Nowy numer 44/2020 Archiwum

Fabryka nadziei

Na VIII Światowym Spotkaniu Rodzin 
w Filadelfii ponad milion osób pokazało, że w rodzinie Bóg daje szczęście. Nawet jeśli często jest pod górkę…


Benjamin Franklin Park-
way w Filadelfii zwana jest amerykańską Champs-Elysées. Strzelistym wieżowcom i ciężkim budynkom tutejszej Art Gallery lekkości przydaje soczysta zieleń trawników, gęsto posadzonych drzew i fontanny. 
26 września na spotkaniu z papieżem Franciszkiem zmieściło się tu ponad milion osób. – Całe pokolenia, wielodzietne rodziny: dzieci, nawet niemowlaki, jak nasz wnuczek Jaś, ale i nastolatki, dziadkowie. Ten widok aż zapierał dech w piersiach – relacjonuje Aldona Wiśniewska, która z całą rodziną pojechała za ocean na ten wielki festiwal rodzin. – To były dla nas rekolekcje. Okazja, by podzielić się sobą. Ale i zobaczyliśmy świat, którym mało interesują się media. 
W głosie wielu amerykańskich komentatorów, którzy relacjonowali Msze i spotkanie rodzin z papieżem Franciszkiem na żywo, wybrzmiewał ton zaskoczenia, że w jednym miejscu skumulował się taki entuzjazm wielu pokoleń. Że obraz rozwodzących się i walczących małżeństw, zniszczonej i ginącej – zdaniem mainstreamu – rodziny nagle runął. – Bogu podoba się to, co tutaj widzi – stwierdził papież. – Bóg lubi pukać do rodzin, do takich jak wy – mówił. – Rodziny zmieniają świat i historię, a sam Kościół istnieje dzięki rodzinie! 


Na Brooklynie


– Pojechaliśmy do Ameryki nie tylko, żeby spotkać innych, papieża, ale dla Jezusa! – powtarzają Aldona i Artur. O Wiśniewskich już pisaliśmy w GN. Tworzą zespół Moja Rodzina. Przed dwoma tygodniami obładowani walizkami, z instrumentami – gitarami, klarnetem, saksofonem, trąbką, skrzypcami – Aldona, Artur, ich pięcioro dzieci, wnuczek, zięć i narzeczona jednego z synów, polecieli do Nowego Jorku. Zanim dotarli do Filadelfii, grali i ewangelizowali w Brooklynie. W polskiej parafii świętych Wojciecha i Stanisława Kostki dawno nie było „takiego rabanu”. – Oddaliśmy się całkowicie do dyspozycji Bogu i On tam działał tak, że sami nie wymyślilibyśmy tego – mówi Aldona.
Wiśniewscy grali więc przez siedem dni, codziennie na kilku Mszach, a potem dzielili się swoim życiem. – Tym, jak budować na skale, jak Boga zapraszamy do naszej rodziny każdego dnia! To On o wszystkim decyduje – mówi Artur.
Ich świadectwo było na tyle silne, że po Mszach nie byli w stanie wyjść z zakrystii, tak oblegali ich ludzie. Polacy i Amerykanie. 
– Wielu dziękowało, ale też zwierzało się nam z intymnych i trudnych przeżyć, mówili o samotności, cierpieniu i bólu, np. wychowywania dzieci w pojedynkę, bo ktoś kogoś opuścił – dodaje Aldona. – Ludzie mówili, że to spotkanie rodzin dodaje im siły. 
Artur: – Ludzi młodych przyciągało to, że nasi synowie mówią jako nastolatki o swojej przygodzie z Bogiem, o tym, jak kochają rodzinę. 
Zanim Wiśniewscy dotarli pociągiem na Benjamin Franklin Parkway w Filadelfii na spotkanie z papieżem, wzięli udział w koncercie dziękczynnym rodzin za Jana Pawła II – ojca tych spotkań. Był też jubileusz 35-lecia Domowego Kościoła za oceanem, obchodzony w polskim kręgu, choć Mszę odprawił kard. Gerhard 
Mueller z Watykanu. I wreszcie Kongres Rodzin. Od początku bowiem istnienia Światowych Spotkań Rodzin (to w USA było ósmym z kolei) rodziny ze 150 krajów świata uczestniczą w warsztatach, słuchają wykładów. Mówiono m.in. o teologii ciała według św. Jana Pawła II, o roli kobiety w rodzinie i społeczeństwie, o seksualności w małżeństwie. Małżonkowie ze 150 krajów świata dzieli się tym, jak wychowują dzieci, mówili, jak radzą sobie z problemami. Było też sporo warsztatów, np. artystycznych. – Genialna rzecz, jak całe rodziny z USA, Kanady, Polski, z Wietnamu, Republiki Dominikańskiej, Nigerii, Meksyku, a nawet Pakistanu wspólnie malowały obrazy lub rzeźbiły. Mimo różnic jesteśmy tacy sami! – śmieje się Aldona. – Razem też pakowaliśmy żywność i dary dla ubogich rodzin. Poznaliśmy wielu ludzi, którzy żyją zachwyceni Bogiem, cieszą się życiem, mimo że nie zawsze jest proste. 


Bóg lubi pukać
do drzwi rodzin


– Wiem, że są w rodzinach trudności. Ale przezwycięża się je miłością. Bo nienawiść czy podział nie pokonuje żadnej trudności. Tylko miłość. Miłość jest świętem, radością, to pójście naprzód – mówił papież Franciszek do rodzin. Był późny wieczór i cała Benjamin Franklin Parkway w Filadelfii tonęła w świetle reflektorów, a potem świec. 
– Musieliśmy tam dotrzeć kilka godzin wcześniej – opowiadają Wiśniewscy. – Tysiące osób szły pieszo kilkanaście kilometrów. Chodziło o to, by odbyć symboliczną pielgrzymkę, dać coś z siebie, jakiś trud. I kiedy dotarliśmy na miejsce, to dopiero się zdziwiliśmy. Na trawnikach amerykańskich Pól Elizejskich siedziały całe pokolenia: od niemowlaków do seniorów.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama