Nowy numer 42/2019 Archiwum

Czarny czas dla życia

Okoliczności odrzucenia projektu całkowicie zakazującego aborcji są poważnym ciosem w dzieło obrony życia w Polsce.

Nie ulega wątpliwości, że to bolesna porażka, która może mieć bardzo negatywne konsekwencje dla ochrony życia. Dlatego warto dokładnie przeanalizować, jak do niej doszło. Nie po to, aby postawić pod pręgierzem winnych, ale by wyciągnąć wnioski na przyszłość. Bezpośrednią odpowiedzialność za odrzucenie projektu ponoszą posłowie Prawa i Sprawiedliwości, ale nie można pominąć też błędów środowiska, które tę regulację przygotowało. To właśnie zaproponowany przez nich przepis o karalności kobiet za zabicie nienarodzonego dziecka stał się głównym paliwem, które rozbudziło protesty przeciwników zaostrzania prawa aborcyjnego, a nawet jego liberalizacji na niespotykaną od dawna w Polsce skalę. PiS niestety nie chciał stawić czoła tym protestom. Taktyka zwyciężyła nad zasadami moralnymi.

Prymat polityki

PiS po tym, jak odrzucił projekt obywatelski, spotkał się z bardzo ostrą krytyką. Wyborcy, którzy oddali głos na tę partię, licząc, że uporządkuje ona kwestie moralne w zgodzie z wartościami chrześcijańskimi, są srodze zawiedzeni. Bo PiS wyłączył tę sferę z „dobrej zmiany”. Odrzucił projekt zakazujący aborcji, nic nie zrobił w kwestiach in vitro oraz antyreligijnej konwencji przemocowej. PiS traci wiarygodność jako partia odwołująca się do chrześcijaństwa. Dodatkowo obciąża go fatalny styl, w jakim potraktował projekt obywatelski – najpierw przyjmując w pierwszym czytaniu, a potem odrzucając w komisji i w trzecim czytaniu bez żadnej debaty, bez wysłuchania argumentów wnioskodawców, bez próby wprowadzenia zmian, na co zresztą inicjatorzy projektu się zgadzali. W ostatnim momencie przed głosowaniem sami zaproponowali wykreślenie przepisów o karalności, ale było już za późno. Ze strony obrońców życia pojawiły się wobec PiS oskarżenia o cynizm i obłudę.

Nie ulega wątpliwości, że odrzucenie projektu przez PiS wyniknęło z przyczyn politycznych, ponieważ awantura, jaka rozpętała się wokół propozycji Ordo Iuris, uderzała właśnie w tę partię. Opozycja i środowiska aborcyjne narzuciły narrację, że to jest projekt rządzącego ugrupowania. Po czym zorganizowały protesty, których skala, szczególnie w poniedziałek 3 października, była bardzo duża. Uczestniczki protestów odpowiedzialność za próbę wprowadzania karania kobiet zrzuciły na PiS, emocjonalnie oskarżając go, że tworzy „piekło kobiet” itp. W tej sytuacji prezes Kaczyński postanowił jak najszybciej odrzucić projekt, co też zrealizował, jak wspomniałem, w kiepskim stylu.

Od razu pojawiły się zarzuty, że skapitulował przed protestującymi kobietami. To prawda, jednak warto spojrzeć na ten problem szerzej. Otóż Kaczyński mógł przypuszczać, że marsze proaborcyjne wymierzone w PiS nie zakończą się, a nawet będą się nasilać, dopóki projekt Ordo Iuris będzie procedowany w Sejmie. Uznał, że nie sposób ich zlekceważyć, gdyż mogą doprowadzić do osłabienia władzy i wprowadzenia prawa liberalizującego aborcję. Otwarcie powiedział to tuż przed ostatecznym głosowaniem, twierdząc, że zaproponowany przez komitet „Stop Aborcji” projekt może doprowadzić do procesów, których efekt będzie dokładnie przeciwny do intencji jego autorów.

Warto przy tym zwrócić uwagę, że przed odrzuceniem projektu głos zabrał episkopat, który w wydanym komunikacie przypomniał, że biskupi „nie popierają projektów zapisów prawnych, które przewidują karanie kobiet, które dopuściły się aborcji”. Dopiero potem posłowie PiS odrzucili projekt, a szef klubu PiS Ryszard Terlecki tłumaczył takie postępowanie m.in. stanowiskiem biskupów.

Tyle że PiS mógł w komisji karalność wykreślić.

Porażka bezkompromisowej strategii

Gdy wiosną upubliczniony został projekt komitetu „Stop Aborcji”, napisany przez prawników z Instytutu Ordo Iuris, przestrzegałem, że karalność będzie powodem niepowodzenia inicjatywy. Niestety, stało się nawet gorzej – projekt spowodował wzrost nastrojów proaborcyjnych. Nawet część środowisk obrońców życia była przeciwna karaniu kobiet. Negatywne stanowisko wobec tego zapisu zajął też episkopat, który w kwietniowym komunikacie z zebrania plenarnego napisał, że biskupi „nie popierają karania kobiet, które dopuściły się aborcji”. Choć Ordo Iuris nie przekonało do tego rozwiązania bliskich mu środowisk, uznało, że uzyska ono poparcie opinii publicznej. To oczywiście był błąd.

Od lat obrońcy życia starali się wpływać na świadomość społeczną, że należy całkowicie zakazać zabijania dzieci przed urodzeniem, jednak nie był poruszany temat karania kobiet. Komitet „Stop Aborcji” nie przygotował społeczeństwa na takie rozwiązanie. W efekcie dał zwolennikom aborcji argument.

Do tego złożył projekt bez porozumienia z PiS, choć przedstawiciele komitetu rozmawiali na ten temat z przedstawicielami partii. Politycy PiS wskazywali, aby nie było w nim karania, a także, aby zgłosić go później. Ordo Iuris zdecydował, że nie uwzględni tych uwag. To był kolejny błąd, bowiem nie da się przegłosować propozycji bez poparcia większości parlamentarnej. Tymczasem przedstawiciele komitetu w gruncie rzeczy poszli z tą większością na swego rodzaju konfrontację. Wyszli z założenia, że dla PiS obrona życia jest sprawą priorytetową. Owszem, dla większości posłów tak, ale nie uwzględnili faktu, że Jarosław Kaczyński nie będzie chciał z powodu konfliktu o aborcję stracić władzy, którą zdobył po 27 latach starań.

Chcę jeszcze raz podkreślić, że nie chodzi mi o atakowanie tego środowiska, tylko o to, aby jego przedstawiciele zastanowili się nad strategią, którą przyjęli, i wyciągnęli wnioski na przyszłość.

Powiew zła

Projekt całkowicie chroniący życie bardzo zaktywizował środowiska proaborcyjne. Dla lewicowych polityków była to okazja do przypomnienia o swoim istnieniu i szansa na zebranie punktów poparcia. Stąd na manifestacjach gremialna obecność posłanek Platformy czy Nowoczesnej. Jednak ich wystąpienia spotykały się raczej z chłodnymi reakcjami, gdyż słusznie oceniano, że chcą one wykorzystać problem do walki politycznej. W pełni potwierdził to dalszy rozwój wypadków, gdy na posiedzeniu komisji, podczas której PiS chciał odrzucić projekt, politycy PO postulowali, aby debatować nad nim do stycznia, czym pokazali, że nie o aborcję im chodzi, tylko o paliwo do atakowania PiS.

Zmobilizowanie około 100 tys. kobiet w całej Polsce, bo tyle podobno miało uczestniczyć w proteście w „czarny poniedziałek”, jest efektem działania organizacji aborcyjnych, feministycznych, stowarzyszenia Inicjatywa Polska Barbary Nowackiej, Partii Razem, ale też „Gazety Wyborczej”. Warto przy tym zwrócić uwagę, że organizatorki posługiwały się manipulacją, przypisując projektowi Ordo Iuris rozwiązania, których w nim nie było, np., że zabrania badań prenatalnych, że za poronienie kobieta będzie szła do więzienia, czy że matki będą musiały rodzić, nawet gdy ich życie będzie zagrożone. Kobiety uwierzyły w te kłamstwa i tym można tłumaczyć wysoką frekwencję na manifestacjach.

Jest jeszcze szerszy aspekt protestów. Za proaborcyjnymi hasłami stały także międzynarodowe organizacje dążące do upowszechniania zabijania dzieci nienarodzonych. Na przykład w tym czasie przyjechała do Polski i przekonywała do aborcji przedstawicielka BPAS – największej w Wielkiej Brytanii organizacji przeprowadzającej takie zabiegi. Z kolei „Gazeta Wyborcza” rozpętała niebywałą akcję propagandową przeciwko projektowi do tego stopnia, że poświęciła aborcji jedno z wydań dziennika w całości. W Parlamencie Europejskim doszło do ataku na Polskę z powodu samej próby wprowadzenia większej ochrony życia.

Musimy mieć świadomość, że nasz spór o życie jest elementem walki, jak to określił Jan Paweł II, kultury życia z kulturą śmierci. To spór cywilizacyjny, w którym Polska jest atakowana za wierność chrześcijaństwu i przeciwstawianie się prądom liberalnym.

W niektórych mediach prawicowych pojawiły się artykuły opisujące protesty w kategoriach działania szatana. Chodziłem po ulicach Warszawy w „czarny poniedziałek” i rzeczywiście można było odczuć atmosferę zła. Nie oskarżam uczestniczek protestów, że zaprzedały się szatanowi, jednak z pewnością służyły jego celom – zniszczeniu życia. To wrażenie potęgowały młode dziewczyny, licealistki lub studentki, ubrane na czarno, z czarnym makijażem, kolczykami w różnych częściach twarzy, często noszące satanistyczne symbole i wykonujące obsceniczne gesty.

W rękach Kaczyńskiego

Projekt Ordo Iuris zaktywizował środowiska, które dążą do aborcji na życzenie. Już zapowiedziały, że będą zbierać podpisy pod projektem obywatelskim, wprowadzającym takie rozwiązanie. Ruchy pro life wydają się osłabione, o czym świadczy fakt, że nie były w stanie szybko zorganizować manifestacji za życiem, które miałyby większą siłę oddziaływania niż manifestacje proaborcyjne. Dopiero w ostatnią niedzielę odbył się w Krakowie biały marsz.

W tej sytuacji wygląda na to, że kwestia prawnej ochrony życia spoczywa obecnie w rękach, a może trafniej byłoby powiedzieć – w sumieniu Jarosława Kaczyńskiego. Tylko czy można wiązać z nim jakiekolwiek nadzieje po tym, jak potraktował projekt obywatelski? Prezes PiS zapewnił, że jego partia będzie w dalszym ciągu za ochroną życia i będzie podejmowała w tym kierunku odpowiednie działania, ale „o charakterze przemyślanym, o takim charakterze, który rzeczywiście będzie prowadził do uzyskania tego skutku”. Z moich informacji wynika, że na spotkaniu klubu PiS również mówił posłom, że do sprawy wkrótce wróci, a zmiana prawa będzie dotyczyć wykluczenia wyjątku eugenicznego, zezwalającego na aborcję dzieci podejrzanych o chorobę. Najpierw jednak mają zostać przyjęte ustawy, które zapowiedziała premier Beata Szydło. Chodzi o program wsparcia m.in. dla rodzin i dla matek, które zdecydują się na urodzenie i wychowanie dzieci z tzw. trudnych ciąż, czy wsparcia dla rodzin, które wychowują dzieci niepełnosprawne.

W jednym z poprzednich numerów GN napisałem, że ten Sejm wzmocni ochronę życia, lecz nie wiadomo, w jakim stopniu. Pomimo tego, co się stało, podtrzymuję tę opinię. 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

  • Gość
    16.11.2016 17:41
    A czemu w gościu nie napiszecie o tym jak Dzierżawski wyrzucił Kaję Godek z fundacji prolife. Wielki obronca życia a wyrzuca z pracy kobietę w ciąży i matkę dziecka z downem, którą sam do tej pracy ściągnął. Chyba zrobił się zadzrosny o popularnośc, stanął na czele inicjatywy i położył totalnie.
    doceń 3
  • Gość
    17.11.2016 11:54
    Czarny czas dla życia pod rządami umiłowanej przez naszych duszpasterzy partii. Może wreszcie jakieś owieczki poczują się w obowiązku stworzyć i poprowadzić do zwycięstwa partię szczerze stawiającą prawo natury ponad suwerennością ludu. Istnieje wprawdzie (pobożnie socjalistyczna) partia Marka Jurka, ale niemrawa.
    doceń 1
  • Gość
    19.11.2016 09:46
    Zachęcam do lajkowania LiveAction na Fejsiku.
    doceń 0
  • JAWA25
    06.02.2017 19:22
    "antyreligijnej konwencji przemocowej" w którym miejscu konwencja mówi "religia jest zakazana"? http://biblia.webd.pl/forum/viewtopic.php?t=10944
    doceń 2

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL