Nowy numer 3/2022 Archiwum

Tragiczna nuda z Trybunałem w tle

Czy straciliśmy Trybunał Konstytucyjny? Pytanie to staje się coraz bardziej realne.

Kolejne nowelizacje ustawy o Trybunale Konstytucyjnym (TK), zapowiedzi kolejnej wersji ustawy, stwierdzenie ich niekonstytucyjności, opublikowanie części ogłoszonych wyroków itd… co dla społeczeństwa oznaczają podobne działania? Wydaje się, iż odpowiedź na wspomniane pytanie jest jedna: Nic nie oznaczają.

Prawdopodobnie niejeden prawnik ma problem ze stwierdzeniem, która ustawa o TK obecnie obowiązuje. Wszystkie strony trybunalskiego sporu prześcigają się we wskazaniu, kto zawinił, a kto ma rację. Obserwując ostatnie miesiące kolejnych debat uznać można, iż doszliśmy do abstrakcyjnego poziomu kłótni. Zarówno jedni, jak i drudzy wskazują, że określona partia złamała Konstytucję. Kłócący się przedstawiają opinie i ekspertyzy, które stanowią wartość, ale tylko dla konstytucjonalistów, mających rewelacyjny materiał do kolejnych publikacji.

„Spór o Trybunał nam się nie udał” – w ten oto sposób można podsumować ostatnie miesiące. U jego początku dostrzec można było jednak pozytywne elementy. W końcu polskie społeczeństwo przestało mylić Trybunał Konstytucyjny z Trybunałem Stanu. Obecnie jednak artykuły dotyczące omawianej kłótni cieszą się słabnącą popularnością. To zrozumiałe, temat się „przegrzał”. Jest w tym, niestety, smutny element. Trybunał do tej pory, wbrew temu co się uważa, nie był sądem dla władzy. Był natomiast sądem nad prawem. Jego prestiż budowany był przez ostatnie trzydzieści lat. Obraz TK z całą pewnością nie jest idealny. Dostrzec w nim można niepokojące elementy, wskazujące na pojawienie się swoistej prawniczej arystokracji. Część komentatorów utożsamia ją przede wszystkim z postacią dzierżącego władzę prof. Andrzeja Rzeplińskiego. Podkreśla się często, że spór o TK skończy się wraz z kadencją obecnego Prezesa Trybunału. Niestety, nic na to nie wskazuje. Odejście profesora nie zmieni zdania Sądu Najwyższego oraz licznych uniwersyteckich wydziałów prawa, jasno wypowiadających się na temat zasad publikacji wyroków. Poza tym, kto będzie nowym Prezesem? Przecież wybierać go będą sędziowie TK. Mało prawdopodobnym jest, by zgłoszono któregoś z sędziów wybranych w obecnej kadencji sejmu.

Smutne „i co z tego?”

Wszystko to jednak jest dla społeczeństwa zwykłą „marności”". Konstytucyjne refleksje oraz argumentacje są dużo mniej atrakcyjne, niż np. jesienna ramówka określonej stacji telewizyjnej. Szkoda, bo Trybunał przez lata był nie tylko miejscem rozstrzygnięć wręcz globalnych problemów, takich jak aborcja czy klauzula sumienia (trudno uznać, że były to złe rozstrzygnięcia). Jego działania dotykały także zwykłych ludzi, którzy np. jako osoby ubezwłasnowolnione walczyły o możliwość samodzielnego złożenia w sądzie wniosku dotyczącego prawnej sytuacji, w jakiej się znajdowali. Obecnie wiele spraw potencjalnie mogłoby zostać skierowanych do TK. Jeszcze przed pojawieniem się projektu ustawy o pełnej ochronie życia podobne działanie część osób chciała podjąć w wypadku eugenicznej przesłanki aborcyjnej, uznawanej m. in. przez prof. Andrzeja Zolla za ewidentnie sprzeczną z Konstytucją RP. Dzisiaj u coraz większej liczby prawników słychać „Nie warto!”.
Jak widać bowiem w publicystyczno-politycznej dyskusji dotyczącej potencjalnego wygranego walki o Trybunał nie dostrzeżono, że przegrali zwykli ludzie. Trybunał istnieje bowiem nie tylko na kartach ustawy. Jest on elementem kontrolnego wyobrażenia oraz  oczekiwania dotyczącego przyszłości. Obecnie, jak wskazują wyniki badań, ludzie coraz rzadziej sięgają do tekstów dotyczących sporu, a oglądanie poszczególnych stacji prezentujących trybunalską kłótnię coraz bardziej przypomina wykład z technik społecznej manipulacji.

Ach ta przyszłość

Co zatem będzie dalej? Nie wiadomo. Sporu tego raczej żaden kompromis nie rozwiąże. Bardziej prawdopodobne jest natomiast powolne – bardzo niebezpieczne – przyzwyczajanie się do czasów prawnego podziału, w którym dominuje zaskakująca twórczość legislacyjna.

Dzisiaj pewne jest natomiast coś innego. Przez lata krążyły dowcipy o Trybunale Stanu, wskazujące, że to taki sąd, który niby jest, ale nikt go nie widział. Jak widać podobnie zaczyna się dziać z Trybunałem Konstytucyjnym, który faktycznie nie działa, choć formalnie nadal istnieje.

Autor jest doktorem nauk społecznych w zakresie socjologii prawa, wykładowcą akademickim, oraz publicystą prowadzącym blog na stronie gosc.pl.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy