Nowy numer 43/2020 Archiwum

III RP wychodzi z traumy

Polskie państwo odzyskuje po 70 latach godność, a nasza wspólnota narodowa wraca do świata wartości, dla których zginęli „Inka” i „Zagończyk”.

Tożsamość to termin szczególnie lubiany przez media. „Bądź sobą”, wzywają znani celebryci, skrupulatnie unikając skojarzeń z sytuacją, gdy „być sobą” oznacza „jestem praktykującym katolikiem” lub „kochającym ojczyznę Polakiem”. Dlaczego? Zapewne dlatego, że tożsamość wspólnotowa rodzi poczucie odpowiedzialności za innych, a jej brak „produkuje” swoistych „pasażerów na gapę”, którymi łatwiej rządzić i manipulować. Wielu polityków i ludzi biznesu lubi podatnych na reklamę i marketing konsumentów. Obywatele świadomi swoich praw i zdolni do ich egzekwowania są bardziej odporni na manipulację. Z jednej strony prawie wszyscy (94 proc.) Polacy pytani o to, kim są, odpowiadają podobnie: „jestem Polakiem”. Odpowiedź „jestem Europejczykiem” pojawia się na 7. miejscu, za deklaracjami: „jestem mężczyzną/kobietą”, „ojcem/matką”, „osobą wierzącą”, „obywatelem Polski”, „mężem/żoną”. Z drugiej strony ostentacyjne manifestowanie pogardliwego dystansu wobec własnych rodaków przez część opiniotwórczych elit oraz ponad 2 mln Polaków, którzy wyjechali za granicę za pracą i najwyraźniej już do Polski nie wrócą, zakłóca ten obraz.

Nie dla wszystkich polskość oznacza to samo. Prawie połowa (42 proc.) pytanych czuje się pokoleniem PRL, a kolejna część (43 proc.) – pokoleniem „Solidarności”. Poczucie wspólnoty przywraca nam św. Jan Paweł II; większość (83 proc.) deklaruje przynależność do „pokolenia JP2”. Ten podział to blizna po ranach, które naszej narodowej tożsamości zadały tragiczne wydarzenia powojennej historii. Początkiem był podział na antykomunistyczne, niepodległościowe podziemie lat 1944–1963 oraz polskie środowiska prokomunistyczne, wspierające Sowietów instalujących przemocą komunistyczny PRL. Ci drudzy przez lata wmawiali Polakom, że polskich oficerów w Katyniu mordowali Niemcy, totalitaryzm skończył się w październiku 1956, w roku 1970 miały miejsce „wydarzenia grudniowe”, w czerwcu 1976 na ulicach Radomia, Ursusa i w Płocku grasowali „wandale”, a wprowadzenie stanu wojennego było w 1981 r. koniecznością.

Trauma z tamtych czasów wciąż tkwi jak kolec w naszej narodowej tożsamości. O kulturowej traumie pisał prof. Sztompka, że musi budzić poczucie dezorganizacji i dezorientacji, izolację całych grup i środowisk społecznych oraz swoisty dysonans poznawczy. Dysonans, którego współczesnym objawem jest wyrażanie podobnego szacunku wobec postaci i środowisk, które po 1945 r. przez lata toczyły ze sobą śmiertelny bój, stojąc po „dobrej” i „złej” stronie. „Dobrej” obiektywnie, bo własne, suwerenne i demokratyczne państwo jest dla niepodległości narodu wartością samą w sobie. Trauma to rozbicie kultury, warunkiem jej zakończenia jest konsolidacja wspólnoty wokół spoistego systemu wartości, norm, reguł, symboli i przekonań. Ten trudny proces wymaga wysiłku obywateli oraz aktywności elit i instytucji państwowych.

Podobne traumy kulturowe zdarzały się w wielu krajach. Inne narody także doświadczyły dramatycznych podziałów i zbrodni dokonanych w wojnach domowych, a także mordów popełnianych przez totalitarne, autorytarne elity polityczne. I nie wszystkie narody z równą jak Polska determinacją odbudowują wspólnotę wokół wartości fundamentalnych dla suwerenności państwa i wolności obywatelskich.

Wiele lat czekaliśmy na oficjalne uznanie sowieckiej odpowiedzialności za zbrodnię katyńską, odpowiedzialności ukraińskich nacjonalistów za zbrodnię wołyńską czy odpowiedzialności polskich komunistów za zbrodnie popełnione wobec polskiego społeczeństwa. Na Instytut Pamięci Narodowej III RP czekała ponad 10 lat, na ekshumacje szczątków bohaterów antykomunistycznego podziemia niepodległościowego – kolejne dziesięć. Dodam, że to obywatelska aktywność licznych Polaków oraz presja młodego pokolenia, szukającego w trudnej, polskiej historii wzorów patriotycznej postawy, zmieniały nasze państwo.

W niedzielę 28 sierpnia 2016 r. odbył się uroczysty pogrzeb zamordowanych w 1946 r. w gdańskim więzieniu i wrzuconych do anonimowego dołu śmierci żołnierzy V Wileńskiej Brygady AK, por. Danuty Siedzikówny „Inki” oraz płk. Feliksa Selmanowicza „Zagończyka”. Żołnierzy niezłomnych i wyklętych odprowadzili na miejsce spoczynku ich rodziny, prezydent RP, marszałkowie Sejmu i Senatu, premier i ministrowie rządu, wojskowi, prezes IPN oraz tysiące młodych i starszych obywateli. Nasza wspólnota narodowa wraca do świata wartości, dla których zginęli „Inka” i „Zagończyk”.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama