Nowy numer 28/2018 Archiwum

Tsunami zła

O cierpieniu chrześcijan na Bliskim Wschodzie mówi ks. Andrzej Halemba.

Ks. Tomasz Jaklewicz: Przyzwyczailiśmy się do złych wiadomości z Bliskiego Wschodu. Czy są jakieś znaki nadziei na poprawę losu chrześcijan w tym regionie?

Ks. Andrzej Halemba: Sytuacja na Bliskim Wschodzie niestety wciąż niepokoi. Straszy wizja opustoszałych, zniszczonych kościołów, w których nie ma już chrześcijan, bo ich wypędzono lub wymordowano. Odczuwamy wciąż efekt tsunami zła, które przeszło przez cały Bliski Wschód, czyli Iran, Irak, Syrię, a także Liban. Dotyczy to również sporej liczby chrześcijan z Egiptu. Na początku XX wieku na Bliskim Wschodzie chrześcijanie stanowili około 20 proc. mieszkańców, a w tej chwili jest ich około 4,5 proc. Zmieniła się tam atmosfera. Pojawiło się zjawisko nieakceptowania chrześcijan czy wręcz wrogiego do nich nastawienia. Chrześcijanie przestali być buforem między różnymi ugrupowaniami w łonie islamu. Sam islam przeżywa głęboki kryzys, być może najsilniejszy od swojego powstania. Między islamskimi ugrupowaniami trwa walka na śmierć i życie. Islam stał się niezwykle wojujący i nie dopuszcza do dialogu, nawet wewnętrznego. Afrykańskie przysłowie mówi: „Gdzie dwa słonie walczą, tam trawa cierpi”. I tak to wygląda na Bliskim Wschodzie. Zwalczające się islamskie ugrupowania powodują, że mniejszości religijne strasznie cierpią.

Wydaje się, że wojna w Syrii dogasa, a Państwo Islamskie jest prawie rozbite. Aleppo, miasto, które tak strasznie ucierpiało, powoli dźwiga się z ruin.

Z pewnością jest światełko w tunelu. Używając biblijnego określenia, można powiedzieć, że ta „reszta Izraela” – czyli chrześcijanie, którzy przetrwali nawałnicę – ma szansę. Ale trzeba uderzyć w potężny dzwon, aby budzić sumienia ludzi oraz organizacje międzynarodowe, których zadaniem jest chronienie mniejszości. Ten płomyk nadziei się tli, ale może zostać łatwo zdmuchnięty. Trzeba więc zrobić absolutnie wszystko, co możliwe, aby go ochronić. Czarna wizja jest niestety realna. Byłem w Aleppo, gdy jeszcze trwały tam walki. Tamtejsi chrześcijanie pytali z trwogą, czy nie czeka ich los chrześcijan w Turcji. Przypomnę, że w 1915 roku 23 proc. mieszkańców Turcji było chrześcijanami, teraz jest ich 0,2 proc. I większość z nich jest pozbawiona praw przysługujących mniejszościom religijnym. Są tolerowani, uznani za obywateli tureckich, ale Kościół nie jest akceptowany jako instytucja. Więc bliskowschodnia powtórka z tego, co stało się w Turcji, jest prawdopodobna. W Iraku przed amerykańską inwazją w 2003 roku żyło ok. 1,5 miliona chrześcijan, dziś zostało 250 tysięcy. Ta „reszta Izraela” chce zostać, ale musimy jej pomóc. Nie możemy się spóźnić.

Jakiej pomocy najbardziej oczekują chrześcijanie z Bliskiego Wschodu?

Potrzebują pomocy finansowej, ale to nie wszystko. Chrześcijanie zostali uznani za obywateli drugiej czy trzeciej kategorii. Przestali czuć się Syryjczykami czy Irakijczykami. Więc Kościół na Zachodzie i organizacje międzynarodowe muszą walczyć o to, aby ludzkie i obywatelskie prawa bliskowschodnich chrześcijan były ochronione. Nawet jeśli pomożemy im odbudować tysiące zniszczonych domów, to mogą tam nie zostać, jeżeli nie będą czuli, że w swoich miastach czy wioskach są u siebie. Oni czują się kilkakrotnie zdradzeni. Rząd w Iraku nie zapewnił im ochrony, Kurdowie ją obiecywali i nie dotrzymali słowa.

Ks. Andrzej Halemba

(ur. 1954) – kapłan archidiecezji katowickiej, przez 12 lat pracował na misjach w Zambii, był dyrektorem Centrum Formacji Misyjnej. Obecnie pracuje w organizacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie. Jest odpowiedzialny za pomoc Kościołom na Bliskim Wschodzie.

Zastanawiam się, czy Zachód jest w stanie wywierać skuteczny nacisk na państwa, w których dominuje islam.

Na forum międzynarodowym uznano, że w Iraku na chrześcijanach dokonywano ludobójstwa. To jest ważne. To sukces organizacji walczących o prawa chrześcijan. Sprawa ich prześladowania pojawiła się także na forum Parlamentu Europejskiego, dzięki czemu słowo „chrześcijanie” znalazło się w słowniku europosłów, co jest dziś swego rodzaju ewenementem.

Dlaczego jest tak ważne, aby chrześcijanie pozostali na Bliskim Wschodzie?

W 2011 roku usłyszałem kiedyś z ust pewnego ambasadora: „Po co chrześcijanie mają żyć na Bliskim Wschodzie, skoro możemy ich przyjąć u nas. Dostaną pracę i będą szczęśliwsi”. To niedopuszczalne, aby namawiać kogoś do opuszczenia własnego domu, porzucenia własnych korzeni, przodków. Spotkałem biznesmena z Bagdadu, który był trzy raz porwany przez islamistów. Grożono mu śmiercią, mówili mu: „Musisz stąd wyjechać”. A on odpowiadał „Tu moje oczy zobaczyły po raz pierwszy słońce, tu jest mój dom i choćbyście mnie zabili, to nie wyjadę”. Te 90 tysięcy ludzi w Dolinie Niniwy nie oczekuje na wizy, ale chce odbudować swoje domy. W ciągu ostatnich paru miesięcy wróciło do swoich domów 21 tysięcy chrześcijan. To jasno pokazuje, że oni chcą tam mieszkać. Oni odgrywają tam ważną rolę społeczną. Tylko oni mogą bezkonfliktowo mieszkać z szyitami, sunnitami, jezydami czy z innymi grupami religijnymi. Jan Paweł II powiedział kiedyś, że Liban to przesłanie. Dlaczego? Bo w tym kraju ponad 30 proc. społeczeństwa to chrześcijanie, którzy pełnią rolę stabilizatora, gwaranta pokoju. Jeśli opuszczą Bliski Wschód, to ten rejon czeka jeszcze większa przemoc i zniszczenie.

Ksiądz jeździ na Bliski Wschód i widzi z bliska dramat tamtejszych chrześcijan. Co uderza najbardziej?

Wzruszające jest to, że widzisz ludzi, którym zniszczono dom, kościół, zabito bliskich, a oni modlą się za swoich oprawców o nawrócenie serca. Modlitwa „Ojcze nasz” wybrzmiewa tam inaczej, zwłaszcza słowa: „przebacz im, jako i my przebaczamy naszym winowajcom”. To przekłada się na ich życie codzienne i świadczy o głębi ich wiary. Chrześcijanie mają mocno wpisane w serca przebaczanie, miłowanie nieprzyjaciół. To praktycznie nie zdarza się w innych religiach. Dlatego my jesteśmy bardzo narażeni na prześladowanie. Nie odpowiadamy bowiem nienawiścią. Zło dobrem zwyciężaj – to jest wyczuwalne. Ci, którzy nadużywają swojej władzy, którzy nas prześladują, dobrze o tym wiedzą. W islamie, i nie tylko w nim, za przelanie krwi odpowiada się przelaniem krwi.

Spotykamy dużą rozbieżność, jeśli chodzi o liczby. Mówi się, że rocznie ginie 100 tys. chrześcijan z powodu swojej religii. Czy to są wiarygodne dane?

