Nowy numer 44/2020 Archiwum

Zimowe miesiące udręki?

Im dłużej jęczymy, tym się bardziej męczymy. Sami ze sobą oraz z otoczeniem.

Ile razy słyszałam: „Nie cierpię listopada, grudnia, stycznia, lutego i marca”. Ile razy sama powtarzałam: „Na te ciemne wieczory, pluchę i słotę to najchętniej by się uciekło w ciepłe kraje”. No bo i prawda. Rano – ciemno. Wstawać się nie chce. Deszcz leje. Ślisko. Wieczorem, czy raczej popołudniem, ciemno się szybko robi. Zimno, nieprzyjemnie, dżdży. I depresyjka jesienno-zimowa w natarciu. A że jesienno-zimowych malkontentów więcej, to zimową porą Polska staje się krajem pojękujących i smutnych oczekiwaczy ciepła i wiosny. I można by się do tego stanu przyzwyczaić. Gdyby nie dwa konkretne fakty, ustawiające do pionu wszystkie jęczydusze.

Po pierwsze jęcząca postawa jest szkodliwa na cerę, paznokcie, a także zdrowy rozsądek. Im dłużej jęczymy, tym się bardziej męczymy. Sami ze sobą oraz z otoczeniem. A po drugie – cała ta jesienno-zimowa jęczliwość mało ma z chrześcijaństwa. Bo ostatecznie chrześcijanin to cieszyć się powinien, a przynajmniej nie rozpaczać z powodu byle deszczu czy pluchy. Co więc robić? Każdy, komu sezon jesienno-zimowy dokucza, może sam sobie wypracować sposoby na osłodę kryzysowego czasu. Bo jakby się tak przyjrzeć wszystkim miesiącom, które już niedługo nastąpią, sporo w nich także radości. Sporo czasu, którym można się dzielić i który pozwoli zmienić optykę.

Z szarej i ponurej na… jasną i radosną, rodzinną i przyjacielską. Mimo szarości za oknem. Listopad? Urodziny Jaśka. No jak się nie cieszyć urodzinami szalonego dwulatka? Grudzień? Oczywiście Boże Narodzenie, a wcześniej radosny czas Adwentu i Rorat (chociaż wczesne wstawanie jest dość trudne, to jednak warto). Styczeń? Tutaj mam najgorzej, bo zimne toto i długie. Ale da się przeżyć radośnie, bo przecież już niedługo luty! I ferie, i narty. A nawet imieniny pewnej solenizantki. W końcu marzec, czyli marcowo-garncowa obietnica wiosny i ciepłych dni.

Nadal nie przekonałam? A sympatyczne wieczory przy herbatce z sokiem malinowym i z dobrą książką? A swojskie ciasto do tego? A spotkania przy pieśniach patriotycznych w listopadzie? Lub też spotkania kolędowe z przyjaciółmi tuż po Nowym Roku? Nie śpiewacie? To zacznijcie! Naprawdę ciepło się na sercu robi i zaczyna doceniać i chłód, i ciemne, długie wieczory. Ostatecznie przecież po coś one są. Gdy na zewnątrz plucha i zimno – tylko w domach jasno i cieplutko. Na szczęście.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Agata Puścikowska

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2006 r. redaktor warszawskiej edycji „Gościa”, a od 2011 dziennikarz działu „Polska”. Autorka felietonowej rubryki „Z mojego okna”. A także kilku wydawnictw książkowych, m.in. „Wojenne siostry”, „Wielokuchnia”, „Siostra na krawędzi”, „I co my z tego mamy?”, „Życia-rysy. Reportaże o ludziach (nie)zwykłych”. Społecznie zajmuje się działalnością pro-life i działalnością na rzecz osób niepełnosprawnych. Interesuje się muzyką Chopina, książkami i podróżami. Jej obszar specjalizacji to zagadnienia społeczne, problemy kobiet, problematyka rodzinna.

Kontakt:
agata.puscikowska@gosc.pl
Więcej artykułów Agaty Puścikowskiej

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także