Nowy numer 43/2020 Archiwum

Dokąd zmierza synod?

Synod osiąga właśnie półmetek. Od środy (14.10) rozpoczyna się debata wokół trzeciej części Instrumentum Laboris, w którym są konkretne duszpasterskie propozycje, także te najbardziej kontrowersyjne. Temperatura może wzrosnąć.

Dokąd zmierza synod?   Biskupi pytani o odczucia po dotychczasowych obradach odpowiadają „rozgrzewka”, „rozpoznanie terenu”. W środę zostaną zaprezentowane wyniki prac w 13 małych grupach synodalnych. Po południu ruszy debata nad trzecią częścią Instrumentum Laboris, w której znajdują się wnioski duszpasterskie. Są tam także propozycje budzące najwięcej kontrowersji m.in. komunii dla osób po rozwodzie żyjących w kolejnych związkach. Można się spodziewać bardziej gorącej debaty.

O. Lombardi komentując sprawę listu napisanego przez kilkunastu kardynałów do papieża (krytykującego skład komisji, która ma redagować raport końcowy) prosił dziennikarzy, by nie podgrzewać tego typu sensacji, ale skupić się na obserwowaniu „synodalnej pielgrzymki”. Ten motyw często się pojawia – synod to proces, droga, wędrówka. Ów proces trwa już co najmniej od poprzedniego synodu (a właściwie od konsystorza w lutym 2014, na którym mowę programową wygłosił kard. Kasper). Nie bardzo jednak wiadomo, dokąd ta droga zmierza? Być może tak to właśnie ma być. Papież Franciszek często powtarza, że trzeba być otwartym na Boże niespodzianki. Więc trwamy w oczekiwaniu, ale i niepokoju.

Od dwóch dni wsłuchuję się w głosy około-synodalne. „Około”, bo nie wiem, jak to rzeczywiście wygląda od środka. Dostęp do informacji jest mniejszy niż rok temu. A znacznie mniejszy niż na synodzie poświęconym nowej ewangelizacji w 2012 roku (teksty wystąpień ojców były wtedy dostępne, teraz nie są). Biskupom powiedziano, że mogą mówić do mediów to, co uważają za stosowne. Okazało się jednak, że nie wszystko za stosowne uważa sekretariat synodu. Pojawiły się pewne upomnienia. Ale biskupi nadal piszą blogi, udzielają wywiadów. I dzięki Bogu, że tak jest. Trudno by było inaczej. Ten synod przyciągnął uwagę świata, wierzących i niewierzących. Papież Franciszek jest postacią bardzo medialną. Ludzie interesują się bardziej życiem Kościoła. Więc warto to pozytywnie wykorzystać. Głosić to, co jako Kościół mamy do powiedzenia. Jaki przekaz dociera do świata?

Dwóch biskupów polskiego pochodzenia, ale pracujących poza Polską opowiadało, że zaczepiła ich na ulicy kobieta, Chorwatka, matka 4 dzieci. Widząc, że są biskupami uczestniczącymi w synodzie powiedziała „chcę posłać dzieci do szkoły katolickiej, ale czy biskupi nie zmienią na synodzie nauki katolickiej?”. Pytała o to z niepokojem. To symboliczny, moim zdaniem, obraz. Synodalna droga nie toczy się w próżni. W Kościele narasta jakiś rodzaj niepewności. Być może nie ma w tym nic dziwnego. Kościół musi przechodzić przez tego typu doświadczenia, aby narodziło się coś nowego. Duch Święty dba zarówno o ciągłość, jak i odnowę Kościoła.

Póki co mamy więcej pytań niż odpowiedzi. Abp Mark Coleridge z Australii stwierdził w wywiadzie opublikowanym na swoim blogu: „Po pierwszym tygodniu synodu, sądzę, że mamy wielkie poczucie niepewności co do tego, dokąd to wszystko zmierza. Mieści się w tym także poczucie zamętu co do samego procesu, ponieważ byłem na wcześniejszym synodzie na temat Słowa Bożego i wtedy ów proces był bardziej jasny i dobrze prowadzony. Teraz mam poczucie nie tyle chaosu, co zamieszania. Trudno zrozumieć, jakie mamy zadanie, dlatego trudno dobrać właściwą metodę. Więc we mnie i w innych, chyba w wielu z nas, narasta poczucie niepewności co do nowych zasad”. Abp Coleridge zastrzega, że nie dopatruje się w tym żadnych spisków czy złej woli. Ale tak po prostu jest.

Instrumentum Laboris (owoce poprzedniego synodu, plus rezultaty ankiet, plus praca zespołu redakcyjnego – tego samego, który był krytykowany za stronniczą redakcję dokumentów przy poprzednim synodzie) okazał się dokumentem słabym. Zamiast pomagać, raczej przeszkadza w „synodalnej drodze”. Brakuje w nim solidnej teologii. Jest nastawianie socjologiczne, europocentryczne, pojęciowy chaos. Ojcowie do pierwszego rozdziału zgłosili 473 modi (poprawki, wnioski). Kto zdoła to zredagować w całość (to dopiero pierwszy rozdział, najkrótszy)?

Nie jest pewne, czy w ogóle powstanie dokument końcowy. Czy zostanie przegłosowane, czy papież zezwoli na publikację. Nie wiadomo, czy ojciec święty zdecyduje się na adhortację (z sekretariatu synodu poszedł sygnał, że to jest wątpliwe). Raczej nie powstania odezwa do świata. Co więc będzie owocem synodu?

Raz jeszcze abp Coleridge: „Coraz bardziej jasne jest dla mnie, i myślę, że dla nas wszystkich, że do 25 października nie skończymy tej pracy. To będzie kolejny krok w tej wędrówce. Jest jasne, że Rok Miłosierdzia, w zamyśle papieża, będzie częścią synodalnego procesu. Będzie więc kontynuacja, ale w sposób trudny do przewidzenia”. 

Duch Święty nas poprowadzi, to powtarzają ojcowie synodalni. W Nim nadzieja. To prawda.

Dokąd zmierza synod?   Od środy 14 października synod wchodzi w kolejną fazę. Będą dyskutowane propozycje duszpasterskie, także te kontrowersyjne Henryk Przondziono /Foto Gość

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama