GN 24/2018 Archiwum

Niewygodny głos nienarodzonych

– Czasami, żeby dotrzeć do ludzi z ważnym przekazem, trzeba szokować – mówi GN Damian Krasowski, ukarany przez sąd za prezentowanie podczas antyaborcyjnej pikiety fotografii martwego dziecka.

Od miesięcy w całej Polsce odbywają się manifestacje, podczas których wolontariusze Fundacji Życie i Rodzina zbierają podpisy pod obywatelskim projektem „Zatrzymaj aborcję”. Od niedawna jedną z osób aktywnie działających w organizacji jest 19-letni Damian z Wałcza. W małym mieście, położonym w województwie zachodniopomorskim, tak jak wszędzie ścierają się ze sobą zwolennicy i przeciwnicy zaostrzenia przepisów antyaborcyjnych. Na mocny przekaz proliferów, wykorzystujący zdjęcia zabitych dzieci, reagują także zwykli przechodnie. – Jedna z pań była bardzo wzburzona. Policja przyjęła zgłoszenie, spisała ją, mnie oraz kolegę, który trzymał ze mną baner – opowiada Damian o wrześniowej manifestacji. Był jej organizatorem, dlatego funkcjonariusze to właśnie jemu kazali schować rozwinięty transparent. Kiedy odmówił, wyjaśniając, że działa zgodnie z prawem, został wezwany na komisariat. Kilka dni później otrzymał wyrok nakazowy sądu: nałożono na niego grzywnę w wysokości 500 zł, uznając winnym naruszenia art. 141 Kodeksu wykroczeń. Przepis mówi o karaniu za umieszczanie w miejscu publicznym nieprzyzwoitych napisów lub rysunków.

Skazany złożył odwołanie od decyzji sądu. – Tak zwany wyrok nakazowy jest wydawany właściwie bez analizy sprawy, bez udziału stron, bezpośrednio w odpowiedzi na wniosek o ukaranie, skierowany przez policję. Także w tej sprawie, jak w każdej innej, po złożeniu sprzeciwu automatycznie stracił swoją moc – tłumaczy GN mec. Jerzy Kwaśniewski, wiceprezes Zarządu Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris, zajmującego się obroną Damiana. Sąd Rejonowy w Waczu najpierw wyznaczył termin rozprawy odwoławczej, a później wycofał się z tej decyzji. Ostatecznie postanowiono, że 16 listopada odbędzie się posiedzenie w przedmiocie umorzenia postępowania Chociaż przed zamknięciem tego wydania GN nie znamy decyzji sądu, zdaniem prawnika bedzie ona korzystna dla Damiana.

Prawda o aborcji

– Kiedy miałem 17 lat, natknąłem się w sieci na film „Niemy krzyk” – opowiada o swoich początkach zainteresowania ochroną życia Damian. Obraz, w którym ginekolog Bernard Nathanson pokazuje zabieg usuwania ciąży oglądany za pomocą aparatu USG, ogromnie nim wstrząsnął. Porażony prawdą o aborcji, zaczął szukać informacji o organizacjach działających na rzecz jej całkowitego zakazu. Trafił na kurs dla proliferów, organizowany przez Fundację Pro – prawo do życia. Podczas szkoleń, prowadzonych w całym kraju (organizacja ma swoje komórki w 44 miastach), uczestnicy dowiadują się, jak mogą skutecznie działać w obronie życia najmniejszych. Na swojej stronie internetowej Fundacja przekonuje: „Tworzymy armię obrońców życia, która zmienia Polskę”.

Zaraz po zakończeniu kursu Damian zaangażował się w zbieranie podpisów pod ustawą zakazującą aborcji. Pierwsza pikieta, w której uczestniczył, odbyła się w marcu 2016 r. Jej organizatorem była jego siostra Alicja. Bez wątpienia to przede wszystkim najbliższym nasz rozmówca zawdzięcza swoje przekonania. – Rodzina popiera mnie w całej rozciągłości. Wszyscy uważamy, że życie jest świętością od poczęcia do naturalnej śmierci – mówi Damian.

W demonstracjach, które młody prolifer zaczął organizować samodzielnie, uczestniczy zaledwie kilka osób. Damian wyjaśnia, że trudno jest zebrać wszystkich aktywistów z Wałcza, większość z nich chodzi bowiem do szkół w innych, większych miejscowościach. Niewielka grupka ludzi z transparentami w dłoniach zdołała jednak wywołać zamieszanie w 25-tysięcznym mieście. Z działaniem policji zetknął się jednak dopiero we wrześniu.

W ostatnich latach Ordo Iuris zajmowało się kilkudziesięcioma podobnymi sprawami. Wszystkie postępowania skończyły się uniewinnieniem lub umorzeniem. Sądy dostrzegają, że obrazowe ukazywanie innym konsekwencji aborcji nie jest wykroczeniem, ale cały czas są wydawane wyroki nakazowe w takich sprawach. Dlaczego?

Broń na proliferów

Manifestującym obrońcom życia z transparentami w dłoniach zazwyczaj są stawiane dwa zarzuty: wspomniane umieszczanie nieprzyzwoitych treści (art. 141) oraz wywoływanie zgorszenia w miejscu publicznym (art. 51). Intencją ustawodawcy przy tworzeniu tych dwóch artykułów Kodeksu wykroczeń było wyrugowanie z przestrzeni publicznej treści wulgarnych i obscenicznych, m.in. pornografii. Żeby uruchomić te przepisy, potrzebna jest decyzja policji, która zazwyczaj nie działa z własnej inicjatywy. – W sprawach dotyczących obrońców życia nacisk często jest generowany przez media. Zdarza się, że to sami dziennikarze donoszą o swoim rzekomym zgorszeniu po to, żeby mieć materiał na artykuł – mówi mec. Kwaśniewski. Zgłoszenia może dokonać każdy obywatel, najczęściej robią to osoby krytyczne wobec ruchów pro life. Przepisy mające służyć dobru wspólnemu w pewnym sensie stały się bronią wymierzoną w obrońców życia.

– Mieliśmy kilka sytuacji, w których nasi wolontariusze byli skazani na grzywnę z wyrokiem nakazowym. Podobnie jak Damian Krasowski zgłosili sprzeciw – mówi GN Jacek Januszewski z Fundacji Życie i Rodzina. Nasz rozmówca oprócz sprawy z Wałcza wymienia także dwie ze Śląska i jedną z Garwolina, gdzie złożono doniesienie z powodu wystawy „Aborcja zabija”. Zdaniem Januszewskiego, to i tak niewiele jak na ostatni rok działalności, w ciągu którego co miesiąc odbywało się około 30 pikiet.

Siła kampanii społecznej

– Trzeba pamiętać, że nie jest nigdy czynem zabronionym działanie w granicach przysługujących nam praw podstawowych – mówi mec. Kwaśniewski. Zdaniem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka publikowanie drastycznych zdjęć, jeśli tylko dotyka ważnego problemu, mieści się w granicach debaty publicznej. Bez wątpienia kampanie społeczne, których celem jest wstrząśnięcie odbiorcą po to, aby ukazać mu prawdę o aborcji, pozostają pod ochroną art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, mówiącego o wolności wyrażania opinii. Ten przepis znajduje zastosowanie nie tylko w przypadku dyskusji o prawie do życia, ale także w innych społecznie ważnych sprawach. Drastyczne zdjęcia towarzyszą także m.in. kampaniom ukazującym piekło Holocaustu czy ludobójstwa w Rwandzie. Nie brakuje ich także w przekazach mających zniechęcić nas do prowadzenia auta po spożyciu alkoholu czy przechodzenia przez jezdnię na czerwonym świetle. – Wprowadzenie zakazu publikacji takich treści sparaliżowałoby swobodną wymianę myśli i debatę publiczną, która jest fundamentem demokratycznego państwa prawa – nie ma wątpliwości mec. Kwaśniewski.

Polskie sądy doskonale zdają sobie sprawę z tego, że korzystanie z wolności słowa w kampaniach społecznych nie może być uznane za wykroczenie. Wiceprezes Ordo Iuris zwraca uwagę, że nasze orzecznictwo w tej kwestii może być wzorem dla innych państw. Kiedy w Niemczech znany obrońca życia Klaus Annen został skazany przez wszystkie instancje za mówienie prawdy o mordowaniu nienarodzonych pod kliniką aborcyjną, prawnicy Instytutu przedstawili Europejskiemu Trybunałowi Praw Człowieka wyroki polskich sądów w podobnych sprawach. Wkrótce okazało się, że Annen został uniewinniony.

Radykalni i skuteczni

– Jeżeli dzięki takim banerom i transparentom uda się uratować chociaż jedno życie, to warto – mówi Damian Krasowski. Jacek Januszewski tłumaczy, że wszystkie zdjęcia wykorzystywane w kampanii posiadają certyfikat autentyczności wydany przez amerykańskich patologów sądowych. Nasz rozmówca podkreśla, że ich pokazywanie w przestrzeni publicznej jest jedną z najskuteczniejszych metod walki z aborcją. Często zdarza się, że w trakcie manifestacji zainteresowani podchodzą do obrońców życia z pytaniem, czy rzeczywiście właśnie tak wygląda usunięcie ciąży. Zszokowani tym, co zobaczyli, zmieniają zdanie. – Nasi wolontariusze w Katowicach z takimi zdjęciami pikietowali tuż przy czarnym proteście. W trakcie podchodziło do nich wielu ludzi – potwierdza Januszewski. Członek Zarządu Fundacji Życie i Rodzina przyznaje, że sam wiele lat temu popierał tzw. kompromis aborcyjny, a do zmiany poglądów przekonała go uznana za kontrowersyjną wystawa przygotowana przez proliferów. – Kiedy zobaczyłem, jak wygląda aborcja, uświadomiłem sobie, że nie da się tego w żadnym przypadku usprawiedliwić – wyjaśnia.

Skuteczność ostrej kampanii społecznej obrońców życia potwierdza także liczba podpisów zebranych pod inicjatywą „Zatrzymaj aborcję”. W ciągu zaledwie pięciu tygodni aż 200 tys. osób zdecydowało się poprzeć zakaz aborcji eugenicznej. Do biura Fundacji Życie i Rodzina trafiają kolejne listy obywateli, opowiadających się za ochroną życia.

– Większość naszych wolontariuszy to ludzie po szkole średniej lub studenci. To wiek, w którym chce się zmieniać świat na lepsze – mówi Januszewski. Damian Krasowski w rozmowie z naszym tygodnikiem stwierdza, że pomimo wyroku nie boi się wyjść na ulicę z transparentem, chociaż zanim to zrobi ponownie, poczeka na ostateczną decyzję sądu. – Na pewno nie damy sobie zamknąć ust, jesteśmy głosem nienarodzonych dzieci – podsumowuje.•

« 1 »
oceń artykuł

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji