Nowy numer 43/2020 Archiwum

Andrzej Duda na celowniku

Prezydent od początku stawiał sobie za cel wzmacnianie polskiej wspólnoty. Na razie nie ma do tego sprzyjającego klimatu. Zwłaszcza w mediach.

Andrzej Duda od momentu zaprzysiężenia przyjmowany jest entuzjastycznie, bez względu na to, czy odwiedza polską prowincję, czy emigracyjne skupiska Polonii. Tygodnik „Polityka” poświęcił nawet okładkę narodzinom swoistego „kultu Dudy”.

O owocach jego podróży zagranicznych także polityczni rywale wyrażają się ciepło. Fenomenu popularności prezydenta RP zdają się nie dostrzegać jedynie najważniejsze media. Wyczulone są za to na każdą plotkę i złośliwą publikację, która go dotyczy. Choć czas jest gorący, znajdują miejsce w serwisach, by owe publikacje nagłaśniać, brakuje natomiast w studiach telewizyjnych miejsca dla prezydenckich ministrów.

Zaczęło się 6 sierpnia. Sposób relacjonowania na kanale informacyjnym TVP całego dnia związanego z obejmowaniem urzędu przez Andrzeja Dudę zawierał już w pigułce wszystko to, z czym w kolejnych tygodniach mieliśmy do czynienia. Do recenzowania na gorąco prezydenckiego orędzia wybrano Janusza Palikota, do minimum udało się sprowadzić w obrazie i dźwięku spontaniczność, z jaką ludzie witali Andrzeja Dudę. Nie pokazano uroczystej Mszy św. inauguracyjnej, nie transmitowano na żywo przesłania abp. Stanisława Gądeckiego i abp. Wojciecha Polaka, za to wydarzeniem popołudnia uczyniono Mszę w intencji Bronisława Komorowskiego z kontrowersyjnymi przeprosinami.

Polityka informacyjna wobec nowego prezydenta sprowadza się do czterech punktów. Po pierwsze: tonować znamiona jego popularności, w myśl zasady „przyjdzie dużo, a pokazać trzeba mało”. Po drugie: z wypowiedzi A. Dudy należy wybierać elementy kontrowersyjne. Po trzecie: tylko wokół nich budować informacje i zbierać komentarze. Po czwarte: powaga prezydenta musi być zrównoważona niepochlebnymi informacjami na jego temat.

Co ciekawe, ów schemat jest realizowany praktycznie we wszystkich stacjach, tak jakby uchodził za wzorzec dziennikarskiego obiektywizmu.

Czy przyzna się do Polski?

Główne przesłanie pierwszej zagranicznej wizyty prezydenta w Estonii (w rocznicę paktu Ribbentrop–Mołotow) brzmiało: „Nie ma pokoju na świecie bez poszanowania prawa międzynarodowego”. Brzmiało, ale nie wybrzmiało, bo media – zgodnie z pkt. 2 – uznały, że A. Duda poleciał do Tallinna, by domagać się zmiany formatu rozmów w sprawie Ukrainy, choć wątek ten pojawił się jedynie w odpowiedzi na jedno z pytań dziennikarzy. Prezydent Poroszenko zapytany, co o tym sądzi, powiedział, że zmiany formatu nie potrzebuje i w TVN24 można było poinformować o „fiasku koncepcji Dudy”. Podobnie, tylko bardziej, obsłużono wizytę głowy państwa w Londynie. Widzowie serwisów informacyjnych mogli odnieść wrażenie, że prezydent poleciał tam, by zniechęcić Polaków do powrotu do kraju. „Duda: Nie wracajcie” – krzyczał także wielki tytuł w „Gazecie Wyborczej”. Równie dobrze można było oczywiście na czołówkę wrzucić inne wypowiedziane tam słowa: „Uczynię wszystko, aby do Polski chciało się wracać” (tak zrobiła m.in. TV Republika). I bardziej oddawałyby one sens przesłania A. Dudy do Polonii. Ten przypadek doskonale pokazuje, jak można manipulować wyrywaniem zdań z kontekstu i narzucać odbiorcom taką, a nie inną interpretację wydarzenia.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama