Nowy numer 47/2019 Archiwum

Raport spod granicy

Rosyjskie manewry Zapad 2017, które odbywały się m.in. przy polskiej granicy, zaniepokoiły natowskich wojskowych i europejskich polityków. Mieszkańcy terenów nadgranicznych mieli je jednak – oględnie mówiąc – w… głębokim poważaniu.

Co dokładnie ćwiczyli rosyjscy żołnierze na Białorusi i w obwodzie kaliningradzkim, za bardzo nie wiadomo. Rosja twierdziła, że obronę przed podstępnym atakiem z Zachodu. Scenariusz był podobno taki: dwa sąsiednie kraje, Lubenia i Wesbaria, podburzają ludność zachodniej Białorusi. Przysłane z nich bojówki wywołują zamęt. Zagrożona Białoruś wzywa na pomoc Rosję. Zaczynają się walki. W ciągu tygodnia agresorzy zostają pokonani.

Wojskowi z NATO byli zdania, że przedmiotem ćwiczeń był atak na Polskę i kraje nadbałtyckie. Rozbieżność zdań dotyczyła także kwestii liczby żołnierzy biorących udział w manewrach. Według Rosji, było ich niespełna 13 tys. Szef Komitetu Wojskowego NATO gen. Petr Pavel twierdził, że w manewry Zapad 2017 zaangażowano prawie 100 tys. rosyjskich i białoruskich żołnierzy. Ta liczba budziła wielki niepokój, uzasadniony doświadczeniami z nieodległej przeszłości. W roku 2008 wielkie rosyjskie manewry przerodziły się w najazd na Gruzję. W roku 2014 rosyjskie manewry rozpoczęły trwającą do dziś interwencję na wschodzie Ukrainy. Na dodatek termin ćwiczeń – 14–20 września – szczególnie w Polsce kojarzył się jak nagorzej: z 17 września 1939 r., kiedy to Armia Czerwona, działając w sojuszu z niemieckim Wehrmachtem, zaatakowała Polskę. Słowem, powodów do niepokoju nie brakowało.

Część ekspertów twierdziła jednak, że zasadniczym celem manewrów Zapad 2017 jest właśnie wywołanie strachu przed rosyjską potęgą. Wskazywać miał na to udział w manewrach oddziałów wojny informacyjnej. Ich zadaniem jest rozsiewanie fałszywych informacji w celu wywołania paniki wśród mieszkańców zaatakowanego kraju. Mieszkańcy polskiego pogranicza wykazali zadziwiającą odporność na te działania. Żyli swoimi sprawami.

Toprzyny, 2 km od granicy z Rosją

Z Toprzyn do granicy z Rosją jest niespełna 2 km. Do pomnika upamiętniającego napoleońską bitwę pod Pruską Iławą (która teraz nazywa się Bagrationowsk i leży w Rosji) jest stąd niecałe 5 km. Była to jedna z najkrwawszych bitew tamtych czasów. Poległo w niej, po obydwu stronach, ponad 40 tys. żołnierzy. Ich kości spoczywają w okolicy do dziś.

We wtorek 19 września, gdy media emocjonowały się rosyjskim śmigłowcem, który omyłkowo ostrzelał rakietami obserwatorów manewrów Zapad 2017, w Toprzynach przestało padać. Anna Wynar wyprawiła trójkę dzieci do szkoły i wybrała się na grzyby. Zbiera od dzieciństwa. Urodziła się w pobliskich Warszkajtach i tu upływa jej całe życie. – W domu się nie przelewało, było nas ośmioro – opowiada. – Od maleńkości trzeba było rodzicom pomagać. Las był za domem. Zbieraliśmy jagody i grzyby. Najwięcej grzybów rosło w pasie przygranicznym, bo tam grzybiarze nie chadzali. Dzieci nikt nie przeganiał, ale do czasu. Raz od rosyjskiej strony pojawili się tacy w czarnych kombinezonach, z bronią. Groźnie wyglądali, nic nie mówili. Uciekliśmy i więcej nie zbliżaliśmy się za bardzo do granicy – wspomina Anna.

Rodzinne Warszkajty czasów jej dzieciństwa to była duża wieś. Pod koniec lat 80. została wysiedlona i dziś mało co z niej zostało. Tak samo jak po wspaniałym pałacu w pobliskich Pierselach.

Grzyby obrodziły. Pani Ania szybko zebrała wiaderko i wróciła do domu szykować obiad. Po południu tego dnia w szkole (Szkoła Filialna im. Kornela Makuszyńskiego w Toprzynach) była wywiadówka. Na zebraniu rodziców była mowa o planach na nowy rok szkolny. – Wiosną będzie wycieczka do Warszawy. Szkoła jest fajna, często organizuje wycieczki. Inne czasy – zamyśla się. – Ja sama nigdzie stąd nie wyjeżdżałam. Najwyżej latem do cioci pod Pisz. Dopiero w tym roku razem z mężem udało nam się pojechać na winobranie do Francji. Teściowa posiedziała z dziećmi, a nam udało się zarobić trochę grosza – opowiada.

Mąż Ani, Piotr, tego dnia „ćwiczył formę na rusztowaniu”. Pomagał sąsiadowi przy budowie. Wrócił po pracy bardzo zmęczony. – Pracy w okolicy nie ma, czasem coś się trafi dorywczo – mówi. – Teraz i tak dzięki 500 Plus udało nam się złapać trochę oddechu. No i tegoroczne winobranie też nam pomogło. Szkoda, że od lipca zeszłego roku skasowano mały ruch graniczny z obwodem kaliningradzkim. Na drobnym przygranicznym handlu i bez naruszania przepisów dawało się trochę zarobić. Głównie na paliwie, które w Rosji jest o połowę tańsze.

Potrzeb jest wiele. Dzieci rosną, dom wymaga remontu. Chłopaki narzekają, że nie mogą mieć telefonów komórkowych ani internetu w domu. W szkole internet jest z kabla. Komórki w Toprzynach trzeba wyłączać, bo łapią od razu rosyjskich operatorów. Tak samo jest z bezprzewodowym internetem.

Dzikowo Iławeckie, 8 km od granicy z Rosją

Zapad Zapadem, a codzienne życie w nadgranicznym Dzikowie Iławeckim toczy się swoim zwyczajnym trybem. Stanisław Baran, sołtys od czterech kadencji, po południu zwiózł z pola świeżo wykopane ziemniaki. Ładnie obrodziły, dobra odmiana, białe i sypkie. Sołtys przez 30 lat był kierowcą autobusu. Prowadził też spore gospodarstwo. Hodował świnie, trzymał drób. – Lubię taką pracę – mówi. – Mam ciągnik, kilka maszyn, ogród, trochę drzew owocowych. Nie narzekam na brak zajęcia. Manewrami specjalnie się nie przejmuję. Nie są w stanie zmącić mi radości z sądowego wyroku uniewinniającego mojego kota Felka. – Tu, proszę pani, nie Rosja, a – okazuje się – kot jest prawdziwym zagrożeniem dla porządku i bezpieczeństwa. Przynajmniej według naszej policji.

Urodzony 9 lat temu kot Felek został przygarnięty przez wnuczkę pana Stanisława. – Kto by wtedy przypuszczał, że wyrośnie na tak groźnego przestępcę, że policja postawi go przed sądem – uśmiecha się sołtys. Kot Felek oskarżony został przez policję o złośliwe przebiegnięcie drogi przed przejeżdżającym radiowozem oraz o wałęsanie się po wsi, czym stwarzał zagrożenie dla porządku publicznego. Proces przed Sądem Rejonowym w Bartoszycach rozpoczął się w połowie lipca. 17 sierpnia zapadł wyrok. Sąd uniewinnił Stanisława Barana i kota Felka, a kosztami postępowania obciążył Skarb Państwa. A Felek zyskał ogólnopolską sławę i nabrał niechęci do telewizyjnych kamer. Na widok obiektywu krzywi się i z kwaśną miną czmycha w łopuchy.

W ładowaniu ziemniaków do worków pomagał panu Stanisławowi syn Tomek. Na co dzień pracuje w pobliskim Zakładzie Karnym w Kamińsku. To historyczne miejsce. Przed wojną były tam koszary Wehrmachtu. W czasie wojny urządzono w nich największy w Prusach Wschodnich obóz jeniecki Stalag 1A. We wrześniu 1939 r. osadzono tu obrońców Westerplatte, w tym majora Henryka Sucharskiego i jego zastępcę, kapitana Franciszka Dąbrowskiego. Po kampanii wrześniowej w obozie przebywało ponad 40 tys. polskich jeńców. – Jeśli ktoś ma taką żonę jak ja – mówi Tomek – to mu manewry niestraszne. Marysia, żona Tomka, jest urodziwą blondynką i wcale nie wygląda groźnie. – To tylko pozory – uśmiecha się Tomek. – Marysia to prawdziwy snajper. W zeszłym roku została królową polowania hubertowskiego.

Marysia pracuje w Biedronce. Nie zauważyła, by w związku z manewrami ludzie kupowali większe ilości cukru czy mąki. – Ruch mamy taki jak zwykle, może octu schodzi trochę więcej, ale to ma związek z wysypem grzybów, a nie z manewrami – mówi.

Tylko dziewięcioletni siostrzeniec, Krzysio, bardzo przejął się rosyjskimi manewrami. – Naoglądał się telewizji. W nocy obudził się z płaczem i mówi do siostry: – Mama, ja nie chcę, żeby była wojna. A ona na to: – Nie bój się, ciocia Marysia ma strzelbę, w razie czego nas obroni. No i Krzysio zasnął spokojnie – uśmiecha się Marysia.

Konity, 32 km od granicy z Rosją

Nad położonymi na południowy wschód od Lidzbarka Warmińskiego Konitami unosi się motolotnia. Pilot zatacza kręgi, kręci piruety. Wydaje się, że nie ma ewolucji, której nie byłby w stanie wykonać. Pilotem jest Zbigniew Michalak, emerytowany zawodowy strażak i aktywny strażak ochotnik, wieloletni kierowca wozu bojowego. Zapytany o rosyjskie manewry, tylko się uśmiecha. – Właśnie przeprowadziłem zwiad z powietrza. Melduję, że niczego podejrzanego nie zauważyłem. – A gdyby coś niepokojącego się pojawiło? – dociekam. – I na to jesteśmy tu przygotowani – odpowiada. Proszę za mną. Po chwili ze stodoły wytacza się czołg, Rudy 102. – Gdyby coś się działo, trzymamy w odwodzie siły pancerne – żartuje Zbyszek. Czołg jest laureatem organizowanego od pięciu lat w Bartoszycach konkursu „Drugie życie roweru”. – Uzbrojenie ma solidne, gładkolufowa armata jak w amerykańskich abramsach – zachwala swoją konstrukcję Zbyszek. – Można strzelać confetti bez obawy rozerwania lufy. Załoga dwuosobowa, dowódca i starszy pedałowy. Opancerzenie stosunkowo lekkie, w trosce o zachowanie mobilności zastosowałem cienką dyktę. W przyszłym roku mam zamiar wybrać się nim na rajd Solidarności. – Lubię coś wymyślać i konstruować – opowiada Zbyszek. – Na stałe mieszkam z rodziną w Lidzbarku Warmińskim, ale to w domu rodziców mam swoją bazę, a za domem lotnisko.

Ojciec Zbyszka, Kazimierz Michalak, rocznik 1934, jest najstarszym urzędującym sołtysem w Polsce. W Konitach mieszka od 1951 roku. Wspomina ważne sprawy swego sołtysowania. W 1968 r. do wsi udało się doprowadzić telefon, w 1988 r. po wielu latach starań wyasfaltowano drogę, później położono wodociąg. – Nic się samo nie zrobi – mówi pan Kazimierz, o wszystko trzeba zabiegać. A z sąsiadami, czy to dotyczy pojedynczego gospodarza, czy całego państwa, to według mnie trzeba się starać dobrze żyć. Można o nich swoje myśleć, ale po co o tym rozpowiadać? Trzeba patrzeć bardziej w przyszłość niż na to, co było. Historii nie zmienimy, ale przyszłość zależy od nas. A czy jest się czego bać? Moim zdaniem dopóki w Rosji na nowo nie wybierze się prezydenta i nie skończą się mistrzostwa świata w piłce nożnej, Rosja nie poważy się na żadną awanturę.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama