Nowy numer 3/2021 Archiwum

Emerytury są zagwarantowane

O tym, dlaczego emerytury Polaków nie są zagrożone, i co robić, aby były wyższe, mówi prezes Zakładu Ubezpieczeń Społecznych prof. Gertruda Uścińska.

Bogumił Łoziński: Wielu Polaków zadaje sobie pytanie, czy w ogóle otrzyma emeryturę, gdyż system może stać się niewydolny. Czy takie niebezpieczeństwo jest realne?

Prof. Gertruda Uścińska: Państwo polskie przez opłacane przez obywateli składki na ubezpieczenia społeczne zaciąga wobec nich zobowiązanie wypłaty świadczeń, w tym emerytury. Tak więc to państwo jest gwarantem wypłaty emerytur. Jeżeli z tytułu pobieranych składek środki są niewystarczające do wypłaty świadczeń, polskie prawo przewiduje dotację z bud­żetu. Nigdzie w cywilizowanym świecie systemy emerytalne nie były i nie będą się samofinansowały. W Europie od dziesięcioleci realizowany jest system składkowy z udziałem państwa w postaci dotacji, tak samo jest w Polsce.

Czyli żebyśmy nie dostali emerytur, musiałoby zbankrutować państwo?

Oczywiście. System emerytalny stworzyło państwo, odpowiada za jego funkcjonowanie i jest gwarantem wypłat świadczeń. Tak przewidują normy konstytucyjne i ustawowe.

Z danych ZUS wynika, że prawie 60 proc. obywateli otrzymuje świadczenie w wysokości od 1000 do 2200 zł. Dlaczego emerytury w Polsce są takie niskie?

W Polsce od początku 1999 r. mamy system zdefiniowanej składki, w którym wysokość emerytury jest całkowicie uzależniona od tego, ile odłożyliśmy na swoim koncie emerytalnym, czyli poniekąd od tego, ile zarabialiśmy i jak długo pracowaliśmy. Jeśli porównamy wysokość emerytur ze starego i z nowego systemu, to te z nowego są rzeczywiście niższe, gdyż odzwierciedlają naszą rzeczywistą historię ubezpieczenia emerytalnego, a nie tylko 10 lub 20 najlepszych lat naszej pracy.

Mamy niskie emerytury, bo mało zarabiamy?

Mamy takie emerytury, na jakie pozwalają nam nasze przeszłe zarobki. W nowym systemie wysokość świadczenia jest proporcjonalna do naszego wkładu w to świadczenie. Tak więc ile wpłacimy składek, tyle dostaniemy emerytury, z uwzględnieniem momentu przejścia na emeryturę.

Jaki ma sens dokonywanie waloryzacji, w wyniku której świadczenie wzrasta o 4 albo 5 zł? To tylko drażni ludzi.

Systemu emerytalnego nie tworzy ZUS, lecz przepisy uchwalane przez parlament. ZUS jest instytucją powołaną do obsługi tego systemu. Ustawa przewiduje pewien sposób waloryzacji świadczeń, który my jedynie musimy przeprowadzić w marcu każdego roku.

Jednak przyzna Pani, że tak niska waloryzacja nie ma sensu?

Na pewno jest źle odbierana społecznie. Oczywiście ZUS przygotowuje analizy funkcjonowania prawa oraz ewentualne propozycje, i przekazuje je do ministerstwa nadzorującego. Zaproponowaliśmy, żeby waloryzacja była gwarantowana na pewnym minimalnym poziomie, tak by choć koszty jej przeprowadzenia nie były wyższe niż korzyść społeczna. W wyniku dialogu z ministerstwem rodziny powstał projekt ustawy, która tę sprawę racjonalnie reguluje.

Poprzedni rząd zdiagnozował, że wpływy do budżetu nie będą wystarczające, aby wypłacić świadczenia, więc podniósł wiek emerytalny. Czy było to złe rozwiązanie?

Z perspektywy demograficznej czy ekonomicznej podnoszenie wieku emerytalnego jest prostym rozwiązaniem, które daje efekty. Tak dzieje się w wielu krajach. W Polsce ta decyzja zapadła z dnia na dzień, bez konsultacji społecznych, stąd też jej odbiór był negatywny. Obecny rząd podjął polityczną decyzję o powrocie do poprzedniego wieku emerytalnego. W konsekwencji krótkoterminowo wzrośnie w tym roku liczba możliwych nowych emerytów z 220 tys. do ponad 550 tys.

Czy system emerytalny jest gotowy na poniesienie dodatkowych kosztów tej zmiany?

Przejście na emeryturę jest prawem, a nie obowiązkiem, i trzeba ludziom uświadamiać, że powinni z tego prawa w odpowiedzialny sposób korzystać. Powinni zainteresować się stanem swojego konta emerytalnego, zobaczyć, jaki mają kapitał i jaka będzie wynikała z niego emerytura w razie przejścia na nią w wieku 60, 62 czy 65 lat. To można w prosty sposób sprawdzić na swoim koncie na Platformie Usług Elektronicznych ZUS. Od czerwca bieżącego roku w całym kraju wprowadzimy ponad pół tysiąca doradców emerytalnych, którzy pomogą obliczyć wysokość emerytury w zależności od tego, kiedy kto się na nią zdecyduje. Mamy nadzieję, że nie wszyscy uprawnieni przejdą na nią natychmiast w październiku, listopadzie czy grudniu 2017 roku.

Tylko to jest trochę myślenie życzeniowe, ponieważ pracodawcy bardzo często „wypychają” pracowników na emeryturę, bo to znacznie zmniejsza ich koszty. Do tego wiele osób ze względu na stan zdrowia nie może dłużej pracować, a w mentalności Polaków, co pokazują statystyki, obecne jest przechodzenie na emeryturę zaraz po osiągnięciu do tego prawa.

My jesteśmy przygotowani na sytuację, w której większość uprawnionych przejdzie w tym roku na emeryturę. Naszym zadaniem jest pomóc ludziom w podjęciu decyzji. Sytuacji na rynku pracy dla pracowników 50+ nie opisałabym w tak czarnych barwach. Dziś potrzebni są pracownicy w różnym wieku i o różnych kwalifikacjach. Coraz częściej doświadczamy, że na naszym rynku to pracodawca stara się o pracownika, to zaś może powodować – i w Europie już powoduje – przesuwanie decyzji o odejściu na emeryturę na późniejszy termin.

Czyli rząd obniża wiek emerytalny, ale jednocześnie przekonuje Polaków, aby pracowali jak najdłuższej.

Jeśli chodzi o ZUS, to dążymy jedynie do tego, aby ludzie podejmowali decyzje o przejściu na emeryturę w sposób odpowiedzialny. W tym miejscu zwrócę uwagę, że rosną nam wpływy składkowe do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Od 2006 r. pokrycie świadczeń wpływami ze składek wahało się między 60 a 70 proc. Resztę stanowiła dotacja z budżetu państwa. W ubiegłym roku po raz pierwszy od 10 lat wpływy ze składek pokryły 74,2 proc. wypłacanych świadczeń. Jest to wynik dobrej sytuacji gospodarczej, wzrostu zatrudnienia i niskiego poziomu bezrobocia. Uszczelnione zostały też zasady pobierania składek. Oznacza to, że udział dotacji państwa jest zdecydowanie mniejszy.

Obecne działania rządu być może wystarczą, aby nie ponosić większych wydatków z budżetu w związku z powrotem do poprzedniego wieku emerytalnego, ale zasadniczego problemu wynikającego ze starzenia się społeczeństwa i spadku liczby osób w wieku produkcyjnym nie rozwiążą. Teraz na jednego emeryta pracują trzy osoby aktywne zawodowo. Za 50 lat to zestawienie może wynosić jeden do jednego.

Obecnie mamy te proporcje w miarę zrównoważone, ale rzeczywiście jest to poważny problem, gdyż prognozy nie są korzystne i te proporcje zostaną w najbliższych latach zachwiane. ZUS monitoruje, gdzie powstają największe problemy, i tę wiedzę przekazujemy rządowi, bo to on ma narzędzia, aby podjąć odpowiednie działania. To muszą być decyzje systemowe. Na pewno nie ma drogi wstecz, czyli odejścia od obecnego systemu zdefiniowanej składki. Warto podjąć pracę nad nową koncepcją minimalnej emerytury. W wielu krajach analizuje się fazy życia seniora i patrzy na koszty utrzymania. W pierwszej fazie starości ma on jeszcze dobra materialne oraz zdrowie. W drugiej fazie konieczne są już różne formy wsparcia tych osób, dostęp do usług opiekuńczych i zdrowotnych. W kolejnych fazach te obiektywne potrzeby rosną i państwo powinno pomagać je zaspokajać.

To jest myślenie w kategoriach państwa opiekuńczego, a część Polaków ma podejście liberalne – woleliby mieć na starość środki i samemu decydować, jakie potrzeby zaspokajać.

Oczywiście wolność jest najważniejsza. Jednak ze wszystkich badań przeprowadzonych w różnych krajach, także w systemach bardzo liberalnych, wynika, że jeśli chodzi o rozporządzanie pieniędzmi, oszczędzanie na wypadek choroby, inwalidztwa czy starości jest – niestety – na jednym z ostatnich miejsc wśród naszych priorytetów. Na pierwszym zazwyczaj jest bieżąca konsumpcja.

Więc państwo ma decydować, na co wydawać nasze pieniądze? To ideologia lewicowa.

Państwo jest zobowiązane do tego, aby podejmować wszelkie działania dla zagwarantowania obywatelowi bezpieczeństwa socjalnego, w szczególności za pomocą systemu emerytalnego i szerzej – zabezpieczenia społecznego. Dyskutując o zabezpieczeniu emerytalnym, trzeba też pracować nad rozwijaniem nowych form. Nie może być tak, że całość gwarancji zabezpieczenia dochodów na starość spoczywa na systemie publicznym gwarantowanym przez państwo. Trzeba też oszczędzać samemu.

Mieliśmy już np. OFE, tyle że poprzedni rząd część zgromadzonych tam środków włączył do budżetu, co nie zachęca do dodatkowych form oszczędzania.

OFE to część publicznego systemu emerytalnego. Przywołam koncepcję angielskiego prawnika i ekonomisty Williama Beveridge’a z 1944 r. On tłumaczył Brytyjczykom, że muszą nauczyć się oszczędzać ze wszystkiego, co mają: z dużej pensji, ale i z małych świadczeń, np. z zasiłku dla bezrobotnych czy rodzinnego. W ten sposób zapewniamy sobie środki na starość. Cały czas musimy mieć w tyle głowy potrzebę oszczędzania.

Przy niskich dochodach Polaków to raczej trudne.

Nie zawsze tak będzie, przyjdzie koniunktura i dochody wzrosną. Poza tym to pracownik zaczyna być decydentem na rynku pracy, a nie pracodawca. Trzeba rozpocząć dyskusję na temat systemu emerytalnego z perspektywy ludzi, którzy wejdą na rynek pracy w latach 2020–2025. 

Prof. Gertruda Uścińska

od lutego 2016 r. jest prezesem ZUS. Naukowo związana z Zakładem Zabezpieczenia Społecznego w Instytucie Polityki Społecznej Uniwersytetu Warszawskiego. Organizuje międzynarodowe programy badawcze dotyczące realizacji prawa do swobodnego przemieszczania się pracowników i członków ich rodzin w ramach UE.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama