Nowy numer 3/2021 Archiwum

Francuscy socjaliści krwawią. Po wyborach sie wykrwawią?

Francuscy obserwatorzy przewidują, że po nieuniknionej klęsce w nadchodzących wyborach prezydenckich, rządzącej Partii Socjalistycznej grozi śmierć. Przyczyny jej agonii wynikają ich zdaniem z bardzo nieudanej kadencji prezydenta-socjalisty Francois Hollande'a.

Jego popularność spadała w najgorszym okresie (październik 2016 r.) do zaledwie 11 proc. Hollande nie zdecydował się też ubiegać o reelekcję, zrywając tym samym z tradycją prezydentów V Republiki.

Jako kandydat w wyborach w 2012 roku Hollande obiecywał likwidację bezrobocia. Twierdził, że jego "prawdziwym wrogiem jest finansjera" i zapowiadał, że za jego prezydentury "banki służyć będą gospodarce".

Bezrobocie zaczęło się we Francji zmniejszać dopiero w roku 2016, a "wróg finansjery" szybko okazał się jej przyjacielem. "Potrzebujemy finansjery, potrzebujemy środków do finansowania naszej gospodarki, trzeba odejść od dogmatów" - wzywał w czerwcu 2014 roku premier Manuel Valls.

Uprawiając liberalną, narzucaną przez Brukselę politykę gospodarczą, rząd Hollande'a wprowadził nowe prawo pracy, odrzucane przez większość społeczeństwa. Liberalny wiraż spowodował frondę lewicowego odłamu socjalistów i odejście z rządu przedstawicieli tego skrzydła, a wśród nich Benoit Hamona.

Porażki i polityczne wiraże prezydenta musiały zaciążyć na jego partii. "Gwoździem do trumny" - według diagnozy komentatorów - stały się jednak prawybory mające wyłonić kandydata PS na najwyższy urząd w państwie. Teoretycznie był to postęp demokracji, ale w praktyce prawybory ukazały słabość francuskiego systemu partyjnego. Nowością w prawyborach było to, że po raz pierwszy mogli w nich wziąć udział nie tylko członkowie PS, ale wszystkie osoby, które zadeklarowały sympatie lewicowe.

Hamon - jak twierdzą specjaliści od sondaży - został wybrany na kandydata PS w prawyborach przeciw większości swej partii. Ci, którzy na niego głosowali, zasilili przede wszystkim obóz Jean-Luca Melenchona. Natomiast rdzeń zwolenników PS, którzy nie są w stanie utożsamiać się z kandydatem swej partii, zamierza głosować na byłego ministra gospodarki w socjalistycznym rządzie Emmanuela Macrona, centrystę określającego się jako "kandydat postępu", odrzucającego podział na prawicę i lewicę.

Politycy i socjologowie przekonani są, że "agonia PS" ma o wiele głębsze podstawy niż ostatnie pięć lat rządów socjalistycznych. Jest to wynik niedopasowania obecnego systemu partyjnego do zmieniającego się świata. Królujący od lat 70. ub. wieku liberalizm ekonomiczny, połączony z libertynizmem obyczajowym, odrzucany jest przez społeczeństwo, które czuje się coraz bardziej wyobcowane we własnym kraju.

Socjolog Jean-Pierre Le Goff twierdzi, że problem lewicy socjalistycznej tkwi w tym, że "uważa się ona za jedynego depozytariusza idei dobra". "By to podbudować sięga do historii ruchu robotniczego, walki z faszyzmem i ruchu oporu. I trzyma się tej idei niezależnie od tego, jak bardzo jest ona wyginaniem historii. Trzyma się jej przede wszystkim dlatego, że nie jest w stanie zająć się problemami nowego świata, takimi jak kryzys tożsamości francuskiej i europejskiej, islamizm i imigracja" - tłumaczy socjolog.

Politolog Laurent Bouvet, niegdyś działacz PS, mówi, że "lewica nie rozumie, dlaczego straciła lud, który przeszedł na stronę skrajnej prawicy". "W poszukiwaniu nowego elektoratu stara się przechwycić przedstawicieli klasy średniej z wielkich miast, kobiety, młodzież i przedmieścia (co oznacza skupiska ludności pochodzącej z Czarnej Afryki i Afryki Północnej - PAP)" - uważa Bouvet. Według niego "taka +ucieczka do przodu+ okazuje się wyborczo bezskuteczna, a politycznie bardzo niebezpieczna".

Historyk i publicysta Jacques Julliard zwraca uwagę, że "naród to dusza, to zasada duchowa, opierająca się na dwóch podstawach, z których jedną jest wspólna historia, a drugą pragnienie, by żyć razem, wspólnota przeznaczenia". Socjaliści, jego zdaniem, odrzucają tę pierwszą w obawie przed wykluczeniem potomków imigrantów. "Na dodatek, lękając się mówienia o francuskiej tożsamości, przyklaskują krzewieniu tradycji krajów ich pochodzenia. Pragnienie, by żyć razem, próbują oprzeć nie na tym, co łączy, ale na tym, co dzieli. I tłumaczą to poszanowaniem praw jednostki" - wskazuje Jacques Julliard. "Demokracja narodziła się z żądania praw dla jednostki, ale nadmiar tego żądania ją zabije" - zastrzega Julliard. "To dlatego Europa jest w tak złym stanie, a Francja w nie lepszym" - podkreśla ekspert.

Profesor Ran Halevi zwraca natomiast uwagę, że "to nie tylko Partia Socjalistyczna jest w kryzysie, to wali się cały system polityczny". Według niego "świadczy o tym klęska +naturalnych kandydatów+ w prawyborach - (Nicolasa) Sarkozy'ego i (Alaina) Juppego na prawicy oraz Vallsa u socjalistów". "Na zdyskredytowaniu wymieniających się u władzy partii i ich ideologii opiera się popularność Macrona, który, choć do tego się nie przyznaje, jest wcieleniem centrum i przyciąga tych, którzy na prawicy zakłopotani są aferami (Francois) Fillona, jak i tych, którzy uważając się za lewicę, nie mogą się pogodzić z utopijnym lewactwem Hamona".

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama