Nowy numer 43/2020 Archiwum

Modlitwa serca

Starożytni mnisi nazywali ją „chodzeniem w Bożej obecności”. Współcześnie nie tylko duchownym pomaga zbudować intymną więź ze Stwórcą. Co jest istotą Modlitwy Jezusowej?

Zasady wydają się proste: wystarczy cały czas powtarzać słowa: „Panie Jezu Chryste, Synu Boga żywego, zmiłuj się nade mną, grzesznikiem”, a w najbardziej skróconym wariancie po prostu „Jezu Chryste”. Wspomniani mnisi wypowiadali dłuższą formułę nawet 12 tys. razy dziennie, osiągając stan całkowitego zanurzenia w Bogu. Ta sztuka nie jest jednak prosta: wymaga ćwiczenia ciała i umysłu, który dopiero całkowicie wolny od doczesnych spraw pozwala otworzyć serce na Zbawiciela.

Nie ma jednego, sprawdzonego sposobu na płynne wejście w Modlitwę Jezusową, ale w jej zgłębianiu pomagają książki. Do najbardziej znanych należą: obejmująca pisma duchownych z wieków IV–XV „Filokalia. Teksty o modlitwie serca” oraz napisane w XIX w. „Opowieści pielgrzyma”. To dzieła, które pozwalają z jednej strony na zdobycie solidnej wiedzy na temat tego rodzaju chrześcijańskiej medytacji, a z drugiej instruują, jak rozpocząć jej praktykę. Żadna z tych książek nie robi tego jednak w tak syntetyczny sposób jak właśnie wydana „Modlitwa Jezusowa. Bardzo krótkie wprowadzenie”. – To rodzaj zaproszenia dla tych, którzy coś o tej modlitwie słyszeli, ale może mają problem z dotarciem do podstawowych informacji. Jest napisana w prosty sposób, bez przypisów i skomplikowanych wywodów historycznych czy teologicznych – wyjaśnia autor o. Szymon Hiżycki, opat tyniecki. Wystarczy kilkadziesiąt minut lektury, żeby być wyposażonym w odpowiednie narzędzia i przejść do praktyki. Przed rozpoczęciem medytacji warto jednak poznać odrobinę historii.

Podróż na Wschód

Jaka jest geneza Modlitwy Jezusowej? Odpowiedzi należy szukać w Piśmie Świętym. Niewidomy żebrak Bartymeusz, stojąc u bram Jerycha, krzyczy do Pana: „Jezusie, synu Dawida, ulituj się nade mną”. Jego prośba jest żarliwa i pełna prostoty. W odpowiedzi na nią Chrystus przywraca mu wzrok, mówiąc: „Przejrzyj, twoja wiara cię uzdrowiła”.

O. Hiżycki wyjaśnia, że Modlitwę Jezusową we wschodnim Kościele zapoczątkowali mnisi, którzy pojawili się nad Nilem na przełomie III i IV wieku. Zostawili wszystko i udali się na pustynię, aby zbudować bliską relację z Bogiem. Fundamentem ich medytacji stał się tekst biblijny – początkowo uczyli się na pamięć całych ksiąg Pisma Świętego i powtarzali je kilka razy dziennie.

W V w. w zachodnim Kościele ojciec pustyni Jan Kasjan wpadł na pomysł zredukowania modlitwy księgami Biblii do krótkich wersetów. Za najistotniejsze uznał słowa z Psalmu 70: „Boże, wejrzyj ku wspomożeniu memu. Panie, pośpiesz ku ratunkowi memu”. Święty Benedykt wprowadził je do powszechnego użycia, nakazując, żeby rozpoczynać nimi każde oficjum. Czy to dowód na to, że zachodni teolodzy wpłynęli na wschodnich, pomagając im w ukształtowaniu złożonej także z jednego zdania Modlitwy Jezusowej? – Paradoksalnie Kasjan nie miał zbyt wielkiego wpływu na refleksję, która równolegle rozwijała się na Wschodzie. Przekazywanie informacji było wtedy ograniczone – wyjaśnia o. Hiżycki.

Z Egiptu, Palestyny i Syrii Modlitwa Jezusowa dotarła do Konstantynopola i na Atos, opanowując cały Wschód. Następnie zaczęto odmawiać ją w krajach słowiańskich i na Zachodzie. Na czym polega jej wyjątkowość?

Długodystansowcy

Ojciec Hiżycki porównuje Modlitwę Jezusową do stukania młotkiem w skałę, która pewnego dnia pęknie: „Rozpadnie się nasze serce z kamienia i popłyną łzy skruchy, za wszystko zło, które było naszym udziałem”. Rzeczywiście, powtarzanie formuły przypomina równomierne uderzenia, za pomocą których próbujemy rozbić twardy przedmiot. To praca u podstaw, przy której niezbędna jest cierpliwość. – Myślę, że zniechęcenie monotonią może być największą przeszkodą dla ludzi, którzy oczekują natychmiastowych efektów tej modlitwy – przyznaje o. Hiżycki. Co zrobić, żeby się nie poddać i znaleźć jej sens?

Przede wszystkim trzeba zdawać sobie sprawę ze znaczenia wypowiadanych słów. W swojej książce o. Hiżycki tłumaczy, że są one streszczeniem Ewangelii. Pierwsza część formuły: „Panie Jezu Chryste, Synu Boga żywego” wyraża uwielbienie i wdzięczność dla Pana, który oddał za nas swoje życie, by nas zbawić. Druga: „zmiłuj się nade mną, grzesznikiem” jest wyznaniem żalu za grzechy i błaganiem o miłosierdzie.

Wezwanie w Modlitwie Jezusowej przybiera różne formy, można je dopasować do indywidualnych preferencji. Najpopularniejsze wymyślono w VI w., ale w historii pojawiały się różne wersje. Dokonując wyboru, można sobie pozwolić na pewną dowolność, oczywiście w obrębie powszechnie znanych formuł. – Ważne, żeby to było jedno konkretne wezwanie, które będziemy wytrwale powtarzać – mówi o. Hiżycki.

Podobnie jest z postawą – nie jest czymś magicznym i niezmiennym. Ważne, żeby wyrażała szacunek do Boga. Można modlić się na stojąco albo użyć stołeczka karmelitańskiego. Benedyktyni z Tyńca klęczą, a na Drodze Neokatechumenalnej zalecana jest postawa siedząca z dłońmi opartymi na kolanach i zamkniętymi oczami.

Modlitwa Jezusowa wymaga wytrwałości i skupienia, które łatwiej osiągnąć, stosując różnego rodzaju techniki. Jedną z nich jest korzystanie ze sznura modlitewnego. Tak zwane czotki, złożone z kilkudziesięciu węzłów, nadają rytm medytacji – używa się ich tak samo jak różańca, odliczając kolejne wezwania. Inną metodą jest wypowiadanie formuły w tempie oddechu.

– Modlitwa nie powstaje jak zupa. Konkretna formuła, postawa i strój nie zapewniają powodzenia. Szukając swojej drogi, trzeba eksperymentować, a na to potrzeba czasu – podsumowuje o. Hiżycki. Rezultatów nie widać po krótkim i małym wysiłku: to maraton, a nie sprint.

Porzucić świat

Książka o. Hiżyckiego powstała na kanwie prowadzonych przez niego rekolekcji „Oddychać Imieniem. Modlitwa Jezusowa”. Oprócz głównego tekstu znalazły się w niej także doświadczenia uczestników spotkań w Opactwie Benedyktynów w Tyńcu. Jeden z nich opowiada, że dzięki odmawianej od dwóch lat modlitwie wyciszył się. Praktykuje ją nie tylko w odosobnieniu i przed ikoną, tak jak zalecali starożytni mnisi, ale także w tramwaju czy w czasie podróży samochodem. Czy to na pewno dobry pomysł? – Sama modlitwa jest właśnie do tego przeznaczona: powinna być nieustanna, ale to jest kolejny etap. Odmawianie jej w takich momentach jest dużą sztuką – odpowiada o. Hiżycki. Dodaje, że nigdy nie należy rezygnować z modlenia się w określonym miejscu i czasie – to wyrabia dobre przyzwyczajenie i sprawia, że modlitwa jest stałym punktem na liście codziennych zadań do wykonania.

Na początek wystarczy 20 minut dziennie, spędzonych w bezruchu i w stanie absolutnego spokoju. Nie można go osiągnąć bez czystego serca – praktykowanie medytacji chrześcijańskiej jest wręcz niemożliwe bez utrzymywania stanu łaski uświęcającej.

W czasie modlitwy niemal każdy doświadcza rozproszenia. Dużo myślimy o tzw. problemach dnia codziennego: spotkaniach służbowych, nieodebranych e-mailach i niewysłanych przelewach. Jeden z uczestników rekolekcji pisze o tym tak: „Wraca chaos związany z bagażem, który przywieźliśmy, jak mówią mnisi, »ze świata«. Balast, którego nie da się zrzucić”.

Żeby nauczyć się poświęcać swoje myśli tylko Bogu, warto zacząć przygodę z Modlitwą Jezusową od rekolekcji, które organizują nie tylko Opactwo Benedyktynów w Tyńcu, ale także m.in. Ośrodek Medytacyjny w Lubiniu czy jezuici, którym ta forma kontemplacji również jest szczególnie bliska. – Naprawdę warto pojechać na rekolekcje i posłuchać tego, co mówią inni ludzie na temat tej modlitwy. Później jest o wiele łatwiej samodzielnie wypracować własną metodę – radzi o. Hiżycki.

Owoce

Benedyktyn zauważa, że Modlitwa Jezusowa jest coraz bardziej popularna w naszym kraju. Pokazuje to nie tylko frekwencja podczas wspomnianych rekolekcji, ale także liczba publikacji na jej temat oraz wykorzystywanie tej wymagającej formy medytacji przez różnego rodzaju ruchy i wspólnoty. Co przyciąga do niej chrześcijan? Z pewnością to, że przynosi konkretne efekty. Tak pisze o nich o. Hiżycki: „Trudno powiedzieć, jak to się dzieje, ale stopniowo Modlitwa Jezusowa uczy nas natury Bożego Serca, coraz lepiej i wrażliwiej rozumiemy tajemnice liturgii, Biblii, przykazań, katechizmu i tego wszystkiego, co wiąże się z Bogiem. Coraz częściej też będziemy przez to wracać do liturgii i do lektury Biblii”.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama