Nowy numer 43/2020 Archiwum

Pokój

Jak porażająco brzmią słowa: „Dziś kończę osiemdziesiąt lat. Moje ręce są puste”. Co działo się w ścianach domku przy Poleskiej 42 w Białymstoku? 
Jak wielką walkę stoczył tu skromniutki kapłan, któremu została powierzona największa tajemnica świata?

Siedzę na jednym z jego krzeseł. „Może nasiąkniemy trochę świętością?” – śmieją się siostry ze zgromadzenia, które założył ks. Sopoćko. Pochylam się nad łóżkiem, na którym umierał 15 lutego 1975 r. – w dniu imienin Faustyny. Nie doczekawszy wyboru na Stolicę Piotrową kard. Wojtyły i zniesienia wydanej w 1959 r. notyfikacji zakazującej kultu Bożego Miłosierdzia.

Pamiętam scenkę sprzed lat. Z krakowskich Łagiewnik. Ciemna malutka izdebka. Biurko, szafka, proste łóżko z białą pościelą, na którym umierała Faustyna. Do celi weszli cichutko ciemnoskóra pątniczka z Togo w oryginalnej sukni, na której wyszyła obraz Bożego Miłosierdzia, i wysoki kapłan. Schylili się i ze wzruszeniem ucałowali pościel.

W samą porę!

Z „Dziennika” ks. Michała Sopoćki: „Aby skutecznie pracować w duszpasterstwie, należy: nie upominać się o swoje prawa, wszystko, co spotyka, znosić z wielkim pokojem, cierpliwością, nie bronić się, gdy całe zawstydzenie będzie na mnie spadać niewinnie”.

Białystok. Poleska 42. Na drewnianym domku spory zegar ustawiony na 15. Jesteśmy na miejscu! Siostra Kinga Szymczak podnosi krzyż przywieziony przez ks. Michała z pielgrzymki do Ziemi Świętej: „Przyszłam do zgromadzenia w 1958 r. Pamiętam, jak przyjeżdżał do nas, do Myśliborza. Jaki był? Pełen pokoju. Stateczny, opanowany, mądry. I bardzo pokorny. Nie żądał żadnych przywilejów, nie narzucał się. Nie chciał, by ktoś mu usługiwał”. Niespotykanie spokojny człowiek.

Budynek kaplicy ma 120 lat. Od 22 lat opiekują się nim siostry Jezusa Miłosiernego, ze zgromadzenia założonego przez ks. Sopoćkę. Przyjechał do Białegostoku w 1947 r. Wilno zostało zajęte, przesunięto granice. W Białymstoku powstało seminarium duchowne. 6 sierpnia 1947 r. ks. Michał przekroczył granicę i osiadł w stolicy Podlasia. Przy ul. Złotej dostał komunalne mieszkanko. Do 1965 r. był profesorem Wyższego Seminarium Duchownego, a 5 lat później zamieszkał przy ulicy Poleskiej. U sióstr misjonarek Świętej Rodziny. To one otoczyły go opieką. Był po wylewie i miał problemy z poruszaniem się. Wstawał o czwartej rano, a godzinę później był gotowy do posługi kapłańskiej.

– Myślę, że największe trudności miał z jednym słowem: „zakaz”. To ono nie dawało mu spokoju – opowiada s. Maria Kalinowska (18 lat, a więc przez trzy kadencje, była matką generalną założonego przez ks. Michała zgromadzenia). – Co musiał czuć, siedząc w tych ścianach? Jaką walkę toczyć w ostatnich dniach życia? Święta Bożego Miłosierdzia nie ma. Zgromadzenie jest, ale maleńkie, kruche. Jak porażająco brzmią słowa „Dziennika”, który prowadził: „Dziś kończę osiemdziesiąt lat. Moje ręce są puste”. Myślę, że ks. Sopoćko jest patronem tych, którym się, po ludzku, nic w życiu nie udało… Skąd brał ogromny wewnętrzny spokój? – zastanawia się s. Maria. – To była cecha jego charakteru i owoc wileńskiej formacji: liczenie się z każdym słowem, szacunek dla drugiego człowieka. Ks. Michał nosił ogromną tajemnicę, którą usłyszał przed laty od prostej zakonnicy drugiego chóru. Czy zasypiał, słysząc słowa: „Pan Jezus pragnie, aby święto takie było”; „Pan Jezus pragnie, by namalowano obraz”; „Pan Jezus pragnie…”? Czy te słowa nie dawały mu spokoju? Robił, co mógł – wyjaśnia s. Maria. – Słał petycje do władz kościelnych, wydawał mnóstwo broszurek, pisał książki.

Porażająca tajemnica

Z „Dziennika” ks. Michała Sopoćki: „Pozwolić triumfować innym. Nie przestawać być dobrym, gdy inni dobroci nadużywają, być wdzięcznym Bogu i ludziom za najdrobniejszą łaskę, bo to zniewala do nowych. Gdy będzie potrzeba, Bóg sam upomni się za mną”.

Pierwsze spotkanie z Faustyną zapamiętał do końca życia. Czy przeczuwał, że coś wisi w powietrzu? 45-letni ks. Michał wszedł do wileńskiego klasztoru przy ulicy Senatorskiej 25. Był czwartek 1 czerwca 1933 r. Usiadł w konfesjonale. I wtedy ją zauważył. Była nowa, nie widział jej w klasztorze nigdy wcześniej. 28-letnia siostra Faustyna dopiero przyjechała do Wilna. Mieszkała w klasztorze od kilku dni. Ks. Michał przyglądał się tej nowej zakonnicy. Była średniego wzrostu, ruda, piegowata. Zauważył, że na jego widok... dostała rumieńców. Była wyraźnie poruszona. Nie przypuszczał jeszcze, jak wielką tajemnicę nosi w sobie ta siostra. Po chwili przez kratki konfesjonału usłyszał: „Znam księdza od dawna. Pokazał mi księdza dwa razy sam Pan Jezus. Powiedział mi o księdzu: »Oto wierny sługa mój, on ci pomoże spełnić wolę moją na ziemi«. To Pan Jezus zapewnił, że to ksiądz właśnie ma ogłosić światu orędzie o niezmierzonym miłosierdziu Bożym”.

Do końca swych dni niestrudzenie głosił tajemnice Bożego miłosierdzia. Był często wyśmiewany, poniżany, pamiętał jednak wówczas o słowach Faustyny, że „to wszystko musi się stać, aby się wypełniła wola Boża”. Choć wątpliwości rozsadzały mu głowę, zaufał słowom siostry drugiego chóru. Prosił, by spisywała swoje wizje. Sama zdumiona Faustyna usłyszała kiedyś od Jezusa: „Życzenia jego są życzeniami Moimi” i „Jego wola będzie ponad wolę moją”.

Nic nie zapowiadało wielkiego dzieła, które rozleje się na cały świat. „Kiedyśmy klęczały naokoło ołtarza, ks. Michał miał do nas przemowę i zapłakał, patrząc na nas sześć małych i nędznych, wybranych na służbę Miłosierdzia… O jakże niezbadane są wyroki Boskiej Opatrzności!” – pisała jedna z pierwszych sióstr nowego zgromadzenia. Na ul. Poleskiej ks. Michał stoczył ostateczną walkę.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także