Nowy numer 44/2020 Archiwum

Widzieć więcej

Pamiętacie księżniczkę Arabelę? Miała czarodziejski pierścień, który pozwalał przeskakiwać pomiędzy światem rzeczywistym a światem baśni i fantazji. Uwielbiałem ten serial. I nie przypuszczałem, że kiedyś będzie to możliwe.


A pamiętacie „Niekończącą się opowieść”? To film z połowy lat 80. XX wieku, w którym chłopiec o imieniu Bastian dzięki tajemniczej książce przenosi się w świat fantazji, świat, który musi uratować przed zagładą. Do dzisiaj mam przed oczami przepiękny wideoklip nakręcony do piosenki promującej film. A „Opowieści z Narnii”? Fabułą genialnej powieści C.S. Lewisa i serii świetnie zrealizowanych filmów były światy równoległe. Ten rzeczywisty i ten fantastyczny. Listę można by ciągnąć w nieskończoność.

Każdy z nas, niezależnie od wieku, chciałby przenosić się nie tylko w czasie, ale także w przestrzeni. Chciałby, choć wie, że to poza snami jest niemożliwe. A tymczasem...


Co rzeczywiste, a co sztuczne?


Wirtualna rzeczywistość istnieje nie tylko w marzeniach, ale także naprawdę. Pierwszą osobą, która ją stworzyła, był Myron W. Krueger, który w latach 40. XX wieku skonstruował specjalną kabinę, na ścianach której wyświetlał się obraz świata nierzeczywistego. Nie chodzi jednak tylko o to, by ten inny świat zobaczyć, ale by być jego częścią. Siedząc w kinie, też oglądamy nierzeczywiste obrazy, ale jako widzowie absolutnie nie jesteśmy ich częścią. Tymczasem w rzeczywistości, np. spacerując nad rzeką, nie tylko widzimy nurt, ale odwracając głowę, możemy podziwiać okolicę. Możemy też podejść do brzegu i dotknąć wody, poczuć jej chłód, równocześnie wdychając powietrze o charakterystycznym zapachu tataraku. W końcu słyszymy przytłumione odgłosy ludzi, którzy znajdują się dalej, i wyraźniejsze kaczek, które akurat obok nas przepływają. Gdy nie będziemy się poruszali, kaczki przepłyną blisko, ale gdy zrobimy nagły ruch, spłoszą się. Gdy to wszystko czujemy, widzimy, słyszymy, mimo że wciąż znajdujemy się w mieszkaniu w centrum miasta, byliśmy przed chwilą w wirtualnej rzeczywistości i staliśmy się jej częścią.

Rzeczywistości wirtualnej (virtual reality) nie należy mylić z rzeczywistością rozszerzoną (augmented reality). Ta druga to nałożenie na świat rzeczywisty elementów świata wirtualnego. Na przykład google glass, czyli okulary, które przed oczami użytkownika wyświetlały dodatkowe informacje. Nie stwarzały sztucznej rzeczywistości, tylko na tę prawdziwą nakładały kolejną warstwę. Jadąc samochodem, użytkownik okularów doskonale widział drogę, ale na jezdni, którą miał się poruszać, widział dodatkowe – już wygenerowane przez wyświetlacz w okularach – strzałki. Chcąc dzisiaj korzystać z GPS-u, trzeba zerkać na ekran dodatkowego urządzenia. Rzeczywistość sobie, wykreowany świat sobie. Tymczasem te dwa światy mogą się nakładać, i to właśnie nazywa się rzeczywistością rozszerzoną.

Ale wracając do rzeczywistości wirtualnej. Tej w całości kreowanej przez technologię, tej, która ujawnia się nam dzięki technologii. Czy to tylko zabawa? Absolutnie nie. Dziś zabrzmi to może mało wiarygodnie, ale w przyszłości, i to wcale nie aż tak dalekiej, rzeczywistość wirtualna będzie żywo wykorzystywana przez wiele różnych dziedzin, od edukacji, medycyny do technologii, architektury, a nawet kryminalistyki. 


Zdziwimy się


Pierwsze, co samo się wręcz narzuca, to jednak rozrywka. Zarówno gracze, jak i koneserzy filmów przyrodniczych docenią możliwość oglądania, przebywania w miejscach, do których trudno albo po prostu nie da się dotrzeć. Sektor gier wideo już chłonie każdą nowość, która symuluje rzeczywistość. Dzięki temu świat gier komputerowych wychodzi z ekranu monitora i staje się światem, w którym gracz jest w całości zanurzony. Ale wirtualna rzeczywistość może być, i w wielu miejscach już jest, wykorzystywana w edukacji. Potencjał tej technologii jest tak duży, że może być wykorzystywany w zasadzie na każdym etapie edukacji. Studenci anatomii mogą dokładnie zobaczyć każdy skrawek ludzkiego ciała, mogą wejść do komór serca, mogą prześledzić pracę nerki, a wszystko nie na animacjach na płaskim ekranie, tylko w wirtualnej rzeczywistości. Architekci i ich klienci zanim powstanie dom, mogą po nim wirtualnie spacerować, rozglądać się, próbować. Lekarze mogą przeprowadzać operacje laparoskopowe, mając pełny i trójwymiarowy wgląd w operowane miejsce, a pacjenci, np. osoby cierpiące na stany lękowe, mogą oswajać się z sytuacjami, miejscami, które są źródłem ich problemów.

Za kilkanaście, może kilkadziesiąt lat nasze dzieci i wnuki będą się nieskończenie dziwić, jak można było żyć bez wirtualnej rzeczywistości. Tak jak dzisiejsza młodzież zachodzi w głowę, jak mógł wyglądać świat bez internetu i telefonów komórkowych.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się