Nowy numer 12/2019 Archiwum

Zapomniane okupacje

5 mln 600 tys. polskich obywateli straciło życie podczas II wojny światowej. Większość to cywile, zamordowani w wyniku ludobójczych działań przede wszystkim niemieckich, ale i sowieckich okupantów. 
Na ile powszechna jest w świecie świadomość tej strasznej ofiary?

Okres II wojny światowej jest najstraszniejszym doświadczeniem w całej naszej narodowej historii. Szacuje się, że w tym czasie zginęło 5 mln 600 tys. obywateli polskich, w tym około 2 mln 800 tys. narodowości bądź pochodzenia żydowskiego i od 500 tys. do 1 mln należących do innych mniejszości. W sumie życie straciło ok. 15–20 proc. społeczeństwa polskiego. Z tego „tylko” 600 tys. ludzi zginęło w bezpośrednich działaniach zbrojnych. Pozostali są ofiarami polityki eksterminacji i ludobójstwa, prowadzonej wobec nas przez niemieckich i sowieckich okupantów. Okupacja w Polsce trwała najdłużej – 5,5 roku – i miała najbardziej apokaliptyczny wymiar. Do tego trzeba dodać miliony naszych rodaków, którzy musieli opuścić swą ojczyznę na Kresach, i setki tysięcy rodzin, które straciły cały dobytek. Trudno nawet sobie wyobrazić, jakim krajem byłaby Polska, gdyby nie tragedia II wojny światowej, w której nasz kraj był ofiarą; i choć walczył od pierwszego do ostatniego dnia tej strasznej wojny, tylko formalnie znalazł się w gronie zwycięzców. Jaka jest wiedza o tych faktach w świecie? Praktycznie jej nie ma. Przegrywamy zmagania o kształt pamięci o tamtych wydarzeniach. I to pomimo bardzo wielu pomników upamiętniających w całym kraju zagładę i zbrodnie okupantów.

Bez nowych badań

Jedną z przyczyn tego stanu jest fakt, że polskie badania nad dziejami okupacji nigdy nie zostały doprowadzone do końca. Jedyna książka, która próbowała całościowo opisywać przebieg niemieckiej okupacji podczas II wojny światowej, 2-tomowa synteza prof. Czesława Madajczyka zatytułowana „Polityka III Rzeszy w okupowanej Polsce”, została wydana w 1970 roku. Do dzisiaj nie mamy całościowego opisu sowieckiej okupacji. Po 1989 r. badacze zajęli się wypełnianiem białych plam, związanych głównie z martyrologią Kresów Wschodnich. Stosunkowo niedawno w centrum zainteresowań historyków pojawiła się kwestia ludobójstwa dokonanego na Polakach przez ukraińskich nacjonalistów na Wołyniu oraz w Galicji.

Jeśli chodzi o analizę okupacji niemieckiej, priorytet po 1989 r. otrzymały badania nad zagładą ludności żydowskiej. Jednocześnie zaniechano prowadzenia studiów nad sytuacją ludności polskiej na terenach okupowanych przez III Rzeszę. Dopiero w 2014 r. IPN rozpoczął duży projekt badawczy „Ziemie polskie pod okupacją 1939–1945”, ale na wnioski będziemy musieli poczekać. Opublikowany niedawno przez Instytut Studiów Politycznych PAN i Centrum Badań Historycznych PAN w Berlinie tom studiów pt. „»Fikcyjna rzeczywistość«. Codzienność, światy przeżywane i pamięć niemieckiej okupacji w Polsce” jest pierwszą od dziesięcioleci propozycją nowego ujęcia problematyki niemieckiej okupacji oraz próbą skonfrontowania polskich i niemieckich badań w tym zakresie. Pouczające, a zarazem głęboko zasmucające jest znajdujące się w tym tomie studium na temat wiedzy o okupacji w Polsce we współczesnych niemieckich podręcznikach. Autorka Katarzyna Woniak w konkluzji analizy 23 niemieckich podręczników używanych w różnych landach RFN napisała, że niemiecki maturzysta posiada wiedzę 
o II wojnie światowej widzianą „przez pryzmat Zagłady oraz narodowosocjalistycznej dyktatury, której ofiarą padło przede wszystkim społeczeństwo niemieckie”. Nie ma wyobrażenia o tym, jak wyglądała niemiecka okupacja w Polsce i jaką cenę zapłacili za nią Polacy.

Pamięć 
selektywna

Jak pisze we wstępie do omawianej książki prof. Robert Traba, niemieckie badania skoncentrowane są jednak przede wszystkim na przerobieniu „własnych” narodowych doświadczeń. Dlatego w centrum niemieckiej narracji historycznej o II wojnie światowej obok Holocaustu główne miejsce zajmuje klęska pod Stalingradem i jej konsekwencje, później są
naloty alianckie na niemieckie miasta, wreszcie wypędzenie Niemców ze Wschodu. Nie ma w niej już miejsca na opisywanie doświadczeń innych. – Okrucieństwo niemieckiej okupacji w Polsce w czasie II wojny światowej jest oczywiście znane historykom i osobom, które zajmują się polityką historyczną. Natomiast w świadomości niemieckiej opinii publicznej nie istnieje – przekonuje prof. Krzysztof Miszczak, od wielu lat zajmujący się różnymi aspektami polsko-niemieckich relacji, polski dyrektor Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej w Warszawie. – Przeciętny Niemiec nie wie, że okupacja w Polsce wyglądała zupełnie inaczej aniżeli na Zachodzie, a Słowianie mieli być skazani na zagładę w drugiej kolejności, po eksterminacji Żydów – zwraca uwagę prof. Miszczak. Całe zło, jakie Niemcy wyrządzili innym, skoncentrowane jest głównie wokół problemu zagłady Żydów.

Do jego wywodu można dodać, że kwestia niemieckiej odpowiedzialności za Holocaust jest rzeczywiście elementem szerokiej pedagogiki i wiele się robi, aby nie została zapomniana. Natomiast pojęcie ludobójstwa w odniesieniu do Polaków praktycznie w dyskursie publicznym nie istnieje. Ostatnio stosuje się też różne zabiegi semantyczne, aby tę niemiecką odpowiedzialność rozwodnić. Nie chodzi tylko o termin „polskie obozy koncentracyjne”, w których Żydów zabijali naziści, najczęściej już bez jasnej definicji, jakiej narodowości ci naziści byli. – Całkiem niedawno – mówi prof. Miszczak – we „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, a więc w jednym z najważniejszych niemieckich opiniotwórczych dzienników, przeczytałem zdumiewającą frazę o zagładzie, która dokonała się w „polskiej Treblince”.

Okupacja polska nie istnieje w powszechnej świadomości, za to szczegółowo opisany jest rzekomy „polski odwet”, czyli wypędzenie milionów Niemców z ich ojczyzny na Wschodzie. Im dalej od wojny, te liczby rosną, co także musi niepokoić. Niegdyś mówiło się o 9 mln wysiedlonych po 1945 r., dzisiaj ta liczba urosła do 12 milionów. Nie zawsze przy tym wspomina się, że deportacje nie były suwerennym działaniem władz polskich, ale że wynikały z międzynarodowych ustaleń, przyjętych w Jałcie i Poczdamie. – Efekt jest często taki – podkreśla prof. Miszczak – że w niemieckiej świadomości ugruntowuje się pogląd, iż główne ofiary II wojny światowej to Żydzi i Niemcy, których spotkał okrutny odwet w postaci nalotów dywanowych oraz wypędzenia. Zupełnie nieobecny jest w niemieckim dyskursie historycznym wątek ekonomicznej eksploatacji narodów podbitych w Europie Środkowej. W tej perspektywie Niemcy odpowiadają za grabież majątku żydowskiego, ale już nie polskiego, czeskiego czy ukraińskiego. – To wynik także zaniedbań naszej historiografii, która nigdy nie dokonała rzetelnego bilansu wszystkich naszych strat materialnych i ludzkich podczas II wojny światowej – konkluduje prof. Miszczak. – Wyraźnie brakuje nam także takich instrumentów uprawiania polityki historycznej, jakimi są Niemieckie Instytuty Historyczne, znakomicie działające w wielu krajach europejskich, ale także ustalające agendę badań według niemieckich, a nie polskich priorytetów – dodaje.

Opowiedzieć raz jeszcze

Im dalej od wojny, tym bardziej zaciera się czas okupacji ziem polskich przez III Rzeszę i Związek Sowiecki. Ten dramat zupełnie nieobecny jest w świadomości Rosjan, a rozmywany jest w pamięci współczesnych Niemców. Tymczasem badania nad okupacją powinny być fundamentem naszej polityki historycznej. Są trzy narody, które wyraźnie definiują swoją teraźniejszość przez bardzo aktywną promocję własnej historii z okresu II wojny światowej – to Niemcy, Rosjanie i Żydzi. Niemcy koncentrują się na rozpamiętywaniu zagłady Żydów oraz własnych stratach wojennych, Rosjanie w centrum swej historii postawili zwycięstwo nad III Rzeszą, a pamięć o Holocauście jest częścią tożsamości współczesnego Izraela. Wszystkie te narracje splatają się w okupowanej Polsce i dlatego polska historiografia musi znaleźć sposób, aby nie tylko nam, ale także innym opowiedzieć raz jeszcze o tym, co wówczas u nas się zdarzyło. Być może w centrum
Warszawy powinien stanąć skromny pomnik, na którym jedynym przekazem byłaby cyfra
5 mln 600 tys., i powinniśmy zadbać o to, aby żadna międzynarodowa delegacja składająca wizytę w naszej stolicy go nie ominęła. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..
  • historyk
    04.10.2016 14:35
    "wynikały z międzynarodowych ustaleń" - to bzdura, Poczdam nie był konferencją pokojową. Prawo międzynarodowe począwszy od Ligi Narodów, przez kartę Atlantycka aż po dzisiejsza kartę ONZu zabrania wypędzania. Wypędzali Polaków z Kresów i wypędzali Niemców z terenów zamieszkałych w 95% przez nich samych. Czas powiedzieć - prawda was wyzwoli. I bynajmniej nie chodzi tu o nawoływanie do powrotu do granic z 1938 roku.

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji