Nowy numer 39/2022 Archiwum

Tak umarł o. Góra

Odszedł od ołtarza na „Sanctus”. Przedtem w homilii powiedział, jakby świadomy tego, co się wydarzy: „Pan jest blisko, nadchodzi, widzę Jego kształty”. Próbowano go reanimować, ale bez skutku.

Nieustannie powtarzał, że Msza św. - przedziwne misterium - jest centrum jego życia. Przyznawał, że dużo go kosztuje, bo nie może jej sprawować rutynowo. - Muszę tak się nachylić nad ołtarzem, żeby ten kamień odwalony z grobu Zmartwychwstałego opowiedział mi o miłości - wyjaśniał. - Żeby stał się kamieniem życia, nie śmierci.

Umarł 21 grudnia właśnie podczas odprawiania wieczornej Mszy św. akademickiej w kaplicy znajdującej się w podziemiach kościoła dominikańskiego w Poznaniu. Trudno pisać o jego śmierci, kiedy wiadomo, że w jej momencie dotykał samego życia.

Przez 35 lat odprawiał Eucharystię o wpół do siódmej rano, a od kilku lat właśnie wieczorem. - Uwielbiam ten czas - mówił. - Jezus jest skarbem mojego życia, powietrzem. Nigdzie nie łażę, ale siedzę przy kościele, bo chcę być napełniony Bogiem. Bez rozmowy z Chrystusem, bez powierzenia się Maryi nic nie jestem warty. Musiałbym być bardzo bezczelny, żeby namawiać ludzi do czegoś, czym nie żyję.

Żył Jezusem Chrystusem i wszyscy to widzieli, dlatego ten wierzący ksiądz tak przyciągał tłumy młodych - na Lednicę, na Jamną, do Hermanic i w ogóle - do duszpasterstwa.

Tego dnia w homilii przyszło mu skomentować ukochany fragment z Pieśni nad Pieśniami: Cicho! Ukochany mój! Oto on! Oto nadchodzi! Powstań przyjaciółko miła, piękna moja, i pójdź! (…) ukaż mi swą twarz, daj mi usłyszeć głos! Jakie inne słowa mogły go lepiej podprowadzić do tej śmierci w marszu, w aktywności, jakiej pełne było całe jego życie? Czy mówiąc te słowa, widział już tę Twarz, za którą tęsknił?  

- Osobiste spotkanie z Ogrodnikiem jest świętem, które promieniuje na naszą codzienność, a ostatecznie spełni się po tamtej stronie, w chwili kiedy staniemy oko w oko z Tym, który nas pierwszy umiłował - był pewien. - To jest treść naszego życia, którą należy przekazywać.

Przekazał ją swoim życiem i śmiercią. Minęły dwa dni od jego śmierci, a już kilka osób poprosiło mnie o modlitwy o uzdrowienie bliskich za sprawą o. Jana.

- Trudno uwierzyć, że obumieranie jest podstawowym warunkiem narodzin i wzrostu - powiedział mi kiedyś. Już dziś widać, jakie jego śmierć daje owoce. A co nas jeszcze czeka?

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Barbara Gruszka-Zych

od ponad 30 lat dziennikarka „Gościa Niedzielnego”, poetka. Wydała ponad dwadzieścia tomików wierszy. Ostatnio „Nie chciałam ci tego mówić” (2019). Jej zbiorek „Szara jak wróbel” (2012), wybitny krytyk Tomasz Burek umieścił wśród dziesięciu najważniejszych książek, które ukazały się w Polsce po 1989. Opublikowała też zbiory reportaży „Mało obstawiony święty. Cztery reportaże z Bratem Albertem w tle”, „Zapisz jako…”, oraz książki wspomnieniowe: „Mój poeta” o Czesławie Miłoszu, „Takie piękne życie. Portret Wojciecha Kilara” a także wywiad-rzekę „Życie rodzinne Zanussich. Rozmowy z Elżbietą i Krzysztofem”. Laureatka wielu prestiżowych nagród za wywiady i reportaże, m.innymi nagrody Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w dziedzinie kultury im. M. Łukasiewicza (2012) za rozmowę z Wojciechem Kilarem.

Kontakt:
barbara.gruszka@gosc.pl
Więcej artykułów Barbary Gruszki-Zych

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się