz „Jestem najlepsza. Ja, Tonya” Craiga Gillespiego zainspirowała biografia Tonyi Harding, sławnej w swoim czasie łyżwiarki.

Wśród nominowanych tytułów historycznych największym rozczarowaniem okazała się „Czwarta władza” Spielberga. Reżyser podjął temat podobny do „Wszystkich ludzi prezydenta” Alana Pakuli, biorąc na warsztat mniej znaną u nas aferę z czasów prezydentury Richarda Nixona. Szlachetne intencje, jakimi kieruje się Spielberg w obronie wolności prasy – czy szerzej: mediów – znalazły na ekranie wyjątkowo jednostronne odzwierciedlenie. Reżyser przedstawia racje wyłącznie jednej strony, czyli gazety, która ujawnia wykradzione przez jednego z pracowników tajemnice dotyczące bezpieczeństwa narodowego. Szefowie dziennika odwołują się do wolności słowa, chcą jednak umocnić swoją pozycję na rynku. Nie dowiemy się natomiast, jakie naprawdę były intencje znienawidzonego przez liberalne elity prezydenta Nixona, gdy kierował sprzeciw wobec publikacji do sądu (uznał to za akt zdrady). I czy przypadkiem ktoś nie skorzystał na ujawnieniu wykradzionych przez Daniela Ellsberga tzw. akt Pentagonu. Widz nie dowie się, jaki był kontekst historyczny przedstawionych w filmie wydarzeń, a przecież ma on decydujące znaczenie. Chyba nawet członkowie Akademii znudzili się, oglądając film Spielberga, bo pominęli go w werdykcie. „Czas mroku”, przedstawiający dramatyczny epizod objęcia teki premiera przez Winstona Churchilla w czasie II wojny światowej, otrzymał nagrodę pocieszenia w postaci Oscara dla Gary’ego Oldmana, odtwórcy głównej roli.

Wśród nagrodzonych znalazły się tytuły przedstawiające pokręcone, toksyczne relacje rodzinne i międzyludzkie, natomiast jury całkowicie zignorowało świetną „Lady Bird” Grety Gerwig. To film o dorastaniu zbuntowanej nastolatki, która mimo że nie jest katoliczką, z różnych względów uczy się w szkole średniej prowadzonej przez siostry zakonne. Na uwagę zasługuje sposób przedstawienia katolickiej placówki, odmienny od trendów panujących we współczesnych filmach. Szkoła, a także uczący w niej księża i zakonnice przedstawieni zostali z sympatią. Film opowiada o sprawach trudnych, również o skomplikowanych relacjach dziewczyny z matką, ale podkreśla, jakie znaczenie mają przekazywane młodym ludziom wartości. Ostatnie sceny nie pozostawiają co do tego wątpliwości.•

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama