Nowy Numer 37/2019 Archiwum

Wygrywa karnawał przejdź do galerii

W Wenecji wojnę postu z karnawałem zdecydowanie wygrywa karnawał. Biorą w nim udział ponad 3 mln osób. W popielcowych nabożeństwach we wszystkich czynnych jeszcze kościołach Wenecji uczestniczyło może 1000 wiernych.

Centrum karnawału, który w tym roku odbywał się pod hasłem „vanità” (próżność), jest plac św. Marka; jakieś 2 km od Piazzale Roma, gdzie kończą bieg autobusy i skąd trzeba dojść pieszo lub dopłynąć tramwajem wodnym. Pokonanie tego dystansu wąskimi i zatłoczonymi do granic możliwości uliczkami w czasie karnawału zajmowało prawie 3 godziny. I w tym roku Wenecja nie ulękła się zagrożenia terrorystycznego. Nie wprowadzono zakazu noszenia karnawałowych masek, ale podejrzani przebierańcy byli legitymowani. Zrezygnowano tylko z petard oraz pokazu sztucznych ogni. Środki bezpieczeństwa stosowano jednak dyskretnie i tylko od czasu do czasu można było się natknąć na grupę uzbrojonych w pistolety maszynowe karabinierów.

Wymieranie miasta

Współczesna Wenecja żyje z turystów i przez turystów wymiera. Jest swego rodzaju paradoksem, że to zatłoczone miasto z roku na rok coraz bardziej się wyludnia. W rekordowym roku 1951 Wenecja liczyła 174 tys. mieszkańców. Obecnie mieszka tu na stałe nie więcej niż 50 tys. osób. Rośnie tylko średnia wieku. Z końcem 2016 r. wenecki szpital zamknął oddział położniczy, bo było zbyt mało urodzeń. Od 2017 r. rodowitych wenecjan już nie będzie. Przyjdą na świat w położonym na stałym lądzie Mestre lub Margherze. – To nie jest miasto dla zwykłych ludzi – mówi urodzony w Wenecji Sebastian Fagarazzi, lat 31. – To miasto dla turystów. Bez problemu możesz tu kupić magnesik, maskę, kolię wysadzaną klejnotami, gorzej, gdy chcesz zrobić poranne zakupy. Sklepów spożywczych ubyło, ceny są wyższe niż na stałym lądzie nawet o 30 procent. Sebastian jest z wykształcenia inżynierem. Po studiach próbował prowadzić rodzinny sklep z ubraniami. Nie wytrzymał. – Nie windowaliśmy cen – opowiada. – I było tak, że ktoś obejrzał u nas marynarkę, nie kupił od razu, wracał nazajutrz, proponował zamiast 45 euro o 5 mniej. Dobijaliśmy targu ku obopólnemu zadowoleniu. Jednodniowi turyści, jeśli już nawet coś obejrzeli, to proponowali cenę 4 razy niższą i wybiegali ze sklepu w pogoni za grupą.

Sebastiana drażni to, że tak wyjątkowe miasto jak Wenecja zwiedzane jest byle jak, na tempo. Od kiedy poznał Valerię, postanowił to zmienić. Valeria jest Francuzką. 5 lat temu przyjechała do Wenecji. – Wysiadłam z vaporetto (wodny tramwaj) przy Rialto (most na Canale Grande, jedna z atrakcji turystycznych Wenecji). Najpierw kupiłam maskę, później bransoletkę, a potem spotkałam Sebastiana. I tak stałam się wenecjanką – opowiada. Valerię też denerwują jednodniowi turyści. Żeby to zmienić, wspólnie z Sebastianem założyli portal internetowy (http://veneziaautentica.com/). – To wyraz naszej miłości do Wenecji. To nasz akt oporu przeciwko bezmyślnemu zadeptywaniu miasta – mówi Valeria.

Nie ma karnawału bez maski

Marilisa Dal Cason robi karnawałowe maski od 40 lat. Jako nastolatka uczyła się tej sztuki od wybitnych mistrzów. Po latach można powiedzieć, że ich przerosła. Jest niekwestionowaną mistrzynią autentycznych weneckich masek. Ma wypełniony maskami sklep i pracownię w centrum miasta. – W te maski wkładam swoją duszę. Myślę o nich bez przerwy, jak je uformować, jak pomalować. Uwielbiam zaskakiwać formą, kolorem, wykończeniem. A najbardziej lubię, kiedy do głowy przychodzi mi pomysł na coś zupełnie nowego, odlotowego. Niedawno zamarzyła mi się maska inspirowana ośmiornicą. Długo nie mogłam nadać jej właściwej formy ani dobrać materiału. Aż wreszcie przyszło olśnienie i proszę zobaczyć – oto maska, jakiej nikt przede mną nie wymyślił – cieszy się Marilisa. Mówi, że największą nagrodą jest dla niej błysk zachwytu w oku klienta.

Maski Marilisy są drogie. – Stosuję najlepsze materiały – wyjaśnia Marilisa. – Dobre farby, nie powodujące podrażnień skóry. Tworzenie jednej maski zajmuje kilka dni. Plastikowe chińskie podróbki tłoczone są taśmowo i identycznie malowane. Mogą być o wiele tańsze, a zysk producenta jest nie mniejszy niż mój. Kilka lat temu, gdy Wenecję zalały te chińskie podróbki, było mi ciężko. Teraz na szczęście ludzie coraz częściej dostrzegają różnicę między prawdziwą wenecką maską a plastikowym kagańcem. Ten rok był dla mnie lepszy niż poprzedni.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL