Nowy numer 42/2019 Archiwum

Spór o metodę

Istotą sporu wokół projektów prezydenta Andrzeja Dudy jest nie cel – reforma sądownictwa, ale metoda, jaką należy stosować, dokonując zmiany.

Prezydenckie projekty ustaw w sprawie Sądu Najwyższego (SN) i Krajowej Rady Sądownictwa (KRS) są kolejną propozycją reformy sądownictwa. Projekt ustawy o Sądzie Najwyższym wprowadza m.in. możliwość wniesienia do SN skargi na prawomocne orzeczenie każdego sądu i zapis, by sędziowie SN przechodzili w stan spoczynku w wieku 65 lat. Prezydent proponuje także utworzenie Izby Dyscyplinarnej oraz Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, w których orzeczenia będą wydawać składy sędziowsko-ławnicze.

W przypadku wyboru sędziów do KRS projekt prezydencki proponował następujący mechanizm: wyboru dokonuje Sejm większością 3/5 głosów, a jeśli nie będzie to możliwe, wyboru spośród kandydatów zgłoszonych Sejmowi dokona prezydent. Takie rozwiązanie wymagało jednak zmiany konstytucji, na co prezydent nie może liczyć, dlatego ostatecznie zaproponował on, by w sytuacji, gdy nie uda się w Sejmie wybrać członków KRS większością 3/5 głosów, w kolejnym etapie każdy poseł mógł głosować tylko na jednego kandydata.

Jak wyłaniać skład KRS?

Dlaczego ten mechanizm jest ważny? KRS jest organem kluczowym dla funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości. To decyzje i opinie Rady decydują o tym, kto zostanie sędzią, a później umożliwiają jego dalszy awans lub blokują taką możliwość. KRS została wymyślona w czasie obrad Okrągłego Stołu, jako instytucja mająca zwiększyć niezależność sędziowską. Jednak w III Rzeczypospolitej Rada stała się instrumentem konserwacji starego układu personalnego. Środowisko sędziowskie nie rozliczyło się samo z przeszłością, tolerując ludzi, którzy wydawali hańbiące wyroki w okresie stanu wojennego, nawet w składzie Sądu Najwyższego. Obowiązujący obecnie system kooptacji, w którym rola KRS jest decydująca, uniemożliwia wprowadzenie jakichkolwiek modyfikacji bez zmian w tej instytucji. Istotny w tym jest nie tylko mechanizm funkcjonowania KRS, ale przede wszystkim jej skład personalny. Dlatego pytanie, w jaki sposób będą wyłaniani jej członkowie, jest kluczowe dla powodzenia całej reformy.

Warto zwrócić uwagę, że zarówno projekt PiS, jak i prezydencki zakładają, iż nastąpi wymiana wszystkich 15 sędziów zasiadających w KRS. Pozostałych 10 członków Rady to prezesi Sądu Najwyższego oraz Naczelnego Sądu Administracyjnego, minister sprawiedliwości, przedstawiciel Prezydenta RP, czterech przedstawicieli Sejmu oraz dwóch reprezentantów Senatu. Zamiar skrócenia kadencji obecnych członków Rady budził zasadniczy sprzeciw zwolenników zachowania obecnego status quo. To także było elementem obrony starego układu, biorąc pod uwagę, że obecnie sędzia – członek Rady ma 4-letnią kadencję indywidualną. Jeśli tego się nie zmieni, wymiana sędziów w KRS będzie trwać do 2020 r., zamieniając reformę w farsę. W żaden sposób nie uległby także zmianie korporacyjny model funkcjonowania sędziowskiej elity, która bez kontroli zewnętrznej sama się wybierała, sama kontrolowała i ewentualnie stosowała wobec siebie sankcje dyscyplinarne. Dlatego projekt prezydencki przewiduje, że cały sędziowski skład KRS będzie wyłoniony od nowa, aby wszyscy mieli wspólną kadencję. W tej sprawie oba projekty – PiS-owski i prezydencki – są zgodne.

Zasadnicza różnica między nimi dotyczy natomiast opisu sposobu wyłaniania sędziów do Rady. Prezydent trwa przy swoim stanowisku, aby wybór sędziów do KRS odbywał się w Sejmie większością 3/5 głosów, a jeśli nie będzie zgody, to by każdy poseł głosował na jednego kandydata. Podkreśla przy tym twardo, że nie zgodzi się na sytuację, aby wszystkich sędziów do KRS wskazywała jedna partia, a więc obecnie Prawo i Sprawiedliwość. Liderzy PiS inaczej podchodzą do tej kwestii. – Większość, którą posiadamy w parlamencie – większość, którą wskazali wyborcy, większość, która bierze odpowiedzialność za rząd – ma też naturalny wpływ na to, co z parlamentu będzie wychodzić, powinna mieć też wpływ decydujący na kształt tej reformy i w tym przypadku na kształt KRS – mówi wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki. Inaczej mówiąc, prezydent chce bardziej pluralistycznego sposobu wyłaniania sędziowskiej reprezentacji do KRS, natomiast PiS chce mieć w tej sprawie monopol. Nie ulega dla mnie wątpliwości, że w tym sporze racja jest po stronie prezydenta. PiS wykorzystał ten monopol, wybierając skład Trybunału Konstytucyjnego i nic dobrego z tego nie wyszło. Dlatego prezydent, gdy ma wątpliwości co do przysyłanych mu z Sejmu projektów ustaw, nie kieruje ich do Trybunału, ale sięga po weto, najsilniejszą broń prawną, jaką posiada. To oczywiście generuje konflikt z PiS już nie tylko o kształt tych konkretnych ustaw, ale wręcz o model ustrojowy państwa. Powraca w tym kontekście pytanie o znaczenie i siłę urzędu prezydenta.

Różnice w kwestii Sądu Najwyższego

W prezydenckim projekcie ustawy o Sądzie Najwyższym najważniejsza różnica w stosunku do projektu przygotowanego przez PiS dotyczy sposobu przenoszenia w stan spoczynku orzekających tam sędziów. Projekt PiS zakładał automatyczne przeniesienie wszystkich sędziów SN w stan spoczynku. Projekt prezydencki zakłada, że następuje to po ukończeniu przez każdego z nich 65 lat. Andrzej Duda podkreśla, że w żadnym wypadku nie zgodzi się na automatyczne usuwanie wszystkich sędziów, na czym zależało min. Zbigniewowi Ziobrze. Prezydent proponuje takie rozwiązanie, jakie zostało przyjęte we wszystkich sądach powszechnych, a mianowicie ograniczenie wiekowe jako naturalny wyznacznik odejścia sędziego w stan spoczynku. Dopuszcza także możliwość, by sędzia mógł wystąpić do Prezydenta RP z prośbą o to, aby mógł orzekać dłużej. Ostatecznie to prezydent decydowałby o tym, czy sędzia będzie mógł dłużej orzekać, czy nie. Dotychczas takie uprawnienia posiadała KRS.

Do czego sprowadzają się różnice między prezydentem Dudą a PiS w tej kwestii? Prezydent stawia na ewolucję, PiS chce natychmiastowej i pełnej wymiany składu Sądu Najwyższego. Propozycja prezydenta wydaje się rozsądniejsza, gdyż granica wieku powoduje, że duża część składu Sądu Najwyższego i tak będzie musiała odejść na emeryturę. Pojawią się także w jego składzie nowi sędziowie, jeśli dojdzie do powołania dwóch nowych izb: dyscyplinarnej i kontroli nadzwyczajnej. PiS to jednak kwestionuje, gdyż nie chce, aby prezydent decydował o składzie Sądu Najwyższego, ale by było to uprawnienie sejmowej większości. Mankamentem prezydenckiej propozycji jest brak określenia, według jakich kryteriów prezydent będzie weryfikował wnioski sędziów, którzy pomimo tego, że ukończyli 65 lat, będą chcieli dalej orzekać w składzie Sądu Najwyższego.

Nie powinno natomiast być problemu z postulowanymi w projekcie prezydenckim pomysłami stworzenia nowej izby dyscyplinarnej w Sądzie Najwyższym czy możliwości składania nadzwyczajnej skargi przez obywateli. Chociaż i w tym wypadku zasadna jest wątpliwość, czy zapis ten nie będzie wprowadzeniem czwartej, nadzwyczajnej instancji i nie będzie premiować nie tyle ludzi skrzywdzonych, ile zwykłych pieniaczy, którzy z natury nie są w stanie pogodzić się z żadnym wyrokiem, jeśli nie będzie on po ich myśli.

PiS nie jest zadowolony

Projekt prezydencki wzbudził wątpliwości polityków PiS, także Jarosława Kaczyńskiego, który w publicznych wystąpieniach wyraźnie sygnalizował, że nie odpowiada on jego wyobrażeniu o skali zmian, jakie mają być przeprowadzone w sądownictwie. Nawet wicepremier Jarosław Gowin, choć nadal deklaruje wsparcie dla sposobu reformowania sądownictwa przez prezydenta Dudę, wyraził wątpliwość, czy przedstawione przez niego szczegółowe rozwiązania zostaną poparte w Sejmie. Warto odnotować, że w całej sprawie nie zabrał dotąd głosu minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, autor zasadniczej koncepcji zawetowanych przez prezydenta ustaw. Jak się wydaje, jest to podyktowane pewną taktyką polityczną. Minister Ziobro, zwolennik radykalnych zmian, nie może być usatysfakcjonowany rozwiązaniami przedstawionymi przez prezydenta. Jeśli milczy, to jedynie dlatego, że ma świadomość, iż istotniejsze od szczegółowych rozwiązań będą decyzje polityczne, których skutkiem może być nie tylko kształt reformy sądownictwa, ale i polskiej sceny politycznej.

Co będzie dalej? Andrzej Duda zapowiedział swoje kolejne weto, jeśli PiS odrzuci lub radykalnie zmieni jego projekt, a to prowadziłoby do otwartej wojny prezydenta z obozem PiS, a przede wszystkim z prezesem Jarosławem Kaczyńskim. Skutkować mogłoby to nawet przedterminowymi wyborami, gdyby kierownictwo PiS uznało, że warto skrócić obecną kadencję parlamentu, aby na bazie rosnącego poparcia politycznego w nowych wyborach powalczyć o większość konstytucyjną. Gra więc toczy się nie tylko o metodę reformowania sądownictwa. Prezydent preferuje model ewolucyjny, PiS stawia na działania radykalne, wierząc, że jedynie takie rozwiązanie da pozytywny skutek. Każda z tych metod ma swoje zalety i wady. Najgorszym rozwiązaniem byłby spór obozu rządzącego z prezydentem, gdyż w ten sposób żadnych sensownych zmian przeprowadzić się nie da. 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Andrzej Grajewski

Zastępca redaktora naczelnego „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Świat”

Doktor nauk politycznych, historyk. W redakcji „Gościa” pracuje od czerwca 1981. W latach 80. był działaczem podziemnych struktur „Solidarności” na Podbeskidziu. Jest autorem wielu publikacji książkowych, w tym: „Agca nie był sam”, „Trudne pojednanie. Stosunki czesko-niemieckie 1989–1999”, „Kompleks Judasza. Kościół zraniony. Chrześcijanie w Europie Środkowo-Wschodniej między oporem a kolaboracją”, „Wygnanie”. Odznaczony Krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice, Krzyżem Wolności i Solidarności, Odznaką Honorową Bene Merito. Jego obszar specjalizacji to najnowsza historia Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, historia Kościoła, Stolica Apostolska i jej aktywność w świecie współczesnym.

Kontakt:
andrzej.grajewski@gosc.pl
Więcej artykułów Andrzeja Grajewskiego

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji