Nowy numer 33/2018 Archiwum

W zdrowiu i chorobie

Film „Pełnia życia” uświadamia nam, że każde życie jest bezcenne. I że nawet w sytuacji, w jakiej znalazł się bohater, można widzieć w nim sens.

Robin Cavendish jest postacią autentyczną, a film opowiada prawdziwą historię. Właściwie nie ma tu nic z fikcji, o co zadbał Jonathan Cavendish, syn bohatera, a zarazem producent „Pełni życia”. Reżyserię powierzył Andy’emu Serkisowi, aktorowi znanemu z roli Golluma w trylogii „Władca pierścieni”. Jest to jego debiut reżyserski.

Na początku mamy historię miłości od pierwszego wejrzenia, jak gdyby wyjętą z licznych romantycznych opowieści osadzonych w przepięknych afrykańskich plenerach. Jej bohaterami są Diana i Robin, którzy poznali się w czasie jednego z przyjęć angielskiej socjety. Diana jest piękną, inteligentną dziewczyną, o której względy zabiega wielu adoratorów; Robin służył w armii, a obecnie zajmuje się handlem herbatą. Są nierozłączni. Nawet po ślubie Diana towarzyszy mu w biznesowych podróżach po Afryce, co budzi zdziwienie bardziej konserwatywnych przyjaciół domu. – To żonie nie przystoi – mówi z niesmakiem jedna z dam. Otacza ich grono oddanych przyjaciół, którzy z odrobiną zazdrości patrzą na ich szczęście. Szczęśliwe życie młodej pary, która z radością przyjmuje wiadomość o tym, że wkrótce doczeka się dziecka, obrazują prześwietlone słońcem kadry. Nic nie zapowiada tragedii, która na nich spadnie i doprowadzi do dramatycznych zawirowań w ich uporządkowanym życiu.

W zdrowiu i chorobie

W chwili wielkiego szczęścia, kiedy okazuje się, że Diana jest w ciąży, zdrowy i pełen ambitnych planów na przyszłość młody człowiek zostaje dotknięty straszliwą, nieuleczalną chorobą. To polio, czyli choroba Heinego-Medina. Rzeczywiście, jak oglądamy w „Pełni życia”, choroba ta atakowała niespodziewanie, bez żadnych wcześniejszych oznak. Budziła przerażenie, a dla chorych i ich bliskich był to prawdziwy szok. Człowiek dotknięty najostrzejszą formą choroby z dnia na dzień staje się – tak jak bohater filmu – kaleką albo umiera. W latach 50. ubiegłego wieku, kiedy rozpoczyna się akcja „Pełni życia”, choroba zbierała obfite śmiertelne żniwo i dopiero masowe szczepienia pozwoliły ją powstrzymać. Sparaliżowani do końca życia zdani byli na łaskę innych, wózki inwalidzkie, aparaty ortopedyczne, a w najcięższych przypadkach – respiratory, które umożliwiały oddychanie.

Robin zostaje przewieziony do szpitala w Anglii. Sparaliżowany od pasa w dół, nie może oddychać samodzielnie, nie może mówić. Przerażona Diana początkowo nie zdaje sobie sprawy z tego, w jak poważnym stanie znajduje się mąż. – Kiedy wyjdzie ze szpitala? – pyta lekarza, który tłumaczy jej, że paraliż jest nieodwracalny. – Na szczęście tacy chorzy nie żyją zbyt długo – pociesza ją medyk.

Pogrążony w depresji Robin traci chęć do życia, prosi nawet o odłączenie aparatury podtrzymującej oddychanie. Szpitalna atmosfera wyraźnie mu nie służy. Widzimy w filmie wzruszającą scenę, w której Diana kładzie mężowi w ramiona nowo narodzonego syna w nadziei, że pomoże mu to pokonać depresję. Na próżno.

Teraz rozpoczyna się opowieść o niesamowitej sile miłości, odwadze i determinacji, w której główną rolę odgrywa żona Robina. Udowadnia, jak wiele dla niej znaczy małżeńska przysięga, a szczególnie słowa „w zdrowiu i chorobie”. Robin uważa szpital za więzienie. Wbrew zaleceniom lekarzy, którzy twierdzą, że poza szpitalem żaden chory nie przeżyje dłużej niż dwa tygodnie, Diana postanawia „uwolnić” męża i zabrać go do domu. Jej starania przynoszą wkrótce owoce. Otoczony troskliwą opieką żony i gronem wiernych przyjaciół Robin wychodzi z depresji i zaczyna cieszyć się życiem. Sytuacja poprawia się jeszcze bardziej, kiedy jeden z jego przyjaciół konstruuje wózek inwalidzki z przenośnym respiratorem. Robin nie jest już przykuty do łóżka i może wraz z żoną oraz synem wyjeżdżać na wycieczki, czasem nawet bardzo dalekie.

Cavendishowie myślą jednak nie tylko o sobie. Chcą, by również inni chorzy skorzystali z wynalazku ułatwiającego Robinowi życie. Starają się o fundusze na ulepszenie i produkcję wózków inwalidzkich z przenośnymi respiratorami, podróżują po kraju i poza jego granicami, gdzie biorą udział w konferencjach naukowych poświęconych osobom dotkniętym paraliżem. Realia, w jakich żyją skazani na respiratory, najlepiej obrazuje wstrząsająca scena odwiedzin we wzorcowej klinice, która chlubi się tym, że zapewnia pacjentom niemogącym samodzielnie oddychać najlepsze warunki przeżycia. To scena jakby wyjęta z filmów „2001: Odyseja kosmiczna” Stanleya Kubricka czy „Obcy – ósmy pasażer Nostromo” Ridleya Scotta. Nic dziwnego, że zarówno dla bohatera filmu, jak i dla widza stanowi prawdziwy wstrząs.

Przydrożna fiesta

Trudno przecenić znaczenie działalności małżonków, mającej na celu polepszenie życia niepełnosprawnych. Reżyser, podejmując trudny temat, stara się jednak nie dołować widza. Znajdziemy tu również sceny, które rozładowują atmosferę. Myślę, że dobrze podkreśla to polski tytuł filmu, a jednym z przykładów na ową „pełnię życia” są sceny z wyprawy do Hiszpanii. Robin postanawia udać się tam na wycieczkę, chociaż zdaje sobie sprawę z ryzyka, jakie wiąże się z podróżą. Urządzenie, które utrzymuje go przy życiu, musi pracować bez przerwy. Poza domem zapewnia to akumulator mający jednak ograniczony czas działania. W czasie podroży przez Hiszpanię dochodzi do katastrofy. Akumulator zostaje uszkodzony – teraz żona i syn muszą ręcznie podtrzymywać pracę urządzenia. Naprawić usterkę może przyjaciel Robina, konstruktor machiny. Problem w tym, że trzeba go ściągnąć z Anglii. Cała ekipa staje na poboczu drogi, dwa dni czekając na pomoc. Kiedy przyjaciel wreszcie przyjeżdża, doznaje niemałego szoku. W czasie przymusowego postoju wokół rodziny zebrała się gromada lokalnych mieszkańców z księdzem na czele i urządziła na poboczu prawdziwą fiestę. Takich humorystycznych akcentów jest w filmie więcej.

Obraz uświadamia nam, że każde życie jest bezcenne, że nawet w tak dramatycznej sytuacji, w jakiej znalazł się Robin, można się nim cieszyć. Wymaga to jednak poświęcenia i ofiar ze strony najbliższych. Bohater filmu, który starał się pomóc ludziom znajdującym się w podobnej sytuacji, był ateistą. W pierwszej części „Pełni życia” pogrążonego w rozpaczy Robina odwiedza ksiądz, który bez powodzenia stara się go przekonać, by zaakceptował swój stan jako część Bożego planu. Spotyka się z brutalną odpowiedzią. Nie ma jednak wątpliwości, że starania Cavendisha o poprawę jakości życia pomogły tysiącom chorych odzyskać sens. Może właśnie to było częścią Bożego planu? Po śmierci Robina w 1994 roku w opublikowanym w jednej z gazet nekrologu można było przeczytać, że „jest swoistą ironią, by człowiek niewierzący mógł sprawić, że tak wielu innych ludzi poczuło się bliżej Boga”.

Dzięki respiratorowi, heroicznej postawie żony, rodziny i przyjaciół Robin Cavendish przeżył ponad 30 lat po „uwolnieniu” ze szpitala. Ostatni okres jego życia film przedstawia pobieżnie, a dla osób, które nie znają tej historii, zakończenie będzie zaskoczeniem. Film wyraźnie opowiadający się za życiem kończy się, zgodnie z faktami, wspomaganym samobójstwem bohatera, popełnionym wbrew woli, ale za wiedzą najbliższych. Jednak w przeciwieństwie do serii filmów wyraźnie propagujących eutanazję „Pełnia życia” nie jest jej apologią. Pokazuje, jak bolesna dla jego najbliższych jest decyzja zdesperowanego Cavendisha.•

Pełnia życia, reż. Andy Serkis, wyk.: Andrew Garfield, Claire Foy, Tom Hollander, Diana Rigg, Wielka Brytania 2017

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama