Nowy numer 21/2018 Archiwum

My chcemy Boga

– Naród polski, naród amerykański i narody Europy wciąż wołają: my chcemy Boga – mówił w Warszawie prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump. Te słowa mogą okazać się ważniejsze niż deklaracje dotyczące gazu i amerykańskich wojsk w Polsce.

Zgodnie z oczekiwaniami podczas pobytu w Polsce amerykański prezydent mówił o energetyce i bezpieczeństwie. Jednak to nie dlatego jego przemówienie na warszawskim pl. Krasińskich wzbudziło entuzjazm zebranych. Donald Trump ujął słuchaczy tym, w jaki sposób mówił o polskiej historii. Zamiast poprzestać na zwyczajowej wzmiance o Pułaskim i Kościuszce, prezydent długo opowiadał o historii walk o Aleje Jerozolimskie w czasie powstania warszawskiego. Donald Trump odniósł się też do kwestii wartości, których Polska i Stany Zjednoczone powinny bronić. Jeśli warszawskie przemówienie będzie kiedyś cytowane jako prezentacja doktryny Trumpa, to doktryną tą będzie właśnie obrona tradycyjnych wartości.

Cywilizacyjny sojusz

„W sercu naszego życia stawiamy wiarę i rodzinę” – podkreślił w swoim przemówieniu prezydent. I dodał: „Tych, którzy zapomnieli o ich kluczowym znaczeniu, zachęcam do odwiedzenia kraju, który nigdy tego nie zapomniał – niech przyjadą do Polski”.

Było to inne niż to, co mówili niektórzy prezydenci USA (zwłaszcza Barack Obama), a tym bardziej politycy z Europy, którzy chętniej wspominają o tolerancji czy zmianach klimatycznych. Nie było to jedynie zwyczajowe odwołanie się do idei Boga, które w Stanach Zjednoczonych można usłyszeć nawet z ust ateistów. Amerykański przywódca wyraźnie nawiązał do pielgrzymki Jana Pawła II do ojczyzny z 1979 r. i zaproponował Polsce sojusz w walce ze zjawiskami zagrażającymi zachodniej cywilizacji. Podczas gdy George W. Bush podczas wizyt w Warszawie mówił o udziale naszych wojsk w Iraku i Afganistanie, Trump – choć wspominał również o islamskim terroryzmie – odnosił się przede wszystkim do obrony wartości. „Nasza walka w obronie Zachodu nie zaczyna się na polu bitwy – zaczyna się od naszych umysłów, naszej woli, naszych dusz – tłumaczył. – Walczmy więc wszyscy jak Polacy – o rodzinę, o wolność, o ojczyznę i o Boga”.

Zaangażowanie Donalda Trumpa w obronę konserwatywnych wartości nie było wcale oczywiste. Nowojorski milioner pędził żywot celebryty. W publicznej działalności też nie zawsze opowiadał się po prawej stronie, jeśli chodzi o kwestie światopoglądowe.

Przez 30 lat należał do Partii Demokratycznej. W 1989 r. był jednym z organizatorów kolacji na cześć Robin Chandler Duke, emerytowanej szefowej proaborcyjnej organizacji NARAL. Podczas spotkania zbierano środki na rzecz kampanii pro choice. 10 lat później, pytany o aborcję w wywiadzie telewizyjnym, Trump odparł, że jej „nienawidzi”, ale mocno wspiera „możliwość wyboru”. Po upływie kolejnych lat stwierdził, że jest pro life. W czasie kampanii wyborczej nazwał papieża Franciszka pionkiem. Różnica zdań dotyczyła wprawdzie kwestii imigrantów z Meksyku, ale tak ostre sformułowanie sugerowało, że Trumpowi nie zależy zbytnio na głosach katolików.

« 1 2 »
oceń artykuł

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.