Gdyby to było jedno źródło, w dodatku jeszcze chrześcijańskie, to można byłoby mieć wątpliwości. Ale parę lat temu Hillary Clinton powołała specjalny zespół badający te sprawy i podała, że ok. 100 tys. chrześcijan rocznie ginie dziś z powodu wiary. To nie tylko Bliski Wschód. Mamy prześladowania w krajach azjatyckich, Erytrea w Afryce to także kocioł prześladowań. Chrześcijanie w Pakistanie są zabijani, zastraszani i upokarzani w sposób zorganizowany. W szkolnych podręcznikach jest mnóstwo odniesień do tego, że chrześcijanin jest wrogiem Allaha. Na ogół słyszymy o prześladowaniach wtedy, gdy wybuchnie bomba w kościele i giną ludzie, ale chrześcijanom w tym regionie jest trudno żyć na co dzień. Media o tym nie mówią, dodatkowo polityczna poprawność nakazuje blokowanie takich informacji.

Czy nie za mało mówimy o tym w samym Kościele?

Mówimy za mało, bo to wymagałoby większej solidarności z Kościołem prześladowanym. Jan Paweł II nakazał prowadzenie dokumentacji męczenników XX wieku. Okazało się, że jest ich więcej niż wszystkich męczenników pierwszych trzech wieków chrześcijaństwa. W tej chwili prowadzę dokumentację męczenników chrześcijańskich w Syrii i Iraku. Wstrząsnęło mną świadectwo trzech chrześcijan z Maluli w Syrii. Zmuszano ich do zaparcia się wiary. Odmówili i dlatego zginęli. Takie świadectwa cierpiących za religię umacniają naszą wiarę i prowokują do podjęcia działania. Niestety, wpływ mediów jest taki, że staliśmy się tylko obserwatorami rzeczywistości, szukamy sensacji czy przeżycia, a to za mało.

Zadaniem organizacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie (PKWP) jest nie tylko pomaganie, ale też pokazywanie tych świadectw?

Zadaniem PKWP jest nie tylko udzielanie pomocy finansowej, ale przede wszystkim umacnianie wiary. Chodzi o wiarę tych, którym pomagamy, ale także tych, którzy udzielają pomocy.

Jakie są najbliższe plany pomocy dla chrześcijan na Bliskim Wschodzie?

W kwietniu rozpoczęliśmy tzw. plan Marshalla dla chrześcijan. Chodzi o pomoc w odbudowie 13 tysięcy zniszczonych domów w okolicach Niniwy. Chcemy, żeby to nie było robione za nich, ale razem z nimi. Potrzebny jest także duchowy plan Marshalla. Bo wprawdzie Państwo Islamskie zostało prawie pokonane militarnie, ale wciąż panują podział i lęk przed drugim. To trzeba pokonać. Chodzi więc także o odbudowę duchowego domu. Kiedy przekazujemy pieniądze na nowy dom, doręczmy także drzewko oliwne, które rodzina ma zasadzić w swoim ogródku. Towarzyszy temu specjalna ceremonia pojednania. Konieczne jest przebaczenie, odbudowa ludzkich relacji z sąsiadami. Inaczej to się nie uda.

Chrześcijanie wyciągają rękę do zgody. Pytanie, czy islam może się zmienić.

Paradoksalnie, radykalny islam jest szansą zarówno dla samego islamu, jak i dla Europy. Państwo Islamskie ukazało okrutne oblicze islamu, które przeraziło samych muzułmanów. Pojawiła się refleksja. W Arabii Saudyjskiej przedstawiciel rodziny królewskiej publicznie mówił o respe­ktowaniu innych religii. W Afryce Północnej islam zaczyna pozwalać muzułmankom na wychodzenie za mąż za chrześcijan. Dotychczas za coś takiego groziła śmierć, więc jest to niemalże rewolucja. Mam nadzieję, że to są znaki jakiejś odnowy islamu. Radykalny islam to także szansa dla zachodnich chrześcijan. Z powodu zamachów popełnianych przez fanatyków islamu w Europie powrócił temat religii. Jeszcze kilka lat temu o modlitwie, wierze czy Biblii przy stole się nie rozmawiało. Ten temat przestał istnieć, a teraz staje się niemal obowiązkowy. To jest szansa dla Kościoła, o ile Kościół będzie chciał i potrafił ją wykorzystać.•

JEMEN

{body:BBB}Jeszcze gorzej niż w Syrii{/body:BBB} Mimo że jestem przedstawicielem papieża, nie mam wstępu na terytorium Jemenu. Nie ma tam już zresztą ani jednego chrześcijańskiego kapłana. Ostatnim był ks. Tom Uzhunnalil, porwany przez islamistów po ataku na dom starców prowadzony przez misjonarki Miłości. Terroryści zamordowali wówczas cztery siostry, a także ich dwunastu współpracowników i podopiecznych. Księdza Toma złapali w kaplicy, w momencie gdy skończył spożywać konsekrowane Hostie. Odzyskał wolność po 18 miesiącach i wrócił do rodzinnych Indii. Na skutek wojny pomiędzy różnymi ugrupowaniami muzułmańskimi większość chrześcijan musiała opuścić Jemen już półtora roku temu. Ci, którzy pozostali, spotykają się prywatnie w małych grupach. Wierni z regionu Adenu docierają do sióstr Matki Teresy z Kalkuty, jedynej wspólnoty zakonnej nadal posługującej w tym kraju. Ponieważ nie ma księży, nie jest odprawiana Eucharystia. Misjonarki, a także wierni w swych domach sprawują jednak liturgię słowa. W Jemenie trwają bombardowania, brakuje żywności.

bp Paul Hinder wikariusz apostolski Arabii Południowej, któremu podlega m.in. Jemen

INDIE

{body:BBB}Wolność wyłącznie dla hinduistów{/body:BBB} Teoretycznie w Indiach jest wolność religijna, ale rozumiana jako wolność bycia hinduistą. Według hinduistycznych fundamentalistów każdy urodzony na tej ziemi jest hinduistą. To oczywista bzdura. Przecież ludy pierwotne, które wyznawały animizm, w dużej mierze zaakceptowały chrześcijaństwo, nie wyznając wcześniej hinduizmu. Przez hinduistów ci ludzie są jednak postrzegani jako porzucający ich wiarę. To nie pozostaje bez konsekwencji. W niektórych stanach lokalne władze wymagają np. pozwolenia sądu na przyjęcie chrztu. W Indiach są hinduistyczne wioski, do których chrześcijanom wstęp jest wzbroniony. Działania duszpasterskie są tolerowane na terenie kościoła, ale prowadzenie szkół i innych instytucji pomocowych jest często postrzegane jako metoda dokonywania przymusowych konwersji. Do Indii nie mogą przyjeżdżać misjonarze i otwarcie głosić Jezusa. Nawet turystycznie przyjeżdżający tam księża czy siostry muszą podpisać lojalkę, że nie będą ani głosić Ewangelii, ani zajmować się duszpasterstwem.

Helena Pyz świecka misjonarka z Instytutu Prymasa Wyszyńskiego, od 29 lat pracująca w Indiach wśród

KUBA

{body:BBB}Walka w białych rękawiczkach{/body:BBB} Od kubańskiego biskupa usłyszałem, że Fidel Castro powiedział kiedyś, iż nie chce na wyspie żadnych męczenników za wiarę. Nie było więc krwawych prześladowań. Walka z Kościołem odbywała się w białych rękawiczkach. Tak samo jest i teraz. Na spotkanie z papieżem Franciszkiem jechaliśmy w asyście policji, a w każdym autokarze był przedstawiciel partii. Nierzadko w godzinach sprawowanych Mszy czy nabożeństw na ulicy puszczana jest bardzo głośna muzyka lub organizowane są imprezy miejskie. Ksiądz nie może wejść do szkoły, do więzienia wpuszczany jest tylko na pisemną prośbę osadzonego, do szpitala – za zgodą lekarza i na wyraźną prośbę chorego. W tym ostatnim miejscu nie można jednak publicznie sprawować sakramentów, lecz jedynie „po cichu”, by nie indoktrynować innych. Każdy zagraniczny misjonarz ma swoją teczkę, a nasz internet jest kontrolowany. Komunistyczną indoktrynację wciąż mocno widać. Nawet naszą parafialną sekretarkę musiałem długo prosić, by w oficjalnych dokumentach wystawianych przez parafię nie pisała obok daty: „w 56 roku od zwycięstwa Rewolucji”.

ks. Witold Lesner misjonarz fidei donum, pracujący od 2014

REPUBLIKA ŚRODKOWOAFRYKAŃSKA

{body:BBB}ONZ odwraca głowę{/body:BBB} W wojnie domowej, która wybuchła na nowo, chodzi o kontrolę terytorium i dziką eksploatację bogactw; nie jest to wojna religijna. Jednak konflikt w tragiczny sposób odbija się na życiu chrześcijan. Teren, na którym leży moja parafia Ndim, stał się celem trzech ugrupowań. Okupantom forsującym interesy hodowców, ze szkodą dla rolników, zależy w naszym regionie na pastwiskach i udrożnieniu dawnego szlaku handlu bydłem. To, że misjonarze bronią ludzi i głośno mówią o tym skorumpowanym układzie, w którym udział mają też lokalne władze, wielu się nie podoba. Stąd kolejna próba zastraszenia mnie, tym razem fizycznie odczuwalna. Zostałem pobity w naszej wiosce, w obecności sterroryzowanych parafian. Nasz los, ludzi w buszu, nie obchodzi jednak nikogo. Kiedy byłem maltretowany przez rebeliantów, trzy samochody oenzetowskich sił pokojowych przejechały obok drogą, kilkanaście metrów ode mnie. I nie zrobiono nic. Nazajutrz na Mszy było więcej ludzi w kościele niż w niedzielę! Dziękowali mi, że zostałem.

o. Robert Wieczorek kapucyn, od 1994 roku posługujący w Republice Środkowoafrykańskiej

SUDAN POŁUDNIOWY

{body:BBB}Jedzenie za muzułmańską modlitwę{/body:BBB} Sudan Południowy powstał w 2011 roku, odłączając się od muzułmańskiego Sudanu. Proklamacja państwa nie dała jednak ludziom upragnionego pokoju. Wręcz przeciwnie. Z nową siłą odżyły stare plemienne konflikty, a dodatkowo zaczęły wybuchać bunty wojskowych. Kościoły i misje są dla ludzi jedynym bezpiecznym miejscem schronienia, jednak coraz częściej są atakowane. Oprawcy nie respektują nawet misjonarzy. Zabili m.in. słowacką zakonnicę, która pracowała tu jednocześnie jako lekarka. Wracała karetką po odtransportowaniu chorego do szpitala, kiedy została napadnięta. Wiele chrześcijańskich kobiet i dzieci codziennie pada ofiarą przemocy. Nieszczęściem mieszkańców Sudanu Południowego jest także to, że nie mogą liczyć na życzliwość jako uchodźcy w sąsiednim muzułmańskim Sudanie. Dzieci chrześcijan otrzymują tam jedzenie tylko pod warunkiem, że wyrecytują muzułmańskie modlitwy. Międzynarodowa pomoc, zamiast do chrześcijan, często trafia na targowisko, a potrzebujący umierają z głodu.

ks. Daniele Moschetti kombonianin, pracujący od 7 lat w Sudanie Południowym

FILIPINY

{body:BBB}W niewoli u dżihadystów{/body:BBB} Islamski ekstremizm wciąż pozostaje wielkim zagrożeniem dla Mindanao, wyspy, nad którą muzułmanie przejęli kontrolę na pięć miesięcy. Zostali pokonani przez filipińskie siły rządowe, ale nie porzucili swych marzeń o utworzeniu tam placówki islamskiego kalifatu. Zbezczeszczoną katedrę i inne zrujnowane kościoły odbudujemy. Trudniej będzie na nowo scalić rozdartą islamskim ekstremizmem tkankę społeczną. Mindanao to region, gdzie chrześcijanie i muzułmanie potrafili wcześniej wspólnie żyć. Teraz chrześcijanie boją się wracać do swych domów. Dla mnie czas w niewoli to były wielkie rekolekcje, które pozwoliły mi zrozumieć, że moją misją jest budowanie pojednania. Słowa matki jednego z chłopców, który wraz ze mną był porwany i zginął w czasie odbijania Marawi, są zastrzykiem nowej siły: „Z każdego zła można wyprowadzić dobro”. Gdy porywacze mówili nam, że odzyskamy wolność za przejście na islam, właśnie ten chłopak najgłośniej powtarzał oprawcom, że Chrystus jest dla niego wszystkim.

ks. Teresito Soganuba wikariusz generalny Marawi na Filipinach, który przez 117 dni był przetrzymywany w niewoli przez dżihadystów

« 1 »
oceń artykuł

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji