Nowy Numer 29/2018 Archiwum

Między historią a mitologią

O dobrej i złej pamięci, biciu w cudze i własne piersi oraz o kościelnych źródłach antysemityzmu z abp. Grzegorzem Rysiem rozmawia Jacek Dziedzina.

Jacek Dziedzina: „Nie wspominajcie wydarzeń minionych, nie roztrząsajcie w myśli dawnych rzeczy” – mówi prorok Izajasz. Historycy mogą siedzieć spokojnie w aktach, teczkach i innych źródłach czy powinni pomyśleć o zmianie zawodu?

Abp Grzegorz Ryś: Słowa Izajasza to jest obietnica, zapewnienie, że człowiek nie jest uwięziony w historii. Czym innym jest ogląd historii, jaki ma historyk, a czym innym ogląd przeszłości i teraźniejszości, jaki ma prorok. Ufamy, że prorok z natchnienia Bożego ma inną i wiarygodniejszą intuicję. Prorok potrafi, tak jak Ezechiel, stanąć nad doliną pełną wyschłych kości i powiedzieć, że z tego jeszcze powstanie wojsko, bardzo silne. Żaden historyk pewnie by tego nie powiedział. Ta obietnica Pana Boga jest bardzo ważna, bo Bóg jest najważniejszym aktorem ludzkiej historii. Nie widzimy Go tylko ponad czasem i historią, ale również w samym jej środku. A dopóki On jest jednym z graczy tej historii, to wszystko jest możliwe.

W ostatnich tygodniach można było odnieść wrażenie, że narody polski i żydowski są jednak zakładnikami swojej historii; spór polsko-izraelski pokazał, jak bardzo ona nam ciąży.

Nie mam wrażenia, żeby ostatni spór był sporem historyków. Historycy wypowiadają się w nim akurat najrzadziej, a jeśli już to robią, czynią to w sposób bardzo oszczędny i tonujący debatę. Człowiek bez historii jest biedakiem. Tak samo jak biedakiem jest człowiek, który przestraszył się jakiejś części swojej historii i zamiast historii chce tworzyć jakąś jednostronną mitologię. Brak uwięzienia w kleszczach historii oznacza, że my mamy wybór. Trzeba znać całą historię, żeby się zastanowić, którą jej część chcemy kontynuować.

W sytuacji konfliktu dwóch osób w pewnym momencie obie strony mogą przestać się licytować, kto bardziej zawinił, otwierając przestrzeń dla przebaczenia. Czy to jest możliwe na poziomie wspólnoty narodowej? Czy mam prawo wybaczyć także w imieniu tych, którzy chcą się jeszcze licytować?

Biada nam, gdybyśmy sobie odmówili takiego prawa. W 1965 roku cała masa ideologów wytykała polskim biskupom, że nie mają prawa mówić w imieniu narodu polskiego do narodu niemieckiego: „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie”.

Prawdopodobnie dziś spotkałoby się to z takim samym niezrozumieniem…

Więcej – niektórzy nawet pytają, czy taki list byłby dzisiaj w ogóle możliwy. To są jakieś niewyobrażalne paradoksy. Przecież w 1965 roku żyło jeszcze mnóstwo ludzi, którzy wojnę znali z autopsji, a możliwe, że dzisiaj protesty przeciwko takiemu listowi byłyby równie mocne i wychodziłyby z ust i spod piór ludzi, którzy wojny nie widzieli i znają ją z filmów. Dialogowi najlepiej służy taka postawa, kiedy każdy bije się we własne piersi, a nie w cudze. Słowo „przepraszam” otwiera rozmowę. Nie musi zawsze spotkać się z pozytywnym odzewem. Jest wypowiedziane bezinteresownie, nie zakłada więc, że koniecznie z drugiej strony musi paść takie samo słowo.

A jeśli druga strona nie tylko nie daje mi tego samego, ale wręcz zarzuca mi rzeczy, których nie popełniłem? Jako osoba prywatna mogę to jeszcze przełknąć. Ale czy jako reprezentant większej społeczności mam prawo zgodzić się na fałszywe oskarżenia, czy raczej obowiązek bronić dobrego imienia tej grupy?

Każdy ma prawo do dobrego imienia. To prawo przyznane jest nam z natury. Z tym prawem nie kłóci się powściągliwość w sprawach, które naprawdę są bardzo złożone i nie przekładają się na uproszczone sądy. Chcemy arbitralnie wyrokować, zanim zostaną przeprowadzone rzetelne prace naukowe. W takich sporach ważne jest, żeby choć na moment usiłować wczuć się we wrażliwość drugiego. Zastanówmy się na przykład nad wszechobecną prawie dwa tysiące lat w Kościele tzw. teologią zastępstwa w stosunku do Żydów – mówiącą, jakoby Kościół zastąpił Żydów w roli narodu wybranego, a Bóg zerwał przymierze z narodem pierwszego wybrania. Warto by się zastanowić, w jaki sposób przeżywali i przeżywają to Żydzi. Może czuli się – i nadal czują – jak starsi synowie wyrzuceni z domu i wydziedziczeni? Łatwo sobie uprawiać akademicki dyskurs, nie patrząc, jak boleśnie dotyka on konkretnych osób. To, że Żydzi są na zawsze narodem wybranym i że Bóg nie zerwał z nimi przymierza, mówi dopiero – cytując wprost św. Pawła (a więc nie wymyślając nowej teologii!) – soborowa deklaracja „Nostra aetate”, a my od 50 lat do tego dojrzewamy na nowo, po dwóch tysiącach lat zupełnie innej refleksji.

Izajasz, mówiąc „Nie wspominajcie dni minionych”, wzywa do uwolnienia się od ciężarów przeszłości, ale jednocześnie w Starym Testamencie wiele razy pojawia się słowo zachor – pamiętaj. Między amnezją a martyrologią jest miejsce na dobrą pamięć?

W tym „pamiętaj” jest przede wszystkim wezwanie do pamięci o Bogu, który jest obecny i mocny w historii. Pamiętaj Jego działanie i pamiętaj także to, z jakich sytuacji nieszczęśliwych i trudnych Pan Bóg cię wyprowadził. W dokumentach kościelnych nierzadko pada pojęcie memoria futuri – pamięć z uwagi na przyszłość. Przywiązanie do tradycji ma sens głównie ze względu na przyszłość.

Nasze – polskie i żydowskie – rozpamiętywanie nie ma chyba wiele wspólnego z dobrą pamięcią. Nie umiemy zbudować w pełni normalnych relacji z Żydami, bo przeszkodą okazują się nienazwane do końca krzywdy.

Bo potrzebujemy chyba znacznie mniej polityki historycznej, a więcej historii jako takiej, czyli spokojnie i wspólnie prowadzonych badań. Historię lepiej jest pisać bez celu wstępnego. Uprawiajmy historię najpierw z uwagi na nią samą, a kiedy odkryjemy prawdę o swojej przeszłości, to wtedy dopiero odkryjemy również wezwanie, żeby się z nią zmierzyć. Inaczej mamy z góry założoną wizję, jak ta historia ma wyglądać, żeby nas budowała. Mój mistrz, śp. ks. prof. Jan Kracik, nieraz pisał rzeczy bardzo trudne, dotyczące historii Kościoła, ale nikt, kto go znał, nie zarzuciłby mu, że nie kocha Kościoła. Opisywał jego rzeczywistość tak, jak ją wyczytywał ze źródeł. To jest bardzo ważne, żeby uciec od pokusy jednokolorowego obrazu. Nie ma człowieka, który jest jednokolorowy. Takie myślenie jest rodzajem manicheizmu: że niby po jednej stronie jest wyłącznie dobro, a po drugiej jedynie zło. I oczywiście to zło nigdy nie jest po mojej stronie… Istnieje jakakolwiek relacja, która rozleciała się wyłącznie z winy jednej strony? Trochę więcej historii, a mniej polityki historycznej.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zobacz także

  • pstro
    27.03.2018 13:52
    Czepiam się formy, nie treści: "brak uwięzienia" - cóż za potworek stylistyczny. Brak to nieobecność, nad którą należy ubolewać. Czy może być brak nieszczęścia? To przecież oksymoron. (Podobnie niewłaściwie używa się często słowa "dzięki" - np. dzięki trzęsieniu ziemi straciłem dom). Wolałbym, by polscy biskupi nie kaleczyli języka polskiego.
    doceń 4
  • teo
    28.03.2018 10:03
    > Czy mam prawo wybaczyć także w imieniu tych, którzy chcą się jeszcze licytować?

    > Biada nam, gdybyśmy sobie odmówili takiego prawa.

    A kto nada takie prawo biskupowi Rysiowi i red. Dziedzinie? Bo z pewnością nie Pan Bóg. A w jakiej etyce można wybaczać za kogoś innego? Bo z pewnością nie w etyce katolickiej. Tak samo kontrowersyjny list biskupów polskich do niemieckich, przebaczenie i prośba o przebaczenie nie mają w etyce katolickiej żadnego uzasadnienia.

    >... wszechobecną prawie dwa tysiące lat w Kościele tzw. teologią zastępstwa w stosunku do Żydów – mówiącą, jakoby Kościół zastąpił Żydów w roli narodu wybranego, a Bóg zerwał przymierze z narodem pierwszego wybrania.

    A nie zastąpił? Czy, zdaniem bpa Rysia, Stare Przymierze jeszcze obowiązuje? Najwyraźniej bp Ryś skłania się ku temu poglądowi, ale jest to herezja. Kościół od początku stoi na stanowisku, zresztą opartym o PŚ i Tradycję, że Stare Przymierze było tylko zapowiedzią Nowego Przymierza i wraz z nadejściem Nowego zostało uchylone. Św. Paweł mówi o uchyleniu Przymierza i odcięciu Izraela, mówi także o możliwości(!) ich wszczepienia, czyli są poza.

    > Warto by się zastanowić, w jaki sposób przeżywali i przeżywają to Żydzi. Może czuli się – i nadal czują – jak starsi synowie wyrzuceni z domu i wydziedziczeni? Łatwo sobie uprawiać akademicki dyskurs, nie patrząc, jak boleśnie dotyka on konkretnych osób.

    Teologia i fakty to jedno, a psychologia i często irracjonalne odczucia to drugie. Tych dwóch płaszczyzn absolutnie nie należy ze sobą mieszać.

    >To, że Żydzi są na zawsze narodem wybranym i że Bóg nie zerwał z nimi przymierza, mówi dopiero ... soborowa deklaracja „Nostra aetate”, a my od 50 lat do tego dojrzewamy na nowo, po dwóch tysiącach lat zupełnie innej refleksji.

    Tutaj bp Ryś sam sobie przeczy, bo albo przyjmujemy nauczanie Kościoła z 2000 lat, że Stare Przymierze zostało uchylone, a Żydzi odcięci, jak mówi św. Paweł (Rz. r. 11), albo dojrzewamy do "zupełnie innej refleksji", zrywając z Tradycją i PŚ.
    doceń 2
  • thebodzio
    28.03.2018 14:54
    Hmmm… jakieś to miałkie. Nie twierdzę, że bezpodstawne i zupełnie błędne, ale z pewnością niekoherentne, bo niby coś jest na rzeczy, ale argumentacja nie jest doprowadzona do końca. Brakuje mi tutaj też choćby próby określenia tego, co oznacza „wina Kościoła”, a to podstawowa, nieoczywista definicja, bo dotycząca „zbiorowej odpowiedzialności”. Może zresztą dlatego, żeby nie „wychodziły takie kwiatki” Kościół przez cały czas podkreśla, że odpowiedzialność – a co za tym idzie wina – jest w istocie odpowiedzialnością osobistą, a nie grupową.

    Co do uwag „technicznych”, wspomniano tutaj postacie Stroopa i Hessa. Gwoli całej prawdy ten pierwszy z własnej woli porzucił Wiarę Katolicką i został protestantem, a w późniejszym życiu nawet to określenie nie bardzo do niego pasuje. Ten drugi zaś najprawdopodobniej został pomylony z Hössem jednym z komendantów Auschwitz, który istotnie wychowywał się w rodzinie katolickiej, po czym odszedł od wiary, żeby powrócić do niej na krótko przed śmiercią. Mówię o pomyłce ze względu na to, że Hess (zastępca Hitlera) był od kołyski protestantem. To tak, skoro już mówimy o prawdzie…

    Czy to znaczy, że Kościół ponosi odpowiedzialność za ich postępki? Dużo zależy od definicji „odpowiedzialności Kościoła”. Być może w części, o tyle o ile grzech tak naprawdę zatruwa wszystkich na tym świecie, ale szczerze mówiąc nie sądzę, żeby tak było. Czyny tych ludzi nie wynikały z tego co mówi Kościół. Wręcz przeciwnie: były one dokładnym zaprzeczeniem nauki Kościoła. Poza tym, Kościół, jako Kościół Powszechny (Katolicki) jest obecny wszędzie na świecie, a jednak to właśnie w Niemczech tamtych czasów „eksplodował” nazizm. To nakazuje doszukiwać się przyczyn gdzie indziej – znacznie szerzej i głębiej. Dalej nawet niż specyfika Kościoła w Niemczech. Jeśli już można mówić o „winie Kościoła”, to chyba tylko w kontekście jakichś potencjalnych błędów praktyki duszpasterskiej czy nieadekwatnego świadectwa wierzących, to jednak wcale nie jest pewne i nie wiadomo czy w ogóle możliwe do wykazania. Zresztą nawet jeśli Kościół „zrobiłby wszystko jak należy”, trzeba pamiętać, że człowiek ma wolną wolę i w jej ramach może wybrać, najzwyczajniej w świecie, zło.

    Jest zatem wielka różnica pomiędzy stwierdzeniem historycznego faktu, a przypisaniem odpowiedzialności za niego konkretnej jednostce czy grupie.

    Generalnie: kiepskie to było.
    doceń 1
  • T
    28.03.2018 17:07
    > w Kościele używało się języka takiego, jakiego używał np. św. Augustyn, mówiąc o ślepocie Żydów (caecitas Iudeorum), a potem konsekwencją była cała ikonografia, która pokazywała synagogę z zawiązanymi oczami, ze złamaną włócznią, z odwróconymi tablicami Mojżesza

    Nie wiem , na czym się opiera bp Ryś, ale Tradycja i PŚ mówią o tej ślepocie bardzo wyraźnie. Np. św. Paweł, 2 Kor 3,14:

    "Ale stępiały ich umysły. I tak aż do dnia dzisiejszego, gdy czytają Stare Przymierze, pozostaje [nad nimi] ta sama zasłona, bo odsłania się ona w Chrystusie. I aż po dzień dzisiejszy, gdy czytają Mojżesza, zasłona spoczywa na ich sercach."

    Czyli dopiero w Chrystusie w Logosie można zrozumieć Pisma ST. Judaizm nie tylko Chrystusa nie przyjął, co uniemożliwiło zrozumienie Pism, ale jego fundamentem jest odrzucenie Go.

    Z drugiej strony, odrzucenie Chrystusa pociąga za sobą ni mniej ni więcej, ale odrzucenie Bożego prawa, Bożych przykazań, co widzimy w postępowaniu tak wielu postaci typu:... no właśnie, znamy postacie pochodzenia ..., które rozniecały rewolucje. Ich postępowanie ma uzasadnienie w talmudzie, który jest księgą pozwalającą na usprawiedliwienie zła i zachęcającą do niego, w tradycji odrzucenia Logosu, nie mówiąc o nienawiści do chrześcijaństwa.

    Trzeba też zauważyć, że jeśli chrześcijanin popełnia zło, to robi to zawsze wbrew Ewangelii, wbrew przykazaniom Bożym, wbrew nauczaniu Kościoła. Natomiast złe czyny, jeśli są popełniane przez Żydów, to mają bardzo często usprawiedliwienie w talmudzie, czy wręcz są wypełnieniem jego nakazu.
    Zresztą talmud jest to próba uchylenia prawa Bożego i zastąpienia go ludzkim, wygodnym dla danej jednostki, Chrystus powiedział, Mk 7,07 : "Uchyliliście przykazanie Boże, a trzymacie się ludzkiej tradycji, ..."

    Stąd odwrócone tablice z przykazaniami Bożymi. To jest zresztą bardzo głęboka symbolika przewrotu i rewolucji, którą rozniecało wielu przedstawicieli narodu ... Rewolucje mają swój korzeń w odrzuceniu Syna Bożego, Logosu.
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama