Nowy numer 44/2020 Archiwum

Jak samoloty

Stoją pod nieustannym ostrzałem. Na pierwszej linii ognia. Postaraj się więc, by poczuli modlitewny oddech na swych plecach.


To prawda. Są jak samoloty. Nie zwracamy na nie uwagi, dopóki lecą. Ot, widzi się czasami jakiś punkcik znikający między chmurami. W chwili gdy piszę ten tekst, nad głowami Europejczyków przelatuje właśnie ponad 1600 maszyn. Dopiero gdy jedna z nich spadnie, media huczą od plotek, a wrak ląduje na okładkach kilku tygodników naraz. Zerknąłem na ranking najpopularniejszych świętych, by zbadać, dlaczego z uporem zdartej płyty powtarzali: módlcie się za kapłanów…


To moje perły


Najpopularniejsza polska święta – s. Faustyna Kowalska – wielokrotnie w swym „Dzienniczku” pisała o konieczności modlitwy za księży.

24 listopada 1935 roku w czasie adoracji Najświętszego Sakramentu usłyszała wyraźny głos Jezusa: „Oddaję ci w opiekę dwie perły drogocenne sercu mojemu: a nimi są dusze kapłanów i dusze zakonne, za nich szczególnie modlić się będziesz, ich moc będzie w wyniszczeniu waszym”. „Modlitwy, posty, umartwienia, prace i wszystkie cierpienia łączyć będziesz z modlitwą, postem, umartwieniem, pracą, cierpieniem moim, a wtenczas będą miały moc przed Ojcem moim” – podpowiadał mistyczce sam Jezus. 


17 grudnia 1936 roku notowała: „Dzisiejszy dzień ofiarowałam za kapłanów. W dniu tym więcej cierpiałam niż kiedykolwiek: i wewnętrznie, i zewnętrznie”.
Jaką formę modlitewnego szturmu proponowała? Oczywiście Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Czytam zapiski Faustyny z 22 maja 1937 i dostrzegam, jak wielki oręż został nam podarowany. Tego dnia słońce prażyło niemiłosiernie. Mistyczka notowała: „Dziś jest tak wielki upał, że trudno do wytrzymania, pragniemy deszczu, a jednak nie pada. Od kilku dni deszcz nie może padać. Kiedy spojrzałam na te rośliny spragnione deszczu, litość mnie ogarnęła i postanowiłam sobie odmawiać tę koroneczkę tak długo, aż Bóg spuści deszcz. Po podwieczorku niebo się okryło chmurami i spadł rzęsisty deszcz na ziemię. I dał mi Pan poznać, że przez tę modlitwę wszystko uprosić można” (Dz., 1128).


Faustyna była prostą, twardo stąpającą po ziemi dziewczyną ze Świnic Warckich i jeśli pisała, że „przez tę Koronkę wszystko uprosić można”, wiedziała, co mówi. Nie szukała metafor. „Kapłani będą ją podawać grzesznikom jako ostatnią deskę ratunku – usłyszała kiedyś zdumiewające wyznanie. – Chociażby był grzesznik najzatwardzialszy, jeżeli raz tylko zmówi tę koronkę, dostąpi łask z nieskończonego miłosierdzia Mojego”. I była wierna tym słowom. Nieraz doświadczyła na własnej skórze, że modlitwa o świętość kapłanów natrafia w sferze duchowej na „gigantyczny opór materii”. Nic dziwnego.

– Pamiętam, jak kiedyś w czasie modlitwy uwolnienia demon zaczął wrzeszczeć: „Nienawidzę was, kapłanów. Jesteście tak bardzo podobni do Niego!” – wspomina s. Gertruda, przełożona klasztoru służebnic Bożego Miłosierdzia w Rybnie. – Innym razem, przyparty do muru, zawył: „Macie potężny arsenał”. – Jaki? – spytał kapłan. Zły duch nie chciał odpowiedzieć. – O jakiej broni mówisz? – pytał dalej w imieniu Jezusa egzorcysta. Demon wskazał na jego dłonie. 
– Dlaczego demona tak drażnią ręce kapłana? – Bo te ręce błogosławią, rozdają Komunię św., udzielają sakramentów – wyjaśnia ks. Jarosław Międzybrodzki, proboszcz z Rudy Śląskiej-Goduli. – Wielokrotnie słyszałem w czasie egzorcyzmów, gdy nakładałem na ludzi ręce: „Zabierz je, parzy! One płoną”. Sam niczego nie czułem. W czasie udzielania święceń kapłańskich jest specjalny rytuał namaszczenia rąk. 


Tajemnica jedzie busem



O tajemnicy kapłaństwa w nieszablonowy sposób opowiadał dominikanin o. Joachim Badeni: – Tam, gdzie jest kapłan, tam jest też tajemnica Boga. Jeśli jedzie tramwajem, tajemnica Boga też nim jedzie. Jeśli autobusem, i ona jest w autobusie. Kapłan musi mieć świadomość posiadania tajemnicy, straszliwej właściwie tajemnicy dotyczącej ciała Boga. Tego sobie nie można wyobrazić, że Jaś Kowalski ma władzę nad ciałem Boga. 


– To prawda. Jezus zostawił uczniom trzy nakazy: głoście, uwalniajcie od demonów i uzdrawiajcie – opowiada ks. Przemysław Sawa, szef Szkoły Nowej Ewangelizacji w Bielsku-Białej. – Więc głosimy, ale częściej raczej prawo i moralność niż kerygmat. Uwalnianie (mówię to jako diecezjalny egzorcysta) w zasadzie w duszpasterstwie nie istnieje, a uzdrawianie kojarzy nam się z odwiedzinami ludzi w czasie dnia chorego. A to nie wystarcza. To musi być Ewangelia głoszona z mocą. A skoro sam Bóg zapewnia, że będzie potwierdzał nasze nauczanie znakami, dlaczego nie mielibyśmy zaryzykować? „Ewangelię trzeba zrozumieć” – mawiają niektórzy księża. A ja dopowiadam: Ewangelię trzeba przeżyć. Na własnej skórze.
„Będę kradła… Dużo rzeczy w niebie zniknie, bo je wam przyniosę… Będę małą złodziejką, będę brała wszystko, co mi się będzie podobało” – to szokujące wyznanie św. Teresy z Lisieux. Teresa Martin już przestępując próg Karmelu, miała dwa solidne postanowienia.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także