Nowy numer 43/2020 Archiwum

Gabinet silnych osobowości

Pierwszy samodzielny rząd w III RP powstał w wyniku wielu kompromisów. Jego skład ma spełnić oczekiwania zarówno twardego elektoratu PiS, jak i rynków finansowych.

To nie jest autorski gabinet Beaty Szydło, ani nawet Jarosława Kaczyńskiego, choć z pewnością prezes PiS był jego głównym architektem. Polską rządzić będzie jednak Zjednoczona Prawica, a nie Prawo i Sprawiedliwość. Jest to w większym stopniu, niż się wydawało wcześniej, rząd koalicyjny. Jarosław Gowin został w nim jednym z wicepremierów, a Zbigniew Ziobro dostał to, o czym marzył – drugą szansę w Ministerstwie Sprawiedliwości. To jest rząd wewnętrznych kompromisów, nie tylko między PiS a Polską Razem i Solidarną Polską. Mamy w nim najtwardszych współpracowników Jarosława Kaczyńskiego, ale też nowe twarze spoza polityki. Rutynę i młodość. Doświadczonych partyjnych liderów, ale i ekspertów cenionych przez rynek. Nie brak oczywiście kandydatur wzbudzających kontrowersje, ale dla stabilności nowego gabinetu może to i lepiej, że praktycznie wszyscy mocni gracze prawicy są w nim, a nie poza – w roli recenzentów.

Nominacje symboliczne

Wbrew wcześniejszym deklaracjom Beaty Szydło szefem MON nie został Jarosław Gowin, lecz Antoni Macierewicz. Tłumaczenie pani premier, że lider Polski Razem wybrał inny resort, ma oczywiście charakter dyplomatycznej wymówki. Okazało się, że pozycja Antoniego Macierewicza jest dziś w PiS zbyt silna, by pozostawał poza rządem. A znaczenie MON oraz decyzji tam podejmowanych zbyt duże, by PiS oddał ten resor koalicjantowi. Podobnie jest w przypadku polityki zagranicznej i służb specjalnych. Ma rację opozycja mówiąc, że są to nominacje symboliczne.

Tyle że dla Platformy Obywatelskiej Mariusz Kamiński to „człowiek z wyrokiem bezwzględnego więzienia”, zaś dla PiS (i jego wyborców) symbol bezwzględnej walki z korupcją. To jego miał na myśli prezydent Andrzej Duda, gdy 11 listopada mówił o Rzeczypospolitej marzeń, „gdzie wymiar sprawiedliwości potrafi ukarać gangsterów, ale nie karze ludzi, którzy walczyli o silne państwo, nie skazuje ich na drakońskie kary, bo to zwyczajnie niesprawiedliwe”. W podobnym kontekście należy odczytywać nominację dla Zbigniewa Ziobry, choć powierzenie mu Ministerstwa Sprawiedliwości wydaje się pociągnięciem bardziej ryzykowanym. Zwłaszcza gdyby miał być (po zapowiadanej reformie) także prokuratorem generalnym. Trudno bowiem znaleźć osobę gorzej odbieraną w środowisku prawniczym niż nowy minister. Poza tym Macierewicz i Kamiński to „twarde jądro” PiS (wiceprezesi partii), zaś Ziobro jest „tylko” koalicjantem, w dodatku przez całą kampanię demonstrującym wyraźny dystans wobec PiS. Wszyscy komentują fakt, że szef zwycięskiej partii nie jest premierem, niewielu zauważa, że poza nim całe kierownictwo znalazło się w rządzie lub pełni ważne funkcje w parlamencie. I trudno sobie wyobrazić, aby bezrobotni pozostali inni kluczowi politycy PiS: Kazimierz M. Ujazdowski, Jarosław Sellin czy Piotr Naimski, którzy długo wydawali się niemal pewnymi kandydatami do objęcia resortów spraw zagranicznych, kultury i energetyki. Nie brak więc komentarzy, że to oni są największymi przegranymi rządowej układanki. Bardziej prawdopodobna wydaje się jednak interpretacja, że trener selekcjoner po prostu przewidział dla nich inne miejsce na boisku w rozpoczynającym się właśnie meczu.

« 1 2 3 4 5 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama