Nowy numer 44/2020 Archiwum

Wiara i „tęcza”

Nie mogę, nie umiem bez wstrząsu odebrać przesłania tego billboardu: Pokój tobie, grzechu!

Wybaczcie Państwo, z pewnością znajdziecie na tych łamach uwagi na ten temat napisane przez kompetentnych teologów, ale jako niewykształcony katolik, zmagający się z własnymi słabościami, nie potrafię milczeć. Nie umiem przejść obojętnie obok wielkoformatowego plakatu, jaki zobaczyłem tydzień temu w moim mieście. Na nim ręce z tęczową opaską, symbolizującą ruch LGBTQIA, przekazuje znak pokoju ręka z różańcem. Zatrzymałem się jak wryty. Pod znakiem krzyża ma się dokonać zgoda z ruchem, którego głównym celem jest promocja seksu innego aniżeli ten, który łączy kobietę i mężczyznę z Bożym błogosławieństwem w małżeństwo. Wszelkiego innego. Pierwotna nazwa ruchu – Gay and Lesbians, rozwinięta została następnie do skrótu LGBT (przez dodanie Bisexual i Transgender), a obecnie, jeśli się nie mylę, doszła właśnie do LGBTQIA (jeszcze Queer, Intersex oraz Asexual). I z pewnością na tym się ów ciąg liter nie zatrzyma.

Jestem grzesznikiem, jak wszyscy czy większość Czytelników tego tekstu. I nie potrzebuję Roku Miłosierdzia (choć bardzo wdzięczny jestem za jego niewątpliwe łaski, jak choćby cudowne krakowskie Światowe Dni Młodzieży), żeby z moją bardzo niedoskonałą wiarą łączyć nadzieję na Boże miłosierdzie. Ale zachowując tę nadzieję na wybaczenie grzechów, za które żałuję, nie mogę, nie umiem bez wstrząsu odebrać przesłania tego billboardu: Pokój tobie, grzechu! Organizacja, która świadomie promuje grzech, jego manifestowanie, jego walkę o ostateczny społeczny, światowy triumf, ma zostać – w imię (nieświętego) spokoju – pobłogosławiona znakiem krzyża. Nie, tu nie chodzi o współczucie biednym ludziom, jak my wszyscy nawiedzanym przez pokusy do grzechu i zmagającym się z nimi, ale o poszerzanie tego zamętu, który ma wprowadzić do naszego życia przekonanie, że Kościół musi się „unowocześnić”, iść „z postępem”, z postępem grzechu, i nie przeszkadzać więcej swoim krzyżem – znakiem sprzeciwu! – tylko pokiwać nim na zgodę. Zgodę z każdą pokusą, która znajdzie dość dużą, silną, głośną i bezczelną reprezentację, by zażądać dla siebie takiego błogosławieństwa. Zastanawiam się, czy tego nie widzą ci, którzy zaangażowali się w tę kampanię „reklamową”: redaktorzy „Tygodnika Powszechnego”, „Znaku”, „Więzi”?

Ten wielki plakat zobaczyłem pierwszy raz przy krakowskich Błoniach. Tych, które tyle razy były areną zmagań duchowych o oblicze polskiej ziemi i całego świata, prowadzonych pod przewodnictwem świętego Jana Pawła II, Benedykta XVI, a teraz papieża Franciszka – z udziałem milionów wiernych. I pomyślałem: czy przyznający się do tego wspaniałego dziedzictwa redaktorzy wesprą pomysł, który wraca od I pielgrzymki Jana Pawła z 1979 roku i do tej pory nie może doczekać się realizacji: aby na Błoniach pozostawić krzyż, symbol tych duchowych zmagań i symbol polskiej tożsamości zarazem? Ostatnio pomysł wznowili autorzy listu otwartego do władz Krakowa, z mistrzem Adamem Bujakiem i profesorem Januszem Kaweckim na czele. I raz jeszcze spotkali się z pełną nienawiści do krzyża odpowiedzią. Na krzyż nie będzie zgody. Krzyż będzie przeszkadzał wypoczywającym na Błoniach „normalnym” krakowianom. Zgoda będzie wtedy, kiedy krzyża nie będzie. Albo może wtedy, kiedy mały krzyżyk, taki jak na różańczyku, wpisze się w wielką tęczę – symbol zwycięstwa nowej „wiary”? A potem, już bezużyteczny, krzyżyk się wymaże. I biedni redaktorzy tygodników będą mogli wreszcie wyrzucić z nich niepotrzebne słowo „katolickie”. Będzie już tylko „tęcza”, poszerzająca się o nowe, nieistniejące w naturze kolory.

Na razie jest przy Błoniach wielki plakat, który to zwycięstwo zapowiada. Nie nasze niestety zwycięstwo „w wojnie, którą wiedziemy z szatanem, światem i ciałem”. Bo w tej dziedzinie nie ma pokoju. Jest walka, o której przecież powiedział sam Chrystus. I tych słów żaden mędrek ze „Stowarzyszenia Tolerado”, „Kampanii Przeciw Homofobii”, „grupy Wiara i Tęcza” czy z pisma warszawskiego KiK-u „Kontakt” nie wymaże. Pięknie na język polskiej poezji tę wieczną prawdę, nie dającą się unieważnić przez żaden „postęp”, przełożył przed wiekami Mikołaj Sęp Szarzyński. I te słowa do autorów kampanii „Przekażcie sobie znak pokoju” pozwolę sobie zaadresować: „Pokój – szczęśliwość; ale bojowanie/ Byt nasz podniebny: on srogi ciemności/ Hetman i świata łakome marności/ O nasze pilno czynią zepsowanie.// Nie dosyć na tym, o nasz możny Panie!/ Ten nasz dom – ciało –/ dla zbiegłych lubości/ Niebacznie zajźrząc duchowi zwierzchności,/ Upaść na wieki żądać nie przestanie.// Cóż będę czynił w tak straszliwym boju,/ Wątły, niebaczny, rozdwojony w sobie? Królu powszechny, prawdziwy pokoju/ Zbawienia mego, jest nadzieja w tobie!/ Ty mnie przy sobie postaw, a prześpiecznie/ Będę wojował i wygram statecznie”.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama