Nowy numer 28/2020 Archiwum

Szczyt obłudy

Politycy PiS zaklinający nas, że nadal są obrońcami życia, biją rekordy obłudy.

Takiego festiwalu kłamstwa, cynizmu i pogardy dla własnych wyborców, jaki zaprezentowali politycy PiS w ciągu ostatnich dwóch dni w sprawie projektu całkowitego zakazu aborcji, dawno nie było w polskim parlamencie. Najpierw zgodzili się, aby skierować obywatelski projekt do komisji, gdzie przecież istniały różne możliwości jego zmiany. Później, kiedy w proteście przeciwko niemu na ulice miast wyszły dziesiątki tysięcy kobiet, zwinęli ogon pod siebie i postanowili natychmiast sprawę zakończyć. Brutalnie, łamiąc regulaminy poselskie, nie dopuszczając autorów projektu, aby mogli się wypowiedzieć w tej sprawie, nie prowadząc żadnych dyskusji, wrzucili do kosza projekt, pod którym podpisało się blisko pół miliona Polaków. Ten sam projekt, który z entuzjazmem kilka dni wcześniej kierowali do dalszych prac. Jak można nazwać takie postępowanie? Kpiną, cynizmem, farsą? Z pewnością nie był to akt odpowiedzialności i podmiotowego potraktowania inicjatywy obywatelskiej.

Nie twierdzę, że projekt przedstawiony przez Ordo Iuris był doskonały. Od chwili kiedy się pojawił, zwracałem uwagę, że zawiera szereg rozwiązań, które wywołają społeczne protesty i mogą spowodować efekt przeciwny do zakładanego. Oczekiwałbym jednak od polityków chociaż odrobiny przyzwoitości, kiedy zdecydowali się dalej nad nim pracować. Posłowie PiS ochoczo podnosili łapki do góry za obroną życia, kiedy byli w opozycji i wiadomo było, że i tak głosowanie przegrają. Dzisiaj jednak przyszedł czas, kiedy suweren powiedział: sprawdzamy was. I jak wyszło, wszyscy widzieli.

Parlament miał prawo zmienić, a nawet w końcu odrzucić projekt, wywołujący wielkie emocje społeczne. Zrobił to jednak w fatalnym stylu, niegodnym wagi problemu, jakiego dotyczył. Kiedyś Marek Jurek, prezentując niezłomną postawę w podobnej sytuacji, zapłacił za to utratą urzędu marszałka Sejmu. Został zepchnięty na margines polityczny, zapłacił za to latami wegetacji na polskiej scenie politycznej. Wyborcy jednak o nim nie zapomnieli. Kiedy przyszedł czas, zdobył mandat do Parlamentu Europejskiego. Dzisiaj w klubie PiS nie ma wielu jego naśladowców. I myślę, że wyborcy przy najbliższej okazji szybko o nich zapomną. I słusznie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Andrzej Grajewski

Dziennikarz „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Świat”

Doktor nauk politycznych, historyk. W redakcji „Gościa” pracuje od czerwca 1981. W latach 80. był działaczem podziemnych struktur „Solidarności” na Podbeskidziu. Jest autorem wielu publikacji książkowych, w tym: „Agca nie był sam”, „Trudne pojednanie. Stosunki czesko-niemieckie 1989–1999”, „Kompleks Judasza. Kościół zraniony. Chrześcijanie w Europie Środkowo-Wschodniej między oporem a kolaboracją”, „Wygnanie”. Odznaczony Krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice, Krzyżem Wolności i Solidarności, Odznaką Honorową Bene Merito. Jego obszar specjalizacji to najnowsza historia Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, historia Kościoła, Stolica Apostolska i jej aktywność w świecie współczesnym.

Kontakt:
andrzej.grajewski@gosc.pl
Więcej artykułów Andrzeja Grajewskiego

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się