Nowy numer 44/2020 Archiwum

Pierwszy taki Sejm III RP

Wybory parlamentarne. Prawo i Sprawiedliwość może rządzić samodzielnie.
Ma większość zarówno w Sejmie, jak i w Senacie. Tak 25 października zadecydowali wyborcy.

Żadnej partii po 1989 roku nie udało się tworzyć rządu bez konieczności szukania koalicjanta. PiS jest pierwszym ugrupowaniem, które uzyskało tak silny mandat. Ale nowy Sejm wyłoniony w tych wyborach będzie wyjątkowy jeszcze z jednego powodu: zabraknie w nim przedstawicieli zadeklarowanej lewicy. SLD, Twój Ruch i UP startując ze wspólnej listy, podniosły sobie poprzeczkę do 8 procent. Dla Zjednoczonej Lewicy okazał się to pułap nieosiągalny. Niewiele brakło, by po raz pierwszy w parlamencie zabrakło także PSL. Ludowcy przekroczyli próg dosłownie o włos.
Platforma Obywatelska przegrała wybory bardzo wyraźnie.

Partia rządząca do ostatniej chwili trzymała ostry kurs straszenia wyborców republiką wyznaniową pod rządami PiS. Jeszcze w przedwyborczy piątek Ewa Kopacz ostrzegała: „Myślę, że znacie stolicę, w której na wieść o sondażach, niekoniecznie najlepszych (dla nas), już mrożą szampana”. 
Dopiero w niedzielny wieczór, po ogłoszeniu wyników badania exit pool, nastąpiło złagodzenie tonu. Pojawiły się głosy o tym, że w demokracji zmiana partii sprawującej władzę jest po 8 latach czymś naturalnym. Ze strony sztabu wyborczego i kierownictwa PO zabrakło jednak samokrytyki za pełną złych emocji kampanię. Przeciwnie, Tomasz Siemoniak uznał w rozmowie radiowej, że „styl, w jakim Ewa Kopacz prowadziła kampanię, zrobił ogromne wrażenie na wszystkich”. Stwierdził też, że liderka ma wciąż mocną pozycję w partii.
To jednak zaklinanie rzeczywistości. PO wygrała tylko na Pomorzu, a przegrała w 10 regionach, gdzie cztery lata temu miała wyraźną przewagę. Przede wszystkim jednak straciła rząd dusz w grupach społecznych, w których przez ostatnią dekadę miała niemal bezwarunkowe poparcie. PiS przekonało do siebie nawet „młodych, wykształconych z dużych ośrodków”, a przynajmniej większość z nich. Lista nr 1 wygrała we wszystkich przedziałach wiekowych, na wsi oraz w miastach: małych, średnich i tych największych. W dodatku PO nie ma optymistycznych perspektyw na przyszłość, bo w grupie najmłodszych wyborców przegrała nie tylko z PiS, ale także partiami Kukiza i Korwina. Platforma oddała konkurencji nawet swoje nigdy nie zdobyte twierdze: Wrocław czy Kraków. 
Zapewne jeszcze długo toczyć się będzie wewnątrz partii dyskusja na temat przyczyn porażki PO. Niewątpliwie swój ciężar gatunkowy miał styl, w jakim ekipa rządząca żegnała się z wyborcami. Ostatnią decyzją, jaką przed ciszą wyborczą podjęła premier Ewa Kopacz, było odwołanie Moniki Zbrojewskiej z funkcji wiceministra sprawiedliwości. W piątek przed wyborami trafiła ona do izby wytrzeźwień w Łodzi po tym, jak prowadziła samochód po pijanemu.
Zmiana warty we władzach przegrywającej partii jest raczej nieunikniona. Wybór nowego lidera może być pochodną tego, jaki kurs wybierze najsilniejsza partia opozycyjna: przełom czy kontynuację dotychczasowej linii. Powrót do centrum czy trwałe wejście w buty lewicy, której rolę może teraz zechcieć pełnić w nowym Sejmie. 
Próbując oszukać czas i wyborców, politycy SLD i jego satelici w ostatnich miesiącach gorączkowo zmieniali szyldy i liderów. Ostatecznie spotkał ich podobny los jak blok „Ojczyzna” w 1993 roku. Mimo że wtedy głosowało na koalicję prawicowych partii blisko milion osób, nie weszła ona do Sejmu, bo do pokonania progu zabrakło jej niecałe 0,5 procent. Te głosy odebrały starym wyjadaczom „młode wilki” lewicy z Partii Razem. Nie jest jednak wcale powiedziane, że postkomunistów uratowałoby pozostanie przy szyldzie SLD. Medialny obraz nastrojów społecznych prezentowany przez ostatnie lata okazał się bowiem mocno zafałszowany. Okazało się, że przeciętny polski wyborca, niezależnie od miejsca zamieszkania, wieku i wykształcenia, ma dziś poglądy na prawo od centrum. 
W efekcie werdyktu wyborców oskarżany o radykalizm PiS może okazać się siłą umiarkowaną. Wiele wskazuje na to, że w Sejmie partia Jarosława Kaczyńskiego będzie miała prawicową konkurencję, bo swoje koło zapewne utworzą posłowie Ruchu Narodowego, którzy dostali się tu z listy Kukiz’15. Nie można też wykluczyć podobnego ruchu ze strony ugrupowań Jarosława Gowina i Zbigniewa Ziobry.
Nowy parlament wygląda jednak na stabilny. Ma silną większość i mocną opozycję. Nie wiadomo tylko, na ile trwałe okażą się stworzone specjalnie na wybory nowe formacje. W ławach pojawi się wiele nowych twarzy, niektóre z piękną kartą – jak Kornel Morawiecki, lider i legenda „Solidarności Walczącej”, inne z mniej chlubną, jak skandalista Piotr „Liroy” Marzec (co ciekawe, obaj reprezentować będą ruch Kukiza) 
Po raz pierwszy po 1989 jedna partia skupiła w swych rękach wszystko – alarmowali komentatorzy po ogłoszeniu wyników exit pool. Brzmi efektownie, ale prawda jest taka, że PiS jeszcze długo nie będzie miało w Polsce pełni realnej władzy. Przez 8 lat koalicja PO–PSL obsadziła bowiem swoimi ludźmi wszystkie instytucje w państwie. Do tego dochodzą elektroniczne media, także publiczne, mniej lub bardziej otwarcie sprzyjające odchodzącej ekipie. A zatem wiele jeszcze wody w Wiśle upłynie, nim Prawo i Sprawiedliwość faktycznie przejmie kontrolę nad państwem, by zacząć je zmieniać. A oczekiwania na dobrą zmianę są – jak pokazała trwająca praktycznie cały rok kampania – w społeczeństwie ogromne.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama