Nowy numer 43/2020 Archiwum

Zadbać 
o więź

O miłości małżeńskiej, w której odbija się miłość Boga, z o. Ksawerym Knotzem rozmawia Agata Puścikowska


Agata Puścikowska: Napisał Ojciec książkę o duchowości małżeńskiej… 


O. Ksawery Knotz: Starałem się, by o misterium, jakim jest miłość małżeńska w kontekście miłości Boskiej, napisać możliwie najprostszym językiem. Tak, by była przystępna dla wszystkich: teologów, księży, duszpasterzy, ale przede wszystkim dla małżonków. 


A mimo to nie jest prosto przebrnąć przez wszystkie wywody. Od miłości, również fizycznej, mężczyzny i kobiety do miłości Chrystusa względem Kościoła-Oblubienicy. To nawet się może wydawać nieco... niestosowne.


Jeśli „niestosowne”, to dlatego, że ten wątek Pisma Świętego jest nieznany i nie kojarzymy miłości Boga z miłością małżeńską. Kościół przez wiele wieków bał się mówić, że w miłości małżeńskiej, pełnej miłości, odbija się obecność Pana Boga. Bóg jest w niej realnie obecny. I dopiero Jan Paweł II to wyraźnie wyartykułował. Trójca Święta objawia się w małżeństwie, a Bóg stworzył małżeństwo na swój obraz. Jeśli się tej prawdy nie przyjmuje, nie postrzega z wiarą swojego małżeństwa, to miłość przeżywa się tylko po ludzku. Natomiast jeśli będziemy świadomi głębszej tajemnicy związanej z sakramentem małżeństwa w naszym życiu, odsłoni nam się głębsza rzeczywistość, związana właśnie z obecnością Pana Boga między małżonkami. 


Przepiękne. Ale kto aż tak postrzega sakrament małżeństwa?


Pewnie by się pani zdziwiła, jak wiele małżeństw szuka, próbuje odkryć i zrozumieć tajemnicę obecności Boga w swoim związku. Nawet po wielu latach małżeństwa. Dlatego zgłaszają się na rekolekcje, dlatego przyjeżdżają i pytają. Chcą na nowo zaprosić Jezusa do swojego małżeństwa. 


A przy okazji dowiedzieć się, „co wolno, a czego nie”?


Tak naprawdę jeśli odkryje się duchowość małżeńską, sens budowania więzi, i zrozumie się wartość ludzkiego ciała, niknie niepokój często obecny w tych pytaniach. Znając dobro, by wzrastać w miłości, także wyrażanej przez seksualność małżonków, nie potrzeba już pytań, „co jest grzechem, a co nie”. Piękno ludzkiej miłości jest wyzwalające i pochodzi wprost od Boga. Więc jeśli będziemy postrzegać je jako dar od Niego, wzajemny dar od siebie samych, wiele „technicznych” problemów przestanie istnieć. Małżonkowie poradzą sobie z nimi sami, bez terapeuty.


Zawsze?


Zawsze nie, bo na życie małżeńskie, również sferę erotyczną, ma wpływ wiele czynników. Choćby dzieciństwo i atmosfera domu rodzinnego, doświadczenia młodości i wiele innych. Natomiast małżonkom naprawdę pragnącym jedności między sobą i jedności w Bogu po prostu łatwiej pokonywać pewne trudności. I zwykle łatwiej przebiega ewentualna terapia.


Ciągle mówimy, również w kontekście synodu, o kryzysie rodziny. Jaka jest jego przyczyna?


Chociażby to, że zamiast „dbać o rodzinę, wspierać rodzinę”, powinno się realnie wspierać... małżeństwo! Chciałbym, aby przestano wciąż mówić o rodzinie (pojęcie szersze, które często się rozmywa), a zaczęto przejmować się małżeństwem. To małżeństwo potrzebuje uwagi, pomocy, formacji ciągłej. Jeśli zadbamy o męża i żonę, wcześniej narzeczonych, do tzw. kryzysu rodziny nie dojdzie, bo małżonkowie będą potrafili zadbać o siebie i dobrze wychować dzieci, przyszłość Kościoła. Jeśli ludzie generalnie nie znają Chrystusa, to trzeba zrobić wszystko, by na nowo weszli do Kościoła, z którym Chrystus jest nierozerwalnie związany. Wtedy, trwając w małżeństwie, odkryją nowe wymiary miłości. I jeśli będą blisko Chrystusa, wybór życia takiego, jaki Kościół proponuje, nie będzie wydawał się heroizmem. 


« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama