Nowy numer 49/2020 Archiwum

Miłość bliźniego?

Dyskutujmy uczciwie, kogo i na jakich zasadach chcemy przyjąć. Bez obłudnego szantażowania się wzniosłymi hasłami.

„Gazeta Wyborcza” doniosła, że część polskiego Kościoła wypowiedziała posłuszeństwo papieżowi Franciszkowi w sprawie tak kluczowej, jaką jest miłość bliźniego. Owymi odstępcami od wiary mieliby być ci, którzy nie przyjmują z entuzjazmem procedury narzucania przez urzędników europejskich, kogo i w jakiej liczbie mamy przyjąć do domu. Mogłaby cieszyć ta nadzwyczajna troska „Wyborczej” o życie wedle chrześcijańskich zasad, gdyby rzeczywiście o nauczanie Chrystusa chodziło.

Mam jednak wrażenie, że chodzi tutaj o manipulowanie Ewangelią tak, by można jej użyć w charakterze ideologicznego młota. Ci, którzy generalnie strofują Kościół, że miesza się do spraw społeczno-politycznych, raptem zaczęli się martwić, że katolicy nie słuchają Pana Jezusa, który kazał wszystkich przybyszów przyjąć, odziać i nakarmić. No! Może nie do końca wszystkich, tylko tych, których wskażą nam kanclerz Merkel i unijni komisarze, bo jeśli już chodzi o grupkę Polaków z Mariupola na Ukrainie, to obecna władza tłumaczy, że sprawa nie jest prosta... Samorządy, które niejednokrotnie nie są w stanie zaradzić elementarnym potrzebom np. samotnych Polek z dziećmi, teraz mają wyczarować przyzwoite mieszkania, pieniądze na życie, szkołę, ubezpieczenia dla ludzi, z których 75 proc. to młodzi mężczyźni, nastawieni roszczeniowo. Z tego oczywiście nie wynika, że nie przyjmujemy nikogo, bo się nie da.

Dyskutujmy jednak uczciwie, kogo i na jakich zasadach chcemy przyjąć. Bez obłudnego szantażowania się wzniosłymi hasłami. Dyskutujmy na forach międzynarodowych, a przede wszystkim we własnym kraju, bo ostateczne decyzje powinny należeć do nas. Działajmy roztropnie, bo bez tej cnoty każda inna cnota staje się karykaturą siebie samej. To tak, jakby ktoś powołując się na Jezusowe: „miłujcie waszych nieprzyjaciół”, utrzymywał, że 1 września 1939 powinniśmy poddać się niemieckiemu agresorowi. Roztropność przejawia się m.in. w tym, co doktryna katolicka nazywa ordo caritatis, czyli porządkiem miłości. Porządek ten „wymaga – nauczał Prymas Wyszyński – aby człowiek (…) pamiętał najpierw o obowiązkach wobec dzieci swego Narodu, a dopiero w miarę zaspokajania i nasycania najpilniejszych, podstawowych potrzeb własnych obywateli, rozszerzał dążenie do niesienia pomocy na inne ludy i narody, na całą rodzinę ludzką”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama