Nowy numer 42/2019 Archiwum

Wyspy 
bez stresu

„No stress”
– powtarzają na każdym kroku mieszkańcy Wysp Zielonego Przylądka. Mają przecież szerokie piaszczyste plaże, tawerny, w których przesiadują całymi dniami, i najpiękniejszą muzykę pod słońcem. Czego potrzeba więcej?

Góra Lwa

Życie na Cabo Verde toczy się niespiesznie. „No stress” – powtarzają na każdym kroku tutejsi mieszkańcy. To powiedzenie stało się symbolem Wysp Zielonego Przylądka – znajdujemy je na kubeczkach, koszulkach i w szyldach wielu sklepów. Dla turystów jest zachętą do wypoczynku i synonimem autentycznej życzliwości Kabowerdeńczyków. Ale jest też druga strona medalu tego braku stresu. To gospodarczy marazm, w którym pogrążone jest państwo. Widać go, kiedy przejeżdża się obok tutejszych slumsów, z których wielu nie chce się wyprowadzać, bo musieliby płacić za media. Marazm znajduje też odbicie w ubogiej sieci dróg. Na Sal jest tylko jedna główna droga, łącząca miasto Espargos, położone w centrum, z południowym resortem Santa Maria. Można jeszcze odbić w bok do miejscowości Murdeira, skąd rozciąga się przepiękny widok na Monte Lao – Górę Lwa. Faktycznie wygląda ona jak leżący lew, zanurzony w wodach oceanu.

Podróż po reszcie wyspy to prawdziwy off-road, który zresztą też jest niemałą atrakcją. Warto zatrzymać się w regionie Terra Boa, by podziwiać niezwykłe fatamorgany, albo zajrzeć do skalnej szczeliny w Buracona (dosłownie: dziura). Uwięziona tam woda oceanu mieni się przy słonecznej pogodzie niebieskim kolorem, tworząc, jak mówią mieszkańcy, olho de Deus, czyli oko Boga. Trzeba też koniecznie zażyć kąpieli w leczniczych salinach Pedra de Lume, położonych we wnętrzu krateru (to właśnie złożom soli wyspa zawdzięcza swoją nazwę). Można tu położyć się na wodzie zupełnie tak jak w Morzu Martwym, gdyż zasolenie powoduje, że utrzymujemy się na powierzchni.

I to właściwie wszystko, co można zobaczyć na wyspie Sal, którą objeżdża się w kilka godzin. Mimo to warto tu przylecieć, żeby poczuć tutejszy „bezstresowy” klimat. A jeśli nie wystarcza nam plażowanie w miejscu, gdzie na rok przypada średnio aż 350 słonecznych dni, zawsze można wybrać się samolotem na którąś z sąsiednich wysp. Atrakcji z pewnością nie zabraknie. •

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Szymon Babuchowski

Kierownik działu „Kultura”

Doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa. Przez cztery lata pracował jako nauczyciel języka polskiego, w „Gościu” jest od 2004 roku. Poeta, autor pięciu tomów wierszy. Dwa ostatnie były nominowane do Orfeusza – Nagrody Poetyckiej im. K.I. Gałczyńskiego, a „Jak daleko” został dodatkowo uhonorowany Orfeuszem Czytelników. Laureat Nagrody Fundacji im. ks. Janusza St. Pasierba, stypendysta Fundacji Grazella im. Anny Siemieńskiej. Tłumaczony na język hiszpański, francuski, serbski, chorwacki, czarnogórski, czeski i słoweński. W latach 2008-2016 prowadził dział poetycki w magazynie „44/ Czterdzieści i Cztery”. Wraz z zespołem Dobre Ludzie nagrał płyty: Łagodne przejście (2015) i Dalej (2019). Jest też pomysłodawcą i współautorem zbioru reportaży z Ameryki Południowej „Kościół na końcu świata” oraz autorem wywiadu rzeki z Natalią Niemen „Niebo będzie później”. Jego wiersze i teksty śpiewają m.in. Natalia Niemen i Stanisław Soyka.

Kontakt:
szymon.babuchowski@gosc.pl
Więcej artykułów Szymona Babuchowskiego

 

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji