Nowy numer 43/2020 Archiwum

Media do remontu

O problemach mediów publicznych, ich komercjalizacji, upartyjnieniu i braku obiektywizmu z Jarosławem Sellinem rozmawia Bogumił Łoziński


Bogumił Łoziński: Mogę się do Pana zwracać: ministrze kultury w przyszłym rządzie PiS?


Jarosław Sellin: Polityków Prawa i Sprawiedliwości pycha nie zgubi. Całkiem niedawno widzieliśmy to zjawisko na przykładzie byłego prezydenta Bronisława Komorowskiego i jego zaplecza politycznego. Byli tak pewni zwycięstwa, że szykowali się na sprawowanie władzy przez następne pięć lat. Rozmawiamy w momencie, w którym trwa kampania wyborcza, ja kandyduję do parlamentu po raz piąty, w Gdańsku, dopiero zabiegamy o zwycięstwo, więc rozmowa o personaliach jest przedwczesna.


Jednak jest Pan wymieniany jako faworyt na to stanowisko. 


Nie ukrywam, że gdy w latach 2005–2007 byłem wiceministrem kultury, bardzo mi się ta praca podobała. Chyba się w tym odnalazłem i chciałbym do tego ministerstwa wrócić.


Jest Pan współautorem ustawy medialnej, którą PiS chce wprowadzić, jeśli zwycięży w wyborach. Po co ta ustawa?


Istnienia jakiejś ustawy na razie nie potwierdzam. Ale Polska potrzebuje dużych zmian, generalnego remontu wielu obszarów życia publicznego, w tym mediów. Jedną z największych bolączek mediów publicznych jest komercjalizacja ich programu i upartyjnienie władz. Pokazuje to chociażby ostatnia kampania prezydencka. Analiza czasu antenowego np. TVP Info udowadnia, że Bronisław Komorowski był w nich obecny kilkanaście razy częściej niż Andrzej Duda. 


Chcecie odpartyjniać publiczne środki masowego przekazu, ale jeśli uda się wam przegłosować zmianę ustawy medialnej, natychmiast wymienicie kierownictwo mediów publicznych. Taki mechanizm przejęcia tych mediów zastosował PiS w 2005 r.


Nie dam sobie wmówić, że w Polsce nie ma ludzi o dużym autorytecie ze świata kultury i mediów, które mogłyby takimi mediami narodowymi zarządzać i które cieszyłyby się autorytetem w większości społeczeństwa.


I były związane z PiS-em.


Zawsze można analizować, kto z kim jest związany. Tego nie unikniemy. Wszyscy mają jakieś poglądy polityczne, mają do tego prawo. Chodzi o to, aby potrafili wznieść się ponad podziały, mieli szacunek dla ludzi o innej wrażliwości. Na pewno niedopuszczalna jest praktyka, która miała miejsce za rządów PO-PSL, że szefem telewizji publicznej został człowiek będący wysokim urzędnikiem rządowym. Chodzi o Juliusza Brauna. Albo że jednego dnia jest ktoś wiceministrem rolnictwa, a następnego członkiem zarządu telewizji, jak Marian Zalewski z PSL. 


Gwarantem obiektywizmu mają być ludzie, których PiS uzna za obiektywnych? 


Na pewno będziemy unikać sytuacji, że do tych władz zostają powołani politycy jak w wyżej wymienionych przypadkach. Ideału nigdy nie osiągniemy, ale przynajmniej będziemy się do niego zbliżać.


Wolałbym, aby wskazał Pan jakiś mechanizm wyłaniania władz mediów publicznych, który choć w pewnym stopniu dawałby nadzieję na ich odpartyjnienie.


Pracujemy nad tym. Chcemy podjąć działania ozdrowieńcze i jeśli naród nam zaufa, podejmiemy je.


« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama