Nowy numer 43/2020 Archiwum

Pedagogika bylejakości

Wcale nie dawno, dawno temu i wcale nie za górami, za lasami miała miejsce następująca sytuacja. Pewna kilkunastoletnia dziewczyna ze swoją mamą przed 1 września postanowiły odświeżyć garderobę.

Tak, by strój szkolny naprawdę strój szkolny przypominał. W tym celu zakupiły kilka białych prostych koszul, granatowy sweter, białą bluzę. Ostatecznie w szkole są „zasady” – tak przynajmniej mówiono, gdy dziewczyna składała podanie o przyjęcie. Szkoła w teorii wymaga schludnego, szkolnego stroju w trzech kolorach: białym, granatowym i niebieskim.

Minęły dwa miesiące nauki. Dziewczyna zaczęła się buntować. Dlaczego? Bo większość koleżanek i kolegów do szkoły ubiera się przedziwnie. Zasadniczo wytworzyły się dwa „ubraniowe” ugrupowania: dzieciaki ubrane w modne i drogie ciuchy oraz dzieciaki ubrane jak na boisko (ale w ciuchy równie drogie). Kolory dowolne.

Ostatnio rodzice dziewczynki zostali wezwani do szkoły. Powód? Dziewczyna przychodzi na lekcje nieodpowiednio ubrana. Nie tak jak inne dzieci (za grzecznie, za elegancko i będzie miała kompleksy). Otóż biała koszula i jeansy (!) zakrywające pośladki to strój zbyt elegancki w szkole. Na szczęście matka dziewczyny, osoba konkretna i odpowiedzialna, obdarzona zdrowym rozsądkiem, wytłumaczyła wychowawczyni, że za godny ubiór dziecka odpowiadają rodzice. I to rodzice decydują, czy dziecko będzie przychodzić na lekcje ubrane klasycznie, czy też jak na dyskotekę.

A szkoła powinna dbać o nawyki dzieci dotyczące szkolnego ubioru. Jeśli tego nie robi, nie oznacza to, że dzieci i rodzice powinni się podporządkowywać... brakowi porządku i ubraniowej demolce. Nie wolno „przyklepywać” bylejakości. Pewnie taki przypadek to jednak... przypadek. Pokazuje on wszelako niezbyt fajny trend: zamiast stawiać młodzieży wymagania (łatwe w realizacji), zamiast podnosić poprzeczkę, coraz częściej obniża się ją. Dlaczego? Bo „tak robią wszyscy”. Często używając jednocześnie argumentu: „by dziecko nie miało kompleksów, nie czuło się inne”. Pedagogika to czy raczej warsztaty płynięcia z prądem oraz dostosowywania się do tzw. wszystkich?

Wiem. To pedagogika bylejakości.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Agata Puścikowska

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2006 r. redaktor warszawskiej edycji „Gościa”, a od 2011 dziennikarz działu „Polska”. Autorka felietonowej rubryki „Z mojego okna”. A także kilku wydawnictw książkowych, m.in. „Wojenne siostry”, „Wielokuchnia”, „Siostra na krawędzi”, „I co my z tego mamy?”, „Życia-rysy. Reportaże o ludziach (nie)zwykłych”. Społecznie zajmuje się działalnością pro-life i działalnością na rzecz osób niepełnosprawnych. Interesuje się muzyką Chopina, książkami i podróżami. Jej obszar specjalizacji to zagadnienia społeczne, problemy kobiet, problematyka rodzinna.

Kontakt:
agata.puscikowska@gosc.pl
Więcej artykułów Agaty Puścikowskiej

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także