Nowy numer 42/2020 Archiwum

Znak na bazylice św. Piotra

Kanonizacja Ludwika i Zelii Martin w trakcie synodu o małżeństwie i rodzinie przypomina, co jest najważniejsze: małżeństwo jest wspólną drogą do nieba.

Mszę świętą pod przewodnictwem papieża Franciszka koncelebrowali ojcowie synodalni. Na placu św. Piotra zgromadziły się tłumy wiernych. Na bazylice św. Piotra zwisł obraz kanonizacyjny małżonków Ludwika i Zelii Martin, rodziców małej Tereski, świętej ukochanej przez tak wielu ludzi na całym świecie. Czworo ich dzieci zmarło w młodym wieku, pięć córek poszło drogą powołania zakonnego. Św. Teresa pisała: „dobry Bóg dał mi ojca i matkę bardziej godnych nieba niż ziemi”. I w innym miejscu: „niezrównani rodzice; godni nieba; ziemia święta; przesiąknięci wonią dziewictwa”. Papież Franciszek powiedział w homilii: „Święci małżonkowie z domu Guérin świadczyli posługę chrześcijańską w rodzinie chrześcijańskiej, budując dzień po dniu środowisko pełne wiary i miłości. W tym klimacie zrodziły się powołania ich córek, w tym św. Teresy od Dzieciątka Jezus”.

Chcę powiedzieć dwie rzeczy. Po pierwsze, wspólna kanonizacja małżonków, rodziców wielodzietnej rodziny, jest genialnym pomysłem. To wspaniały, czytelny sygnał dla synodu, dla Kościoła i świata. Nie martwmy się tak bardzo sporami czy dyskusjami ojców synodalnych. Ostatecznie w małżeństwie chodzi o świętość, o to, że Bóg musi być pierwszy. Inaczej ani w małżeństwie, ani w żadnym innym powołaniu w życiu nic się nie uda. Prawdziwym domem człowieka jest niebo. Jesteśmy z Boga i do Boga idziemy. Małżeństwo jest drogą, która poprzez ludzką miłość (we wszystkich jej aspektach) prowadzi małżonków ku Miłości Bożej. Dlatego sakrament małżeństwa, dlatego „co Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela”. Ta święta para małżonków poprowadzi dzieło synodu w dobrą stronę. Tak odczytuję ten znak kanonizacji.

I druga rzecz. Ojcze Święty, prosisz tak często o szczerość. O to by nie szemrać za plecami, nie plotkować, ale mówić wprost. Więc szczerze. Mam poczucie niedosytu. Myślę sobie, że ta pierwsza w historii Kościoła wspólna kanonizacja małżonków nie musiała być połączona z kanonizacją duchownego i zakonnicy (z całym szacunkiem dla nich!). Małżonkowie zasłużyli, choćby z powodu tego, że są pierwsi i że jest synod, aby być wyniesieni na ołtarze osobno, tylko we dwoje. Te dwa piękne zdania w homilii o nich, w kontekście trwającego synodu rozbudziły głód, pragnienie, aby… usłyszeć więcej. Ich życie jest przecież tak cudownym przykładem, który stałby się promykiem światła i rozproszył nieco tę aurę zamieszania, o której mówią wprost ojcowie synodalni. Ufam, że kanonizacyjny portret pozostanie na Bazylice św. Piotra do końca synodu jako wymowny znak. Tego, że chodzi o świętość. Wszak tylko to się liczy, by dostać się do nieba.

Sięgam na pociechę do homilii kard. Martinsa podczas beatyfikacji w 2008 r.:

Małżeństwo jest jednym z najbardziej nobliwych i wzniosłych powołań. Ludwik i Zelia zrozumieli, że mogli się uświęcić nie tyle pomimo swego małżeństwa, ale na drodze małżeństwa, w małżeństwie i dzięki niemu i że ich zaślubiny powinny stać się wspólnym punktem wyjścia we wspólnej drodze do świętości.

Ludwik i Zelia pokornie kroczyli wraz z Bogiem, poszukując słowa Pana. Panie, Mistrzu, powiedz nam swoje słowo, co Ty o tym sądzisz? Oni szukali słowa mistrza, Jego woli, Jego opinii w danych sprawach, byli spragnieni tego słowa. Kochali tę wolę Pana. Dostosowywali się do tego zdania, do woli Mistrza bez uskarżania się. By być pewnym prawdziwej woli Bożej, zwracali się do Kościoła, eksperta od dobra człowieka, podporządkowując wszystkie aspekty swego życia nauczaniu Kościoła. 
Pani Martin mawiała często: „Bóg jest Panem, Mistrzem, więc czyni co chce”. Pan Martin zaś jakby w echu, często mawiał: „Bóg, pierwszy któremu służę”. 
Ludwik i Zelia są darem dla małżonków w każdym wieku przez ich wzajemny szacunek, wzajemne uznanie, wspólną harmonię w której żyli 19 lat. Zelia pisała do Ludwika: „Nie mogę już żyć bez ciebie, mój drogi Ludwiku”. A on jej odpowiadał: „jestem twoim mężem i przyjacielem, który cię kocha na całe życie”.

Ludwik i Zelia są darem dla rodziców. Słudzy miłości i życia, wydali na świat liczne potomstwo, dzieci dla Pana.

Ludwik i Zelia są darem dla tych, którzy stracili swojego współmałżonka. Wdowieństwo jest zawsze stanem trudnym do zaakceptowania. Ludwik przeżył stratę swojej żony z wiarą i hojnością, przedkładając nad swe dobra osobiste, dobro swoich dzieci.

Ludwik i Zelia są darem dla wszystkich, którzy napotykają choroby i śmierć w swoim życiu. Zelia zmarła na raka, Ludwik zakończył swój ziemski żywot z chorobą - arteriosklerozą tętnic mózgowych. W naszym świecie, który próbuje ukryć śmierć, błogosławieni uczą nas spojrzeć śmierci prosto w oczy i zdać się na Boga.
Dziękuję Bogu, w tym 82 Światowym dniu misyjnym, ponieważ Ludwik i Zelia są przykładem wyjątkowym rodziny wrażliwej na dzieła misyjne. Oto racja, dla której Ojciec Święty pragnął, by ta beatyfikacja odbyła się w tym dniu, tak drogim dla całego Kościoła Powszechnego, jak również, by zjednoczyć rodziców, mistrzów Ludwika i Zelię z ich córką Teresą, która stała się Patronką Misji i Doktorem Kościoła.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama