Nowy numer 42/2019 Archiwum

Będzie atom?

Kolejne rządy zapowiadają, kolejne rządy nad inwestycją pracują, ale z jakiegoś powodu co rusz przesuwany jest termin otwarcia elektrowni jądrowej w Polsce. Teraz mówi się o 2031 roku. Uda się?

Wbrew pozorom elektrownia jądrowa to bardzo prymitywne urządzenie. Prymitywny jest jego mechanizm i równie prymitywny jest sposób pozyskiwania energii. To, co jest skomplikowane, to urządzenia „peryferyjne”, które mają zagwarantować bezpieczeństwo użytkowania elektrowni przez kilkadziesiąt lat, oraz urządzenia, które mają zapewnić jej wysoką sprawność. Sprawność jest tym większa, im więcej uda się uzyskać energii z tej samej ilości paliwa. Wysokie normy bezpieczeństwa tego typu inwestycji powodują, że procedury budowy elektrowni ciągną się latami. Z kolei prymitywna zasada działania wymaga ogromnych fundamentów, zbrojonego najlepszą stalą betonu… W skrócie: elektrownia to gigantyczna budowla. A to oznacza konieczność przeprowadzenia badań sejsmicznych i hydrologicznych. Nie miejsce na to, by roztrząsać, czy te wszystkie procedury i badania są koniecznością. Faktem jest, że żadna gałąź przemysłu nie jest tak skrupulatnie pilnowana. Jedni powiedzą, że to dobrze, drudzy będą żałowali, że w innych gałęziach pod tym względem jest dużo gorzej, np. w przemyśle chemicznym czy wydobywczym.

Zmarnowana szansa

Odpowiednie procedury oraz czas ich trwania powodują, że budowa elektrowni liczy się nie w miesiącach, nawet nie w pojedynczych latach. Budowa plus wszystkie konieczne ekspertyzy to przynajmniej kilkanaście lat.

W Polsce już raz próbowano wybudować elektrownię atomową. Zaczęto w 1982 roku, a przerwano w 1990. Miejscem inwestycji był Żarnowiec. Budowa wywoływała ogromne emocje, bo mówiono, że budowana elektrownia będzie „typu czarnobylskiego”. Prawda była zupełnie inna. Niektórzy podkreślali, że Polska nie potrzebuje atomu, bo po demokratycznym przełomie w Polsce bankrutujący lub modernizujący się przemysł potrzebował coraz mniejszej ilości energii. Ten argument jest tylko częściowo prawdziwy. Można było przecież zamykać przestarzałe elektrownie węglowe zamiast nietrującej środowiska elektrowni atomowej. Drogie urządzenia już kupione do Żarnowca zezłomowano lub odsprzedano za grosze. Jeden z żarnowieckich reaktorów pracuje w fińskiej elektrowni w mieście Loviisa. W sumie stracono blisko 2 miliardy dolarów.

Pierwszym gabinetem, który głośno powiedział, że potrzebujemy atomu, był rząd Jerzego Buzka. Był rok 2000, czyli dokładnie 10 lat po zamknięciu inwestycji w Czarnobylu. Kolejne rządy podtrzymywały deklaracje, ale do prac zabierano się niemrawo. Pierwszym terminem był rok 2020, potem 2024 i 2029. Ekipa PO-PSL (rząd Donalda Tuska) zapowiedziała, że reaktory ruszą w 2030 roku. Taki zresztą zapis znalazł się w rządowej strategii energetycznej. Tyle tylko, że – jak mówi porzekadło – papier jest cierpliwy i wszystko zniesie. Rok 2030 jest nie do utrzymania. Tym bardziej, że kolejny rząd (Beaty Szydło) ustami swojego ministra energetyki wyraził opinię, że trzeba zmienić model finansowania inwestycji. – Te projekty budowy i finansowania elektrowni jądrowej, które zostały mi przedstawione, w zakresie mechanizmu różnicowego, z punktu widzenia ekonomicznego są dla mnie, jako odpowiedzialnego za energetykę, nie do przyjęcia dlatego, że są zbyt kosztowne – powiedział miesiąc temu Krzysztof Tchórzewski. Teraz Ministerstwo Energii prowadzi prace nad aktualizacją „Programu polskiej energetyki jądrowej”. Jakieś daty? Żadnych. „Trudno obecnie deklarować konkretne daty zakończenia prac, tym niemniej chcemy te prace zamknąć w najbliższych miesiącach” – informowało w oficjalnym komunikacie Ministerstwo Energii.

Zielone światło

Sposób finansowania budowy elektrowni to podstawa, by rozpocząć inwestycję. Jeżeli ten problem nie zostanie rozwiązany, budowa po prostu nie ruszy. Poza tym wciąż nie jest też znana lokalizacja elektrowni. Odpowiedzialna za przygotowanie i przeprowadzenie procesu inwestycyjnego spółka PGE EJ 1 przeprowadzi badania lokalizacyjne i środowiskowe w dwóch miejscach. Jedno to Lubiatowo-Kopalino (gmina Choczewo, sołectwa Słajszewo, Jackowo), druga to Żarnowiec (gminy Krokowa i Gniewino). Władze spółki zrezygnowały z badania trzeciej lokalizacji – Gąski. Ta rezygnacja była podyktowana względami środowiskowymi.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

  • kris29
    23.08.2016 20:21
    To niedpowiedzialne, ze piszac taki artykul autor nie wspomina o zagrozeniach, dla otaczajacego srodowiska i o tym, jak i gdzie pozbedzie sie radioaktywnych odpadow. Inne kraje maja wielkie problemy z takimi odpadami. Prosze nie mowic o magazynowaniu w starych kopalniach itp. Te rozwiazania sie nie sprawdzily. A moze chce pan zostawic ten problem nastepnym pokoleniom?
    doceń 2
  • Witek-z-Węgier
    23.08.2016 22:11
    Polski przemysł oparty na truciu ludzi węglem już właściwie upadł (stocznie, huty), a kończąca się epoka ,,węgla i stali'' oznacza początek nowych technologii nowych źródeł energii. Żarnowiec to już nie tylko celowe podawanie nieprawdy i wprowadzenie w błąd społeczeństwa oraz likwidacja przemysłu stoczniowego. To sprawa kryminalna. Dzięki ofiarności ekooszustów Polska straciła przez 30 lat setki miliardów złotych. Polacy stracili nie tylko szanse taniej energii, ale też możliwość kontynuacji bardzo energochłonnej produkcji w stoczniach i eksportu statków, nie mówiąc zlikwidowaniu dziesiątek tysięcy miejsc pracy w zakładach związanych z przemysłem stoczniowym. Odpowiedzialny człowiek nie może obojętnie patrzeć na to, jak wygląda jego otoczenie i jakość powietrza, którym oddycha. Wszyscy musimy korzystać ze swych praw i mądrze uczestniczyć w kształtowaniu środowiska.

    Pokrywającą prawie 50% zapotrzebowania energetycznego kraju - zbudowana przez 10 tysięcy Polaków węgierska siłownia nuklearna Paks jest bliźniakiem Żarnowca i obchodziła w 2015 roku swoje 33 lecie i nigdy nie była obiektem uciążliwym dla środowiska naturalnego i otoczenia. Jej działanie oparte jest na praktycznie bezdzwiękowej pracy bez emisji hałasu. Wielka cisza wokół siłowni w Paks przyciągnęła ptaki, które opuściły swoje gniazda z okolic elektrowni węglowych i wiatrowych. Z ponad 380 gatunków występujących na Węgrzech tu można zaobserwować jakieś 210. Największy węgierski zakład energetyczny nie pobiera tlenu z atmosfery i nie emituje do środowiska żadnych zanieczyszczeń powietrza, jest pozbawiony dużego natężenia ruchu kołowego i głośnego ruchu kolejowego (w przeciwieństwie do elektrowni węglowej). Teren jest otoczony rzeką Dunaj, stawami hodowlanymi o powierzchni 22 ha i lasem.

    Zapraszam do najbardziej dynamicznie rozwijającego się regionu Węgier, który od 33 lat jest przykładem zgodnej koegzystencji ekologii z energetyką nuklearną - co bardzo przyciąga tu liczne grupy zagranicznych turystów, którzy coraz chętniej wybierają to malownicze miasto nad Dunajem jako cel swojej podróży. Dochody z turystyki są znaczne. Zarejestrowano już 600.000 osób wśród gości i turystów odwiedzających zakład, który produkuje rocznie ponad 15.000 GWh energii bez pobierania tlenu.

    Polski rząd walczy u biurokratów w Brukseli o odrodzenie upadłego przemysłu stoczniowego ponieważ przybyło już na Pomorzu dziesiątki farm wiatrakowych, których właścicielami są Niemcy. Dla przykładu dwadzieścia turbin o łącznej mocy 40 MW tworzy uzależnioną od podmuchów Farmę Wiatrową wartości wstępnej 280 mln zł powiększonej po spłacie kredytu w banku niemieckim. Warunkiem istnienia Stoczni jest zapewnienie ogromnej ilości bardzo drogiej energii elektrycznej, której stałe dostawy nie zapewni nawet 1000 wiatraków.

    Ze względu na odległość - pracy Stoczni nie zapewni budowa dwóch nowych bloków Elektrowni Opole, z których każdy będzie dawać moc 900 MW, ma kosztować 11,6 mld złotych. Jednak do polskich stoczni za 20 miesięcy może popłynąć tani prąd z siłowni nuklearnej z Ostrowca na Białorusi - dwa bloki po 1200 MW każdy, jej budowa kosztuje 8 mld dolarów. Białoruska inwestycja jest więc 3 razy droższa, i o 33% większa, gdy chodzi o moc. Przewidziany czas eksploatacji bloku energetycznego w Ostrowcu to 60 lat, w Opolu 20 lat.

    Elektrownia węglowa (tak jak Elektrownia Opole) jest stosunkowo tania w budowie, ale droga w eksploatacji. Dwa nowe bloki Elektrowni Opole mają spalać rocznie 4,1 mln ton węgla. To jakieś 2 tys. pociągów z węglem, a jeszcze dodatki do tego węgla i ponadto konieczność wywiezienia i zutylizowania ogromnej ilości popiołów. W 1 tonie węgla jest ok. 2 gram uranu. Do spalenia 1 tony węgla należy zużyć 2,67 tony tlenu. Tymczasem paliwo do białoruskiej siłowni nuklearnej to jedna ciężarówka rocznie. Odpady te co roku wywiezie jedna ciężarówka na Ural w celu ich uzdatnienia do ponownego użycia.

    Podobne reaktory jak na Białorusi działają już na Tajwanie, Wietnamie, Indiach, Chinach i Iranie, są lub będą budowane w Turcji, Egipcie i w 34 letnim „węgierskim bliźniaku Żarnowca” Paks.

    W latach 1979-84 przy budowie czterech reaktorów w kompleksie elektrowni Paks zatrudniono ponad dwa tysiące najlepszych spawaczy polskich, w tym dwustu spawaczy ze Stoczni Gdańskiej. Dzięki polskim spawaczom 4 reaktory siłowni Paks znajdują się w pierwszej 25 na liście najbezpieczniejszych wśród 438 reaktorów na świecie. W ramach przygotowania do rozbudowy o dwa nowe reaktory po 1200 MW geodeci z Torunia ukończyli badania okolic Paks. Jakość polskiej myśli technicznej jest bardzo ceniona na Węgrzech.
    doceń 3
  • Gość
    24.08.2016 19:58
    Brawo za odwagę !!! Dodam że polskie stocznie jako jedne z niewielu na świecie są zdalne do produkcji statków gazowcow na które azjatyckie stocznie mają ciągle zamówienia . Polskę się niszczy żeby się nie rozwijała . Dochodowe firmy oddano za grosze . Jest tak jak przrd rozbiorami . Donald uciekł do Brukseli a Staś do Petersburga ...
    doceń 1
  • trzinaalli
    25.08.2016 00:43
    Wydarzenia w Czarnobylu i Fukushimie powinny być przestrogą przed budową elektrowni atomowej. Jeśli energia z atomu ma być czysta i nie zanieczyszczać powietrza, to niech jeden z drugim pojedzie właśnie do Czarnobyla lub Fukushimy pooddychać "czystym" powietrzem. Tak więc budowa elektrowni atomowej w sytuacji kiedy mamy własny węgiel, gdy inni odchodzą od atomu, gdy stanowi to zagrożenie, a także gdy jest światowa tendencja inwestowania w energię odnawialną (wiatr, słońce, biomasa, biogaz), jest skrajną nieodpowiedzialnością, żeby nie powiedzieć głupotą. Nie po to Olga Malinkiewicz zajmuje się perowskitem, żebyśmy mieli robić krok wstecz i topić miliardy w budowę elektrowni atomowej.
    doceń 1

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji