Nowy numer 25/2018 Archiwum

Odejście poligamisty

Ze stanowiska prezydenta Republiki Południowej Afryki zrezygnował Jacob Zuma. Stał się on w pewnym stopniu symbolem zmian, jakie zaszły w jego kraju po upadku apartheidu. Niestety – w przeciwieństwie do Nelsona Mandeli – symbolem negatywnym.

Jacob Zuma jest kolejnym prezydentem RPA, który nie dokończył swojej kadencji. Jego poprzednik, Thabo Mbeki, musiał zrezygnować z urzędu pod wpływem presji swojej partii. Zuma odegrał istotną rolę w tej operacji. Teraz spotkało go dokładnie to samo. Afrykański Kongres Narodowy (ANC), którego Zuma był liderem, miał już dosyć skandali korupcyjnych ciągnących się za prezydentem.

Dodatek na cztery żony

Jacob Zuma został prezydentem w 2009 r. Wcześniej przez 10 lat pełnił obowiązki wiceprezydenta. Ale do świata polityki wszedł dużo wcześniej, gdyż już jako 17-latek zapisał się do ANC. W 1963 r. trafił do więzienia za działalność przeciwko apartheidowi, a w 1975 r. musiał wyjechać z kraju. Wrócił po obaleniu reżimu. W swojej partii uchodził za przeciwnika polityki liberalnych reform gospodarczych, prowadzonej przez swoich poprzedników. Wśród elit uchodził za polityka nie do końca odpowiedzialnego, ale zdobył sobie popularność wśród uboższych mieszkańców kraju. Cieniem na jego karierze kładły się liczne oskarżenia, nie tylko o korupcję, ale nawet o gwałt. Nie przeszkodziło mu to jednak w zdobyciu władzy.

Był uważany za reprezentanta ludu, w przeciwieństwie do swojego poprzednika, wykształconego w Europie Thabo Mbekiego. Mbeki denerwował Południowoafrykańczyków swoim wyniosłym stylem bycia i technokratycznym sposobem rządzenia. Zuma utrzymywał bardzo dobry kontakt ze zwykłymi ludźmi, miał też dobry słuch, jeśli chodzi o kwestie społeczne. Styl życia byłego już prezydenta, mocno odbiegający od obyczajów elit politycznych, nie tylko nie zniechęcił do niego wyborców, ale i zbudował w pewien sposób jego popularność.

Przykładem jest chociażby kwestia poligamii prezydenta. W tym państwie wielożeństwo jest legalne, gdyż władza chce szanować tradycje plemion. Zuma nie tylko miał w czasie prezydentury cztery żony, ale i na wszystkie brał dodatek reprezentacyjny.

Holandia i Iran w jednym

Republika Południowej Afryki to kraj kontrastów. Kwestie obyczajowe obrazują to najlepiej. W RPA legalna jest nie tylko poligamia, ale i „małżeństwa” homoseksualne. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że te dwa podejścia do kwestii rodzinnych są od siebie tak odległe jak obyczajowość Holandii i obyczajowość Iranu. Możliwość posiadania wielu żon wynika z przedchrześcijańskich tradycji plemion afrykańskich. Wykorzystując plemienne prawo, mężczyźni mogą praktykować wielożeństwo. Legalizacja „małżeństw” homoseksualnych to natomiast skutek samych przemian obyczajowości części południowoafrykańskiego społeczeństwa, jakie miały miejsce w Europie Zachodniej i Ameryce Północnej.

Hołdowanie dwóm skrajnościom obyczajowym może w pewien sposób być pochodną olbrzymich podziałów ekonomicznych w RPA. I wbrew pozorom nie wynikają one tylko z apartheidu, ale także z polityki prowadzonej przez kolejne rządy Afrykańskiego Kongresu Narodowego. Nelson Mandela i jego następca Thabo Mbeki słusznie chcieli skupić się na zakopywaniu przepaści gospodarczej i kulturowej między białymi a czarnymi i tzw. kolorowymi (czyli mieszanymi rasowo) mieszkańcami kraju. Starali się o to, aby jak najwięcej czarnych i kolorowych mogło zaliczyć się do klasy średniej. To właśnie oni stali się największymi beneficjentami rozwoju kraju. Podtrzymywanemu, co trzeba przyznać Mandeli i Mbekiemu, konsekwentnie przez wiele lat.

Sukces RPA miał jednak swoją ciemną stronę. Kraj stał się miejscem gigantycznych nierówności społecznych i gospodarczych. Wskaźnik Giniego, obrazujący nierówności, ma w tym państwie jedną z najwyższych na świecie wartości – 60 proc. (dla porównania: w Polsce wynosi on 32 proc.). W Warszawie czy Katowicach nie spotkamy dzielnic szklanych biurowców sąsiadujących ze slumsami. W Johannesburgu czy Pretorii taki widok nie wywoła szoku.

W takich właśnie warunkach dochodził do władzy Jacob Zuma. Popularność „ludowego” prezydenta zaczęła jednak spadać, gdy wyszło na jaw jego spektakularne bogacenie się nielegalnymi metodami. Oburzające było choćby wybudowanie basenu w prywatnej posiadłości z publicznych środków, tłumaczone… względami ochrony przeciwpożarowej. W końcu do ustąpienia zmusiła Zumę rodzima partia.

Na złej drodze

O upadku Zumy zadecydowała jednak nie tylko korupcja. Za jego rządów wzrost gospodarczy znacząco wyhamował. Już prawie co trzeci Południowoafrykańczyk pozostaje bez pracy. Za dolara trzeba obecnie zapłacić 6 razy więcej południowoafrykańskich randów niż w latach 90. Ocena ratingowa RPA spadła do poziomu śmieciowego. Znacząco wzrósł deficyt finansowy. Nierówności rosną, zamiast maleć. Swego rodzaju symbolem południowoafrykańskiego kryzysu okazał się brak wody, jaki dotknął niedawno bogaty przecież Kapsztad.

Władzę w RPA po Jacobie Zumie przejął Cyril Ramaphosa. Ten 66-letni polityk, podobnie jak Zuma i Mandela, w młodości walczył z apartheidem. Jeszcze w latach 90. wróżono mu wielką polityczną karierę, przegrał jednak walkę o prezydencką nominację z Thabo Mbekim. Po tej porażce wycofał się z polityki i odniósł sukces w biznesie, stając się jednym z najbogatszych Południowoafrykańczyków. Do polityki wrócił w 2012 r., a już w 2014 r. został wiceprezydentem kraju. Jego prezydentura daje Republice Południowej Afryki nadzieję na odzyskanie dynamizmu gospodarczego i wzbudzenie zaufania inwestorów.

Osoba prezydenta Ramaphosy budzi jednak spore kontrowersje w samym ANC. Silna wciąż jest bowiem populistyczna frakcja byłego prezydenta. W debacie publicznej pojawiają się już nawet takie pomysły jak nacjonalizacja firm wydobywających surowce czy parcelacja ziemi między biednych mieszkańców kraju. Podobne działania doprowadziły do ruiny sąsiada RPA, Zimbabwe. Przed nowym prezydentem stoi naprawdę trudne zadanie uratowania swego kraju przed zapaścią.•

« 1 »
oceń artykuł

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji