Nowy Numer 29/2018 Archiwum

Uczeń przerósł mistrza

Kamil Stoch zwyciężył we wszystkich konkursach 66. Turnieju Czterech Skoczni. Tak dużego sukcesu na swoim koncie nie ma nawet legenda polskich skoków narciarskich – Adam Małysz. Czy pojawi się w Polsce stochomania na wzór małyszomanii sprzed kilkunastu lat?

On wygra ten turniej i jest w stanie powtórzyć wyczyn Svena. My jako drużyna będziemy jednak robili wszystko, by o tym nie myślał – mówił Maciej Kot po triumfach swojego reprezentacyjnego kolegi w Oberstdorfie i Garmisch-Partenkirchen. Polska kadra była wtedy na półmetku turnieju, rozgrywanego na austriackich i niemieckich skoczniach. Kamil Stoch potrzebował jeszcze zwycięstw w Innsbrucku i Bischofshofen, żeby zrównać się ze Svenem Hannawaldem, który 16 lat temu jako jedyny zawodnik w historii wygrał wszystkie cztery konkursy podczas jednego turnieju.

Polski skoczek był jednak bardzo ostrożny w prognozach. W rozmowach z dziennikarzami podkreślał, że przerost ambicji zwykle negatywnie wpływa na koncentrację przed tak ważnym wydarzeniem. Dlatego postanowił potraktować zawody jak każde inne: po prostu wjeżdżał na górę i oddawał jak najlepsze skoki, starając się nie myśleć o rywalizacji z innymi. Ten sprawdzony przez wielu zawodników sposób okazał się skuteczny – podczas TCS Kamil Stoch był bezkonkurencyjny w każdym z czterech konkursów.

Komentatorzy zwracali uwagę, że przewaga Stocha nad innymi zawodnikami bierze się przede wszystkim z jego silnej psychiki. Co jeszcze złożyło się na sukces sportowca, który już 26 razy zwyciężał w Pucharze Świata i ma na swoim koncie dwa złote medale olimpijskie?

Nauka lądowania

– Spośród pozostałych skoczków Kamila wyróżnia przede wszystkim faza lotu. Po wyjściu z progu zastyga nieruchomo i leci jak posąg – mówi GN Bartosz Orłowski z Polskiego Radia. Dziennikarz zauważa, że duże problemy w powietrzu miewał m.in. Adam Małysz, który rękami musiał korygować tor lotu. Styl Stocha jest pod tym względem bezbłędny, za każdym razem zapewnia mu wysokie noty. Jak zawsze w takich przypadkach to zarówno zasługa naturalnych zdolności, jak i ciężkiej pracy. – Gdyby to była tylko kwestia dobrego trenera, potrafiłby on wyszkolić każdego skoczka, żeby osiągał tak świetne wyniki. Kamil bez wątpienia ma ogromny talent – dodaje Bartosz Orłowski.

Stoch od dziecka intensywnie trenował w regionalnym klubie LKS Ząb. W telewizji już wiele razy emitowano krótki reportaż, w którym 12-letni chłopak z przekonaniem mówi o zamiarze zdobycia złota na olimpiadzie. Musiał poczekać aż 15 lat na spełnienie swojego marzenia, ale był cierpliwy. Kiedy jako młodzik brał udział w dużych konkursach, długo pozostawał w cieniu Adama Małysza. Mało kto wierzył, że jego talent jeszcze eksploduje.

W 2014 r. triumfował w Soczi. Wtedy naszą kadrą opiekował się Łukasz Kruczek. Za jego czasów pozostali polscy zawodnicy nie potrafili wybić się ponad przeciętny poziom, a Kamil z czasem doświadczył chwilowego spadku formy. W 2016 r. reprezentację przejął Stefan Horngacher, który włożył wiele pracy w ukształtowanie stylu Dawida Kubackiego, Piotra Żyły i Macieja Kota. Stochem nie musiał zajmować się aż tak intensywnie, ale z całą pewnością przywrócił go na właściwe tory.

Pochodzący z Austrii szkoleniowiec odegrał dużą rolę w przygotowaniu Stocha do ostatniego Turnieju Czterech Skoczni. Horngacher dostrzegł, że jego najlepszy zawodnik ma problemy z lądowaniem, postanowił więc poprawić ten element. Kamil miał kończyć każdy skok bez głębokiego wypadu, który do tej pory mocno obciążał jego kolana. – Trener naciskał na tę zmianę. Ja poszedłbym pewnie na łatwiznę i zostałbym przy starym sposobie – mówił jeszcze w lipcu 2017 r. polski zawodnik.

Według ekspertów nowy sposób lądowania pomógł Stochowi wygrać konkurs w Innsbrucku. Chwilę po tym, jak jego największy rywal Richard Frei- tag zaliczył poważny upadek i wycofał się z konkursu, Polak ustał swój skok. Wysoki stopień oblodzenia skoczni stwarzał tego dnia wyjątkowo niebezpieczne warunki dla każdego zawodnika, a tym bardziej dla takiego, którego piętą achillesową jest lądowanie. Na szczęście dla Kamila to już przeszłość.

Nowa epoka

W szerszej perspektywie na sukces Stocha z pewnością wpłynęły dobre warunki rozwoju, które od kilku lat zapewnia skoczkom Polski Związek Narciarski. Po sukcesach Adama Małysza w organizacji pojawiło się więcej pieniędzy, zawodników zaczęli wspierać nowi sponsorzy. Zdaniem Bartosza Orłowskiego w polskich skokach nastała nowa epoka. Żeby zrozumieć skalę zmian, wystarczy sięgnąć pamięcią do czasów pierwszych triumfów orła z Wisły. – Małysz opowiadał kiedyś, że na zawody Pucharu Świata jeździli tylko zawodnicy i trener, a i tak ze względu na oszczędności byli meldowani w pokojach, w których brakowało łóżek. Jeden z nich musiał spać na podłodze – mówi dziennikarz Polskiego Radia. Wtedy nie było także mowy o tym, żeby razem z kadrą na zawody wyjeżdżali fizjoterapeuci i specjaliści od przygotowywania nart. W tej chwili to absolutny standard. Podobnie jak fakt, że polskie obiekty na równi z innymi są wykorzystywane do rozgrywania międzynarodowych konkursów. Oprócz zakopiańskiej Wielkiej Krokwi homologację FIS uzyskała także skocznia narciarska im. Adama Małysza w Wiśle-Malince.

Kamil Stoch zaczął odnosić sukcesy w czasach profesjonalizacji polskich skoków. W ten sposób przetarł szlaki kolejnym zawodnikom, którzy być może za kilka lat będą osiągać równie zadowalające wyniki. W konkursie w Innsbrucku zadebiutował dobrze zapowiadający się 17-letni skoczek Tomasz Pilch. Świetnie radzi sobie także zaledwie 10-letni Tymoteusz Cienciała, który już trzy razy z rzędu wygrał Turniej Czterech Skoczni dla dzieci. Co jakiś czas słychać o kolejnym utalentowanym młodym zawodniku. Działania podjęte przez polskie środowisko narciarskie powoli zaczynają przynosić efekty. Pozostaje mieć nadzieję, że w kolejnych latach nie będziemy już mieli do czynienia ze zjawiskiem luki pokoleniowej. W szkoleniu kolejnych świetnych skoczków najważniejsze jest bowiem zachowanie ciągłości. – Oczywiście nadal nie możemy porównywać się z austriacką czy niemiecką szkołą, które absolutnie nie mają sobie równych. Widać u nas jednak zdecydowanie pozytywne tendencje, które powinny się utrzymać – mówi Bartosz Orłowski.

Lepszy od orła z Wisły?

Gdyby nie sukcesy Adama Małysza, Kamil Stoch prawdopodobnie nie zacząłby marzyć o wielkiej sportowej karierze. Niezależnie od ostatnich osiągnięć urodzonego w Zakopanem zawodnika, to właśnie orzeł z Wisły na zawsze pozostanie ikoną polskich skoków narciarskich. Komentatorzy sportowi zdają sobie z tego sprawę, dlatego nigdy nie odważyli się na postawienie zwycięzcy ostatniego Turnieju Czterech Skoczni na równi z wielkim mistrzem. – Nawet po dwóch złotych medalach olimpijskich w Soczi wybuchu stochomanii w naszym kraju nie było. O małyszomanii pamiętamy natomiast wszyscy – mówi Bartosz Orłowski.

Jako pierwszy na odważne zestawienie dorobku Małysza z tym, co osiągnął do tej pory Stoch, pozwolił sobie Apoloniusz Tajner, prezes PZN. Były trener pochodzącego z Wisły skoczka po zwycięstwie Kamila w Innsbrucku stwierdził, że „uczeń przerasta mistrza”. Bartosz Orłowski ostrożnie zgadza się z tą opinią, zwracając uwagę, że pod względem osiągnięć Stoch rzeczywiście prześcignął Małysza. Biorąc pod uwagę zwycięstwa w klasyfikacji generalnej i w pojedynczych konkursach PŚ, nadal obecny dyrektor koordynator ds. skoków narciarskich w PZN jest górą. Stoch zdobył jednak najbardziej prestiżowe trofea: dwa złote medale na olimpiadzie. Szalę na jego korzyść przechyla także zwycięstwo we wszystkich konkursach Turnieju Czterech Skoczni.

Adam Małysz zakończył karierę w wieku 34 lat, Kamil Stoch ma już prawie 31. Większość zawodników rezygnuje z uprawiania tego sportu właśnie w czwartej dekadzie swojego życia. Czy to oznacza, że tegorocznemu zwycięzcy TCS zostało już niewiele czasu na odnoszenie kolejnych sukcesów? – Każdy organizm jest inny. Noriaki Kasai kończy w tym roku 46 lat, a cały czas skacze. Niech Kamil uprawia ten sport nawet do czterdziestki, ku naszej radości! – mówi Bartosz Orłowski. Nasz rozmówca podkreśla jednak, że Stoch zawsze chce osiągać jak najlepsze wyniki. Jeśli zatem stwierdzi, że w pewnym momencie powrót do dobrej formy nie jest już możliwy, prawdopodobnie zrezygnuje z dalszej rywalizacji. Tak czy inaczej, obecnie niczego nie musi, w swojej dyscyplinie zdobył już właściwie wszystko. – Dla obecnych siedmiolatków to on będzie inspiracją do rozpoczęcia przygody ze skokami. Oni nie pamiętają Małysza, mistrzem dla nich jest Kamil Stoch – podsumowuje Bartosz Orłowski. •

« 1 »
oceń artykuł

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji