Nowy numer 50/2019 Archiwum

Prawda pociąga

O kursach Alpha, głodzie wspólnoty i materiałach dowodowych chrześcijaństwa mówi Nicky Gumbel.

Jacek Dziedzina: Przez 10 tygodni obcy sobie ludzie spotykają się przy jednym stole, jedzą te same dania, słuchają tego samego Nicky’ego Gumbela, przez rozmowy nagle stają się sobie bliscy, a na końcu radykalnie zmieniają życie... Zbyt proste, żeby było możliwe?

Nicky Gumbel: Tak, w pewnym sensie trudno jest wytłumaczyć, dlaczego Alpha działa, więc to musi być działanie Ducha Świętego. Bo jak inaczej wytłumaczyć, że ta metoda sprawdza się w każdym kraju, w każdym języku? Ale nawet patrząc tylko po ludzku na to, jak Alpha jest zaprojektowana, to wydaje się to dość proste. Co robią młodzi ludzie wieczorami? Idą coś zjeść, oglądają jakiś film i rozmawiają. I to samo robimy na kursach, z tą różnicą, że w sercu tych spotkań jest doświadczenie Boga. Ci ludzie potrzebują relacji z Bogiem Ojcem przez Jezusa Chrystusa w mocy Ducha Świętego. To jest tak naprawdę to, czego szukają: duchowe znaczenie rzeczywistości. A to wymaga czasu. Dlatego mamy kurs rozciągnięty na kilka tygodni, żeby można było pomyśleć o tym, porozmawiać w atmosferze szacunku, bez wywierania presji, z elementami dobrej zabawy. Myślę, że wszystkie te rzeczy naraz działają, zwłaszcza na młodych ludzi.

Czy kluczem są relacje, więzi, które się tworzą? Coś, czego ci ludzie często nie wynoszą z rodzin, ale też nie znają ze swoich kościołów?

To absolutnie podstawowa rzecz. Wspólnota. Ludzie szukają wspólnoty. Można mieć ją w szkole, na uniwersytecie, w niektórych miejscach pracy, ale wielu ludzi nie ma żadnej wspólnoty. Żadnej. Nie rozmawiają nawet z sąsiadami. Są głodni relacji. I na Alphie często doświadczają najgłębszych relacji, jakich kiedykolwiek doświadczyli.

Niektórzy, przychodząc na pierwsze spotkanie, mają wątpliwości, czy nie trafili do jakiejś sekty, właśnie przez to „bombardowanie” wspólnotą, gościnnością.

Myślę, że bardzo szybko dostrzegają, że to nie jest teatr, tylko prawdziwie przyjacielskie nastawienie do nich. I dlatego wracają na kolejne spotkania. To kluczowa sprawa. Bo to ludzie tworzą Kościół. To nie jest tak, że najpierw stają się wierzącymi, a następnie włączają się do Kościoła. Oni, przychodząc na Alphę, widzą Kościół. I w takim kontekście w Kościele właśnie znajdują Jezusa.

Twoja droga do wiary była nieco inna.

Przez sporą część życia byłem ateistą. Uważałem, że chrześcijaństwo jest nudne, nieciekawe i nie głosi prawdy. Pisałem nawet wypracowanie w szkole, w którym udowadniałem, że Boga nie ma. Zresztą wypracowanie zostało później uznane za najlepszą pracę z religii. (śmiech) Tyle że w tej swojej pewności tak naprawdę niewiele wiedziałem o chrześcijaństwie. Mój ojciec był niemieckim Żydem, uciekł z kraju przed wojną. Z przekonania był jednak agnostykiem. Moja mama też nie była związana z żadnym Kościołem. Ja podobnie. Chrześcijaństwo nie interesowało mnie ani trochę. Na studiach prawniczych mój dobry kolega przyprowadził raz swoją dziewczynę i oznajmił, że zostali chrześcijanami. Byłem przerażony i chciałem ich z tego uratować. (śmiech)Tacy wspaniali ludzie chrześcijanami? – myślałem sobie. Jak im pomóc? Uznałem, że muszę coś o chrześcijaństwie poczytać, bo generalnie nie wiedziałem nic. Znalazłem w pokoju starą Biblię. Przez całą noc chciałem przeczytać jak najwięcej, czytałem więc po kolei Ewangelie, w końcu zasnąłem. Od rana zacząłem czytać dalej, i tak przez cały dzień, i kolejny również. Dotarłem do końca Nowego Testamentu i stwierdziłem, że to jest prawda.

I od razu poszedłeś do kościoła, poprosiłeś o chrzest?

Przeciwnie, wcale nie chciałem zostać chrześcijaninem. Bałem się, że coś stracę, że moje życie stanie się smutne i nudne – o chrześcijanach myślałem tak jak dotąd. Odrzucałem od siebie scenariusz, żeby przyjąć wiarę, ale w końcu poddałem się. I wtedy poczułem, że odkryłem coś, czego tak naprawdę szukałem w życiu. Doświadczyłem żywego Jezusa, który naprawdę jest przy mnie. I chciałem znaleźć sposób dotarcia z tymi treściami do innych ludzi. Byłem bardzo szczęśliwy, odkrywając i opracowując metodę kursów Alpha, widząc, że to działa i prowadzi ludzi do wiary.

I oto dobrze zapowiadający się prawnik postanowił zostać duchownym anglikańskim.

Nie tak od razu. Najpierw jednak pracowałem w swoim zawodzie. O kapłaństwie jednak rzeczywiście myślałem wcześniej. I po paru latach praktyki prawniczej czułem coraz mocniej, że Bóg wzywa mnie do czegoś innego, do przyjęcia święceń.

Czytaj dalej na następnej stronie

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie jako events programmer, odpowiedzialny m.in. za organizację festiwalu filmowego „Across the borders" i współpracę z brytyjskimi instytucjami kulturalnymi. W „Gościu" od 2006 r. Autor wywiadu rzeki z ks. Henrykiem Bolczykiem „Mocowałem się z Bogiem", wywiadu rzeki z ks. Markiem Dziewieckim „Psycholog w konfesjonale" oraz współautor zbioru reportaży z Bliskiego Wschodu „W drogę ze św. Pawłem". Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Syrii, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi, Wielkiej Brytanii i innych. Publikował m.in. w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus"), „Cywilizacji", Onet.pl. Jest również założycielem i właścicielem Wydawnictwa Niecałe (wydaje szeroko rozumianą literaturę faktu). Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, życiem Kościoła i teologią, a także fotografią, filmem, turystyką i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Unii Europejskiej, Stanów Zjednoczonych, Francji, Wielkiej Brytanii i Bałkanów, a także związane z życiem Kościoła na świecie i nową ewangelizacją.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Zobacz także

  • Gość
    09.04.2017 11:14
    Ostatnio w GN nie ma tygodnia bez promocji tych protestantyzujących imprez. Robicie sie nudni.
  • Gość
    09.04.2017 13:47
    Tak wiele osob w Polsce wrocilo do Kosciola dzuki Alphie. Dzieki Bogu!
    doceń 5
  • PTaraski
    12.04.2017 09:31
    Prawda pociąga?

    Tak, Prawda pociąga, ale jak widać na załączonym obrazku nie wszystkich. Nicka Gumbela najwyraźniej nie pociągnęła, bo wciąż trwa w protestanckiej herezji i błędach zamiast przyjąć jedyną prawdziwą religię, jaką jest katolicyzm. Niestety, na początku wywiadu nie zaznaczono, że Gumbel jest protestantem.

    Nicky Gumbel: ... trudno jest wytłumaczyć, dlaczego Alpha działa, więc to musi być działanie Ducha Świętego. Bo jak inaczej wytłumaczyć, że ta metoda sprawdza się w każdym kraju, w każdym języku?

    Komunizm też rozszerzał się na wszystkie kraje, na różne języki, a pomimo komunistycznych absurdów, oderwanej od życia ideologii oraz tak licznych i straszliwych zbrodni do dzisiaj ma swoich wyznawców, a nawet przeżywa renesans. Jednak to nie Duch Święty był jego promotorem, ale zły duch. Kursy alpha wywodzą się z protestantyzmu, czyli buntu przeciwko Kościołowi. Dlatego ich owoce mogą być zatrute.

    NG: Ludzie szukają wspólnoty. ... Są głodni relacji. I na Alphie często doświadczają najgłębszych relacji ...

    No tak, czyli kursy są substytutem relacji rodzinnych. Niektórzy szukali wspólnoty w komunistycznych i nazistowskich kolektywach. Zresztą i sekty tak działają. Więc tu nie ma nic niezwykłego.

    M. Jakimowicz: I od razu poszedłeś do kościoła ...

    To jest niestety nadużycie ze strony redaktora, zresztą powtarzający się w wywiadzie. Protestanci nie są Kościołem. Protestantyzm jest buntem przeciwko Kościołowi; jest herezją, czyli negacją Prawdy.

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji