Nowy numer 49/2019 Archiwum

Gdy ksiądz ogłasza, że ma narzeczonego...

To tylko z pozoru kapłan ogłosił "coming out". Naprawdę to demonstracja kogoś zupełnie innego.

Ludzie z różnych powodów zdobywają sławę. Jedni zasłynęli zrobieniem czegoś dobrego, inni zrobili coś tak szokująco złego, że aż stało się to zauważalne w obiegu publicznym.

Ksiądz Charamsa, pracujący (do sobotniego południa) w watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary, najwyraźniej postanowił zasłynąć z tego drugiego powodu. Zrobił to w dwóch etapach. Jednym z nich był jednoczesny atak z „Tygodnika Powszechnego” i  „Gazety Wyborczej” na ks. Dariusza Oko, znanego ze stanowczej postawy względem promocji aktywnego homoseksualizmu. Ks. Charamsa został tam przedstawiony tak, jakby przez niego to sama kongregacja upominała księdza Oko. W obu mediach sformułowane zostały niedwuznaczne żądania, żeby Kościół zrobił porządek z księdzem Oko. Drugim etapem było ogłoszenie „coming outu”. Ks. Charamsa oficjalnie oświadczył w „Gazecie Wyborczej” (wiadomo, tam piszą wszyscy najbardziej zatroskani o Kościół): „Jestem księdzem gejem. Jestem szczęśliwym i dumnym księdzem gejem. Moją radość i wolność dedykuję człowiekowi, którego kocham, Eduardowi, mojemu narzeczonemu, który potrafił wydobyć moje najlepsze energie i przerobić także ostatki strachu na siłę miłości”.

Cóż, zdarza się. Ludzie podejmują różne fatalne wybory. Łamią swoje zobowiązania małżonkowie, łamią i księża. Wśród chrześcijan zdarza się cudzołóstwo, zdarza się pedofilia, zdarza się i grzech sodomski. Nie wszyscy jednak, którzy w takich rzeczach ugrzęźli, robią z grzechu sztandar i wtykają go do ręki Jezusa Chrystusa. Ksiądz Charamsa, niestety, tak właśnie zrobił. „Żądam od Kościoła, by zaczął nas traktować na poważnie, by spojrzał nam w oczy, jak czynił z każdym człowiekiem Pan Jezus” – oświadczył.

Proszę księdza, Kościół traktuje ludzi poważnie – dlatego mówi im prawdę, a nie głaszcze ich po główkach, zapewniając, że jest dobrze, gdy nie jest dobrze. Poważnie traktuje ludzi Pan Jezus, gdy mówi, że tym, którzy staliby się przyczyną zgorszenia, lepiej byłoby przywiązać do szyi kamień młyński i wrzucić w morze. Jezus mówi prawdę o grzechu i żadne „gejowskie przekłady” Pisma Świętego jej nie zakrzyczą.

„Coming out” ks. Charamsy, dokonany w przeddzień rozpoczęcia Synodu o Rodzinie w Rzymie, nie jest, oczywiście, przypadkiem. Patrząc z perspektywy ziemskiej, jest to happening zorganizowany przez księdza, który chce uznania Kościoła dla swoich grzesznych upodobań seksualnych. Ale świadomi chrześcijanie wiedzą, że takie rzeczy to zawsze coś dużo więcej. To wyzwanie rzucone Kościołowi przez osobowe zło, które nigdy nie śpi i aktywizuje się właśnie wtedy, gdy w Kościele dzieje się coś ważnego.

To diabelskie „machnięcie ogonem” powinno uświadomić katolikom, że to nie przelewki.

Zaczyna się synod. Patrzą na nas niebo i piekło. Na kolana, ludzie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Zobacz także

  • nikodem1306
    05.10.2015 20:01

    Co powiedzieć o człowieku, który ogłasza całemu światu, że postępuje dokładnie odwrotnie do tego, czego chce Bóg? A co w przypadku, gdy człowiek ten jest jeszcze dodatkowo dumny z tego, że łamie jednoznaczny Boży zakaz (stosowne cytaty poniżej)? A gdy ktoś taki jest kapłanem Kościoła Chrystusowego z ponad 18-letnim stażem? Człowiekiem wykształconym (teologiem, filozofem, bioetykiem), wykładowcą na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim z tytułem naukowym doktora, zatrudnionym w watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary i uhonorowanym tytułem prałata?
    Można go zapewne nazwać upadłym kapłanem, i to takim, który ogłosił "Urbi et Orbi", że własny grzech stawia wyżej niż Boga. Postawił się tym samym ponad dwoma tysiacami lat dorobku teologicznego i filozoficznego Kościoła, ponad autorytetem apostołów, świętych, papieży i biskupów . I - jednocześnie - ponad tekstami Biblii. Zaiste, pycha kroczy przed upadkiem...
    Tekst oświadczenia ks. Krzysztofa Charamsy i jego "postulaty" pod adresem Kościoła tutaj: http://wiadomosci.wp.pl/kat,1329,title,Ksiadz-Krzysztof-Charamsa-wyznaje-jestem-gejem-Szybka-reakcja-Watykanu,wid,17886742,wiadomosc.html?ticaid=115b33&_ticrsn=5


    Warto przypomnieć, że wszyscy kapłani są zobowiązani do życia w czystości (celibacie):

    "Doskonałość miłości, do której są powołani wszyscy wierni, nakłada na tych, którzy w sposób wolny przyjmują wezwanie do życia konsekrowanego, obowiązek praktykowania czystości w bezżenności dla Królestwa..." (Katechizm Kościoła Katolickiego, par. 915).

    Czy człowiek, który w "sposób wolny" (bo chyba nikt go do zostania księdzem nie zmuszał?) został osobą konsekrowaną, może nie wiedzieć, jakie się z tym faktem wiążą konsekwencje na przyszłość, i co o pewnych praktykach myśli sam Bóg?


    Bóg o czynach homoseksualnych (Stary Testament):

     

    "Nie będziesz obcował z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą. To jest obrzydliwość!"
    (Księga Kapłańska 18, 22).

    "Ktokolwiek obcuje cieleśnie z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą, popełnia obrzydliwość. Obaj będą ukarani śmiercią, ich krew [spadnie] na nich."
    (Księga Kapłańska 20, 13).

    "Tymi wszystkimi rzeczami się nie plugawcie, bo tymi wszystkimi rzeczami plugawiły się narody, które wypędzam przed wami."
    (Księga Kapłańska 18, 24).

    Pominąłem jednoznaczny w swej wymowie fakt zniszczenia Sodomy i niektóre wydarzenia poprzedzające (cytowanie byłoby zbyt długie - Rdz 18, 16 do Rdz 19, 1-29).

    A sam akt stworzenia człowieka? Księga Rodzaju: "Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę" (Rdz 1, 27). Mężczyznę i niewiastę a nie mężczyznę i mężczyznę! Mówiąc obrazowo: Adam and Eve, a nie Adam and Steve.


    A teraz Nowy Testament:

    "Czyż nie wiecie, że niesprawiedliwi nie posiądą królestwa Bożego? Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwięźli, ani mężczyźni współżyjący z sobą, ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy nie odziedziczą królestwa Bożego" (1 Kor 6, 9).

    "Ponieważ, choć Boga poznali, nie oddali Mu czci jako Bogu ani Mu nie dziękowali, lecz znikczemnieli w swoich myślach i zaćmione zostało bezrozumne ich serce. Podając się za mądrych stali się głupimi. (...) Dlatego wydał ich Bóg poprzez pożądania ich serc na łup nieczystości, tak iż dopuszczali się bezczeszczenia własnych ciał. Prawdę Bożą przemienili oni w kłamstwo i stworzeniu oddawali cześć, i służyli jemu, zamiast służyć Stwórcy, który jest błogosławiony na wieki. Amen. Dlatego to wydał ich Bóg na pastwę bezecnych namiętności: mianowicie kobiety ich przemieniły pożycie zgodne z naturą na przeciwne naturze. Podobnie też i mężczyźni, porzuciwszy normalne współżycie z kobietą, zapałali nawzajem żądzą ku sobie, mężczyźni z mężczyznami uprawiając bezwstyd i na samych sobie ponosząc zapłatę należną za zboczenie. A ponieważ nie uznali za słuszne zachować prawdziwe poznanie Boga, wydał ich Bóg na pastwę na nic niezdatnego rozumu, tak że czynili to, co się nie godzi." (Rz 1, 21-28).

    "...Prawo nie dla sprawiedliwego jest przeznaczone, ale (...) dla rozpustników, dla mężczyzn współżyjących z sobą, dla handlarzy niewolnikami, kłamców, krzywoprzysięzców i [dla popełniających] cokolwiek innego, co jest sprzeczne ze zdrową nauką..." (1 Tm 1, 9-10).


    Nasuwa się pytanie: jeżeli ks. Krzysztofowi było tak ciężki wytrzymać w "opresyjnym" i "homofobicznym" (to jego własne określenia) Kościele Chrystusowym, to dlaczego po prostu sam nie zrezygnował z kapłaństwa? Jeżeli wcześnie rozpoznał u siebie orientację homoseksualną, dlaczego wstąpił do seminarium? Miał nadzieję, że nie ulegnie pokusie? Jeżeli tak właśnie było, to swoją seksualność winien był potraktować jako osobisty ciężki "krzyż życiowy", który trzeba nieść idąc za Chrystusem. Jezus sam powiedział, że "Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje" (Łk 9, 23) . Jest zapewne wielu kapłanów, którzy borykają się z własną orientacją seksualną, ale codziennie biorą dzielnie swoje krzyże, zapierając się samych siebie (tzn. nie ulegają swym skłonnościom) - i dają radę iść za Mistrzem, Nauczycielem i Panem! Gdyby podążali za Jezusem nie walcząc sami ze sobą, i folgowali swoim namiętnościom, miałyby wobec nich zastosowanie słowa "Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien" (Mt 10, 38).


    A skutki zgorszenia, które ks. Charamsa wywołał wśród kleryków, kapłanów i wiernych? Słowa Jezusa nie pozostawiają wątpliwości:
    "Lecz kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza." Biada światu z powodu zgorszeń! Muszą wprawdzie przyjść zgorszenia, lecz biada człowiekowi, przez którego dokonuje się zgorszenie" (Mt 18, 6-7).

    W ogromnym zgorszeniu jakie wywołał ks. Charamsa swoim szokującym i zarazem prowokującym wyznaniem można dostrzec coś mrocznie lucyferycznego... Szatan z pewnością ma powody do zadowolenia. Kościół (rozumiany jako wspólnota wierzących) został boleśnie zraniony. Tym wiekszy żal, że przez kapłana Polaka, i to z "pokolenia Jana Pawła II" (czasy seminaryjne i pierwsze lata kapłaństwa ks. Krzysztofa, a także wcześniejszy okres życia to przecież czas pontyfikatu "naszego papieża").

     

    Obecnie w mojej ocenie ks. Krzysztof Charamsa znalazł się w sytuacji realnie zagrażającej zbawieniu własnej duszy. Gdyby teraz zmarł bez spowiedzi (co nie daj Panie Boże!)... Z całą pewnością potrzebuje modlitewnego wsparcia, aby znalazł w sobie siły do powrotu na drogę prowadzącą do zbawienia wiecznego.


    Paradoksalnie, cały zaistniały skandal może mieć także skutek nieprzewidziany przez ks. Charamsę: mianowicie uzmysłowić wielu pasterzom Kościoła, czym może grozić uleganie naciskom środowisk LGBT. W sytuacji rozpoczynającego się synodu biskupów poświęconego rodzinie, to może mieć swoje znaczenie.

     

  • ja2015
    06.10.2015 10:20
    Jeśli ktoś jest gejem to niech jest, ale niech żyje w celibacie, tak jak księża hetero! a nie ogłasza że ma narzeczonego. absurd!
    doceń 1
  • ela
    06.10.2015 16:17
    Jeszcze wczoraj miałam mieszane uczucia. Nie mogłam zrozumieć o co tak naprawdę chodzi . Po przeczytaniu tego tekstu wszystko wróciło na swoje miejsce. Ufff.. Dziękuję bardzo..
    doceń 0
  • gada
    10.10.2015 09:56
    Sława znaczy "popularność" lub "rozgłos", odnosi sie do czynów doczesnych nie zawsze w znaczeniu pozytywnym.

    Dla czynów ponadczasowych używamy rzeczownika chwała - "cześć", "uwielbienie" lub "podziękowanie".

    "Czy popiół tylko zostanie i zamęt
    Co idzie w przepaść z burzą.
    Czy zostanie
    Na dnie popiołu gwiaździsty dyjament
    Wiekuistego zwycięstwa zaranie?"
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji