Nowy numer 25/2018 Archiwum

Ucisk szlifujący

Poszukiwanie wiecznej dziewczyny skutkuje byciem wiecznym chłoptasiem.

Widziałem taki rysunek – dinozaur pyta dinozaura: „Co robisz?”. A ten: „Wyginam”.

Wydaje się, że dziś w kulturze Zachodu takimi zagrożonymi wyginięciem dinozaurami są małżeństwa. Bo też istotnie, parcie na ślub to mają teraz głównie działacze homoseksualni. Ci to koniecznie muszą się pobierać, i to najlepiej w kościele. Inni jakby tracili przekonanie, że małżeństwo służy do czegoś innego niż nakładanie niepotrzebnych obowiązków i uprawnianie drugiej strony do roszczeń. Trwałe związki kobiet i mężczyzn oparte na ślubie wydają się ustępować pod naporem konkubenckiej prowizorki. Prowizorka wydaje się lepsza, bo tym, co nie zobowiązali się do odpowiedzialności za najbliższego człowieka, trudno stawiać zarzut, że są nieodpowiedzialni. Ba – tym ludziom nawet niewierność trudno zarzucić, skoro oni żadnej wierności nikomu nie obiecywali – o uczciwości małżeńskiej nawet nie wspominając.

„Po co mi obowiązek miłości, gdy mogę wybrać wolną miłość? Dlaczego miałbym się wiązać, skoro rozwiąźle jest wygodniej i przyjemniej?” – zdają się myśleć coraz liczniejsi amatorzy życia bez zobowiązań.

Piszę o tym, bo wciąż inspirują mnie minione tegoroczne popielcowe walentynki. To zestawienie dat spowodowało zderzenie sprzecznych z pozoru rzeczywistości. „Kto ma dziewczynę, obchodzi walentynki, kto żonę – Popielec” – taki dowcip ktoś zmajstrował na poczekaniu. Nawet zabawny, ale po prawdzie – co sprzecznego jest między miłością a postem? My z żoną mieliśmy Popielec i mamy Wielki Post – i podobnie mieli moi liczni przyjaciele żyjący w małżeństwach. Bardzo dobrych małżeństwach. Szczęśliwych.

Nie byłyby ani dobre, ani szczęśliwe, ani, w wielu wypadkach, długoletnie, gdyby małżonkowie zakładali, że każdy czas musi być zdatny do imprezowania i że nic nie może przeszkodzić w przeżywaniu przyjemności. Bo czasem nawet musi przeszkodzić, o czym zapewnia św. Piotr: „Dlatego radujcie się, choć teraz musicie doznać trochę smutku z powodu różnorodnych doświadczeń” (1P 1,4-5).

Widocznie jest coś pożytecznego w tych doświadczeniach. Uciekanie od nich, na przykład przez zmiany „partnerek”, które przestały być miłe albo młode, albo szczupłe, jest unikaniem koniecznego oczyszczenia.

Skojarzył mi się z tym widok torów kolejowych na pobliskim przejeździe. Jedna linia była używana, więc szyny były lśniące, a podkłady czyste. Druga była od dawna nieużywana – tor był zarzucony liśćmi i błotem, a szyny pordzewiałe. Pomyślałem, że podobnie dzieje się z człowiekiem, który unika trudów życia. Gdy nie pozwala, żeby przetaczały się przez niego rozmaite „pociągi”, nie doznaje ciężarów – ale też niczemu nie służy. W efekcie zarasta brudem, staje się odpychający i nie wie, po co żyje.

A kto podejmuje to, co do niego należy, będzie miał wszystko – i ciężary, i odpoczynek, i świadomość sensu. I będzie lśnił.

« 1 2 »
oceń artykuł
  • Piotr Wójciak
    22.02.2018 06:15
    Myślę, Panie Franciszku, że kobiety z dodatku do GW naprawdę uważają, ze aborcja jest ok. Te ich udawane dywagacje są tylko udawanymi dywagacjami. One tak naprawdę myślą. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Ostatnio w sklepach Biedronki pojawiła się książka, ktora podobnie traktuje te czyny. Na tzw
    doceń 13
  • TomaszL
    22.02.2018 09:40
    Mnie nie dziwi postawa młodych ludzi, którzy wybierają tzw. wolną miłość, a nie małżeństwo. Bo to my, pokolenie rodziców tych młodych ludzi doszczętnie zniszczyliśmy pojęcie "małżeństwo". Poprzez nasze małżeństwa ale też wychowując młodych ludzi w duchu infantylnego podejścia do życia, ograniczając młodym ludziom ich odpowiedzialność i sztucznie chroniąc ich przed popełnianiem błędów i tym samym odpowiedzialnością za swoje czyny.

    Dziś księżniczki nie bardzo wiedzą co chcą, a książęta nie potrafią podjąć dorosłej odpowiedzialności za swe życie. Bo rodzice chronili, pozwalali na wszystko i w dodatku zamiast uczyć dzieci życia, opowiadali o nieistniejących w świecie modelach wiecznej szczęśliwości.

    A co do gupy młodych zwolenniczek aborcji - z ich punktu widzenia oczywiście mają pełna racje. Dziecko traktoane jako wpadka, czy też chore dziecko traktowane jako przeszkoda do wizji pełnej szczęśliwości należy zabić nim się urodzi. Bo przeszkadza, bo jest ciężarem, bo ....
    A z drugiej strony to samo środowisko uważa, że dziecko się każdej kobiecie należy i jak nie może zajść w ciąże, to każda metoda jest dobra, aby takowe dziecko posiadać. Tak wygląda świat oparty o brak elementarnej wiedzy, ale za to z przerośniętą miłością własną.
    doceń 17
  • PanGoladkin
    22.02.2018 10:40
    A ja jestem gruby dlatego dziewczyny mnie nie chcą, a do tego głupi, chociaż nie aż tak na jakiego wyglądam :) Ale dzidziusie mnie lubią. Mamy teraz takiego grubaska u nas w rodzinie. Bardzo pogodny dzidziuś. Ma mój szacunek za swoją pogodę ducha, ale przede wszystkim za swoją grubość. Chudziaczki też lubię. To takie poranne myśli.
    doceń 3
  • M.T.
    22.02.2018 11:07
    A dla mnie najpiękniejszym walentynkowym prezentem była wieczorna msza święta :) Byliśmy z mężem. Jak się jest zanurzonym w miłości Boga, to zawsze są takie jakby walentynki, tylko o niebo lepsze... Nawet w Wielkim Poście.

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji