Nowy numer 43/2020 Archiwum

Polscy piłkarze podbijają Zachód

Jeszcze nigdy w historii polscy piłkarze nie cieszyli się równie wielkim powodzeniem na rynku transferowym i nie płacono za nich tak wielkich sum jak tego lata.

Aż przez 15 lat na czele rankingu najdroższych polskich piłkarzy stał Jerzy Dudek, który w 2001 r. przeszedł z Feyenoordu Rotterdam do Liverpoolu za 7,4 mln euro. W stworzonym przez portal „Weszło” zestawieniu transferowych rekordów futbolistów z danego kraju Polska zajmowała 83. miejsce, za takimi „potęgami” jak Gujana, Katar czy Burundi. Udane mistrzostwa Europy w wykonaniu Biało-Czerwonych oraz klubowe sukcesy Roberta Lewandowskiego i Grzegorza Krychowiaka sprawiły, że w czołowych ligach Starego Kontynentu zapanował szał na naszych piłkarzy. Wynik Dudka został kilkakrotnie przebity przez Krychowiaka – Paris Saint-Germain wykupiło go z Sevilli za 26 mln euro. Niedawno rekord padł jeszcze raz. Włoskie SSC Napoli zapłaciło Ajaxowi Amsterdam 32 mln euro za Arkadiusza Milika. W cieniu tych spektakularnych transakcji jeszcze kilku Polaków trafiło za duże pieniądze do topowych klubów. Tegoroczny przegląd naszej „legii cudzoziemskiej” może napawać polskich fanów futbolu ogromną satysfakcją.

Szturm na Włochy i Francję

Coraz mocniejszą markę naszych piłkarzy szczególnie widać we Włoszech. Serie A to jedna z czterech topowych lig kontynentu, uważana za najbardziej wymagającą taktycznie na świecie. Przez lata stanowiła za wysokie progi dla Polaków. Naszym rodzynkiem był najpierw Zbigniew Boniek, potem obrońca Marek Koźmiński. Na początku XXI w. polscy piłkarze byli nieobecni w Italii. Dziś jesteśmy jedną z najliczniej reprezentowanych nacji w tej lidze (9 graczy). Największe zasługi w budowie renomy Biało-Czerwonych miał Kamil Glik, który zdobył ogromny szacunek kibiców i uznanie ekspertów, grając w Torino. Zeszły sezon był też udany w wykonaniu Wojciecha Szczęsnego w bramce Romy oraz Łukasza Skorupskiego i Piotra Zielińskiego w Empoli. Ostatni z wymienionych, choć zawiódł na Euro, we Włoszech postrzegany jest jako wschodząca gwiazda europejskiej piłki. W sierpniu Zieliński przeszedł do Napoli za 20 mln euro.

Tego lata włoscy prezesi bardzo chętnie sięgali po Polaków, nie szczędząc sporych pieniędzy. Z Jagiellonii Białystok do Fiorentiny przeszedł Bartłomiej Drągowski, a z Lecha Poznań do Sampdorii Genua Karol Linetty. Ten drugi w dobrym stylu wywalczył już miejsce w podstawowym składzie. Głośnym echem we Włoszech i w całej Europie odbił się transfer Arkadiusza Milika. Wrażenie robią nie tylko gigantyczne pieniądze zapłacone za Polaka, ale i rola, jaka jest dla niego szykowana – w drużynie wicelidera Serie A nasz napastnik ma zastąpić samego Gonzalo Higuaina, króla strzelców minionego sezonu, sprzedanego za 90 mln euro do Juventusu Turyn.

Polacy wzmacniają też swoją pozycję we Francji. W zeszłym sezonie nad Sekwaną grał tylko Kamil Grosicki w Stade Rennais. W lecie dołączyli do niego Krychowiak, Glik (do AS Monaco) i Maciej Rybus (do Olympique Lyon). Warto zwrócić uwagę, że Polaków kupiły trzy najlepsze drużyny minionego sezonu, które w tym roku też będą walczyć o mistrzowski tytuł i grać w Lidze Mistrzów, a każdy z Biało-Czerwonych szykowany jest do podstawowego składu. Najprawdopodobniej polska kolonia we Francji zostanie też wzmocniona przez Mariusza Stępińskiego z Ruchu Chorzów, o którego usilnie zabiega FC Nantes. Nasi reprezentanci liczą na kolejne wielkie transfery, ponieważ liga francuska uchodzi za najlepsze w Europie okno wystawowe w kwestii transferu do Hiszpanii i Anglii.

Rekordowy Kapustka

W Anglii od lat wyrobioną marką cieszą się polscy bramkarze. Wszystko wskazuje na to, że w tym sezonie Łukasz Fabiański ze Swansea oraz Artur Boruc z Bournemouth też będą mieli pewne miejsce. Dużym wydarzeniem i potwierdzeniem mody na naszych piłkarzy jest transfer Bartosza Kapustki. Imponująca jest nie tylko kwota transakcji (5,5 mln euro, najdrożej sprzedany piłkarz z naszej ekstraklasy), ale też fakt, że po Polaka sięga aktualny mistrz kraju – Leicester City. Jego trener Claudio Ranieri osobiście wydzwaniał do prezesa Bońka, prosząc o przekonanie Kapustki do przeprowadzki. Dla porównania, gdy w 2010 r. z Lecha Poznań odchodził Robert Lewandowski, w Anglii zainteresowany nim był tylko przeciętny klub Blackburn Rovers. Kapustkę czeka ciężka walka o podstawowy skład, ale Leicester rywalizuje w tym sezonie aż na czterech frontach (liga angielska, Liga Mistrzów, Puchar Anglii, puchar ligi), więc okazji do gry na pewno nie zabraknie. Młody pomocnik ma szanse odmienić zawstydzające statystyki, bo choć nasi bramkarze są na Wyspach cenieni, to gracze z pola o wiele mniej. Dość powiedzieć, że gdy w 2015 r. obrońca Marcin Wasilewski strzelił gola, było to pierwsze trafienie Polaka w Premier League od… 23 lat.

W porównaniu z poprzednimi sezonami nieliczna wydaje się grupa Polaków w niemieckiej Bundeslidze. Lecz tym razem warto docenić jakość, a nie ilość. Z pięciu polskich graczy najprawdopodobniej tylko Paweł Olkowski z FC Köln nie będzie grać w podstawowym składzie. Robert Lewandowski to niekwestionowana gwiazda rozgrywek i kluczowy gracz Bayernu Monachium. Carlo Ancelotti, nowy trener mistrza Niemiec, uzależniał objęcie stanowiska od zapewnienia włodarzy klubu, że zatrzymają „Lewego” w zespole. Łukasz Piszczek od początku 2016 r. znów jest wiodącą postacią wicemistrza kraju – Borussii Dortmund. Cieszy fakt, że kłopoty klubowe wydaje się już mieć za sobą Jakub Błaszczykowski. Szkoleniowiec Borussii Tomas Tuchel nisko cenił Polaka i najpierw wypożyczył go do włoskiej Fiorentiny, a tego lata sprzedał do niemieckiego Wolfsburga. Ale Wolfsburg wydaje się dobrym wyborem. Błaszczykowski zaczął sezon w pierwszym składzie, a klub od kilku lat regularnie walczy o najwyższe lokaty. Polską grupę w Bundeslidze uzupełnia bramkarz Łukasz Gikiewicz, który przez ostatnie lata wyrobił sobie markę jednego z najlepszych graczy 2. Bundesligi i w tym roku zapracował na transfer do wyższej ligi, a konkretnie do Freiburga.

Po odejściu Krychowiaka „najmniej polską” z czołowych lig stała się hiszpańska Primera Division. Na Półwyspie Iberyjskim zagra tylko Przemysław Tytoń, który będzie walczył o miejsce w składzie Deportivo La Coruña. Ale warto pamiętać, że już od 3 lat Real Madryt kusi Roberta Lewandowskiego. Nigdy wcześniej nie zdarzyło się, by madryccy „Galacticos” tak bardzo zabiegali o piłkarza z Polski.

Wypromowani na Euro

Skąd taka nagła moda na polskich piłkarzy? Oczywiście podstawową przyczyną było udane Euro. Trudno o lepsze miejsce do wypromowania się. Gdy dana reprezentacja zyskuje miano rewelacji turnieju, jej piłkarze stają się pożądanymi celami transferowymi. W przypadku Polaków zadziałał nie tylko wynik. W przeciwieństwie do poprzednich turniejów z naszym udziałem Biało-Czerwoni pokazali się też jako drużyna niezwykle dojrzała taktycznie. Wielu polskich kibiców drażniły pudła Milika, ale jednocześnie rozkochani w technicznych detalach włoscy trenerzy dostrzegli, że to zawodnik, który bardzo mądrze się ustawia i świetnie czuje się w kombinacyjnej grze.

Drugą przyczyną rosnącej popularności Polaków są spektakularne osiągnięcia naszych piłkarzy. Takie wyczyny jak 5 goli w jednym meczu strzelone w 9 minut przez Roberta Lewandowskiego czy dwukrotne z rzędu wygranie Ligi Europy przez Krychowiaka sprawiły, że są to gracze rozpoznawalni na całym świecie.

Niebagatelną rolę odgrywa też wielka zmiana, która w krótkim czasie zaszła w psychice polskich piłkarzy. Znamienne były ich reakcje po przegranym ćwierćfinale z Portugalią. Zamiast radości z najlepszego w historii wyniku na Euro dominowała złość, bo przeciwnik był do przejścia, a osiągnięcie finału całkiem realne. Nasi futboliści imponują teraz właściwie rozumianą pewnością siebie – nie zadowalają się już samą obecnością w wielkim klubie i wysokim kontraktem, tylko od razu walczą o pierwszy skład. W dodatku coraz częściej wyjeżdżają na Zachód z dobrą znajomością języków obcych.

Prognozy na najbliższe miesiące są bardzo optymistyczne. U progu eliminacji MŚ 2018 reprezentacja wydaje się jeszcze mocniejsza niż we Francji – po kontuzji wrócił Maciej Rybus, a w świetnej formie są potencjalni zmiennicy Lewandowskiego – Łukasz Teodorczyk i Kamil Wilczek. Po 20 latach przełamana została też klątwa Ligi Mistrzów – do elitarnych rozgrywek awansowała Legia Warszawa, która dzięki temu wskoczy na nieosiągalny wcześniej dla polskich klubów finansowy poziom ligi belgijskiej czy holenderskiej. Dla naszych kibiców piłkarskich wreszcie kończy się czas upokorzeń i powtarzania po meczach słynnego hasła: „Polacy, nic się nie stało!”.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama