Nowy numer 24/2019 Archiwum

Dwieście dni i nocy

Od 200 dni w Mariupolu trwa nieprzerwana modlitwa chrześcijan różnych Kościołów. Są przekonani, że ich modlitewny namiot chroni miasto i ich wolność.

Siły naszej modlitwy doświadczyliśmy już we wrześniu ubiegłego roku, kiedy przez centrum miasta przeszła procesja z krzyżem. Zatknięto go później w miejscu, gdzie do niedawna stał pomnik Lenina – wspomina Łesia Skałun z chrześcijańskiego Kościoła Słowa Bożego w Mariupolu. Uchodzi za jednego z najlepszych notariuszy w mieście. Rozmawiamy w jej eleganckim biurze, wieczorem, kiedy ostatni interesanci opuszczają lokal. – Pamięta pan atmosferę tamtych dni? – pyta, wspominając nasze spotkanie przed rokiem. W centrum miasta słychać było ostrzał artyleryjski, a świeżo wykopane okopy zaczynały się za rogatkami miasta. – Później wojskowi nam powiedzieli – kontynuuje opowieść – że po tamtej stronie wszystko było już gotowe do szturmu. Przeszedł jednak huragan, jakiego nikt tu nie pamiętał.

Wiatr przewracał drzewa, a w rejonie Nowoazowska, gdzie mieściła się główna kwatera separatystów i rosyjskich najemników, zniszczył trakcję elektryczną i ich oddziały utraciły łączność. Musieli wstrzymać uderzenie, co wystarczyło, aby Ukraińcy podciągnęli rezerwy na pierwszą linię. Pan nas ocalił, odpowiadając na naszą modlitwę – kończy z pewnością w głosie. Po tych wydarzeniach zrodziła się idea, aby obok krzyża postawić namiot, gdzie ludzie będą mogli się modlić nieprzerwanie. Projekt wsparł paulin o. Leo- nard Aduszkiewicz, proboszcz miejscowej parafii pw. Matki Boskiej Częstochowskiej. Otrzymał wsparcie bp. Stanisława Szyrokoradiuka, ordynariusza diecezji charkowsko-zaporoskiej.

– Wszyscy mieliśmy świadomość, jak skomplikowane będzie to przedsięwzięcie – wspomina o. Leo- nard. – Ludzi trudno jest zmobilizować na jednorazowe czuwanie lub na modlitwę o określonej porze, a co dopiero spowodować, aby przez 24 godziny nieprzerwanie w jednym miejscu trwała modlitwa, i to przedstawicieli różnych wyznań. Wszystkim nam wydawało się, że to sprawa bardzo trudna. Ale były entuzjazm oraz silne przekonanie, że to jedyny sposób, aby ocalić miasto. No i zaczęliśmy.

Namiot wielu wspólnot

Mariupol to blisko półmilionowe miasto. Tutaj rozstrzygnie się wojna na wschodniej Ukrainie. Dla Rosji i separatystów to miejsce jest ważniejsze aniżeli Donieck i Ługańsk, nad którymi panują. To główny port Donbasu oraz najważniejszy punkt na drodze lądowej z Rosji na Krym. Separatyści próbowali zająć miasto już wiosną 2014 roku. To miała być ich główna siedziba. Dopiero jak ten plan się nie powiódł, usadowili się w Słowiańsku, a później wycofali do Doniecka, gdzie siedzą do dzisiaj. W Mariupolu załamał się plan aneksji wschodniej Ukrainy według scenariusza krymskiego, tzn. przejmowania struktur siłowych przez bandy uzbrojonych przez Rosję najemników.

Dowódca miejscowego garnizonu, zresztą poważnie ranny podczas protestów na Majdanie, gdzie jako oficer wojsk wewnętrznych stał po drugiej stronie barykady, okazał się ukraińskim patriotą. Nakazał otworzyć ogień do napastników, i był to pierwszy sygnał, że Ukraina nie podda się bez walki. W maju bojówki zostały przegnane z miasta przez ochotników z batalionu „Azow”, ale spokój był tylko przez chwilę. Od sierpnia 2014 r. Mariupol jest miastem frontowym. Atak nastąpił od strony Rosji, skąd nadeszły oddziały separatystów wraz z najemnikami wspieranymi przez czołgi. W lutym br. pociski spadły na osiedle Wschodnie, zabijając kilkadziesiąt osób. Dzisiaj jest tu znacznie spokojniej, ale nadal jest to miasto, do którego wojna może przyjść w każdej chwili. Namiot modlitwy stanął na centralnym placu miasta 12 kwietnia.

– Postawiliśmy go na chwałę Pana, mówi pastor Michajło Naprijenko, jeden z inicjatorów procesji z krzyżem oraz całodobowej modlitwy o ocalenie miasta. Wychodziliśmy z założenia, że jeśli będziemy publicznie oddawać cześć Panu, demony przegrają. Nasza modlitwa ma wyzwolić człowieka od grzechu, ale jestem przekonany, że wyzwoli nas także w sensie społecznym. Zwycięstwo przyjdzie nie przez walkę, ale siłę Ducha Świętego. Słowo Boże wyzwala nas i wyzwoli to miasto, przekonuje. W odróżnieniu od wielu innych chrześcijan, należących do Kościołów protestanckich na wschodniej Ukrainie, z których wielu ma prawosławne korzenie i dopiero niedawno przystało do nowych wspólnot, pastor Naprijenko pochodzi z rodziny zielonoświątkowców już w trzecim pokoleniu. – Nigdy nie było nam tu łatwo, wspomina swych przodków.

W czasach sowieckich dziadkowie, a później rodzice byli represjonowani, gdyż nasze wspólnoty były nielegalne, a wiara przetrwała jedynie w podziemiu. – Dzisiaj stoją przed nami inne wyzwania i choć nie brakuje nam problemów, możemy głosić Ewangelię i modlić się w naszych kościołach. Dlatego pastor Naprijenko, choć miał możliwość, nie skorzystał z propozycji wyjazdu do Ameryki, dokąd go zapraszano. – Na Ukrainie jesteśmy bardzo potrzebni, mówi w czasie spotkania w swoim domu, gdzie gości mnie razem z o. Leonardem. Wie jednak, że na terenach zajętych przez separatystów właśnie ewangelicy byli traktowani najgorzej, a w Słowiańsku zamordowano pastora i jego synów. O sile modlitwy w namiocie jest także przekonany o. Lubomyr Koszczyj, proboszcz prawosławnej parafii Patriarchatu Kijowskiego pw. Matki Bożej Pokrowskiej i dziekan w Mariupolu.

– Czy może być coś ważniejszego i piękniejszego aniżeli wspólna modlitwa chrześcijan do Pana? – Pyta retorycznie podczas wizyty w parafii paulińskiej, gdzie jest zawsze serdecznie witanym gościem. – Modlitwa w namiocie buduje jedność, która jest widoczna także poza tym namiotem. Wspólnie jesteśmy tam, gdzie rozstrzygają się losy miasta – mówi. Niedawno urodził mu się kolejny syn. Jego ojcem chrzestnym został katolicki ksiądz, a matką chrzestną żona pastora. Kiedyś byłoby to nie do pomyślenia. – My także odczuwamy pozytywne skutki modlitwy w namiocie – mówi pastor Naprijenko. Nikt nie nazywa nas już sekciarzami, jak niegdyś się zdarzało. Modlitwa w namiocie trwa całą dobę, według planu dyżurów różnych grup. Za to, by rzeczywiście nie była przerwana, odpowiada Tamara Pawłowa, zaangażowana we wspólnoty ewangelickie, znajoma Łesi Skałun.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji