Nowy numer 43/2020 Archiwum

Gwałtownicy do królestwa!

O desperackim czekaniu na uzdrowienie i zapłaconym rachunku z Marcinem Zielińskim rozmawia Marcin Jakimowicz


Marcin Jakimowicz: Zaczniemy od upalnych klimatów. Cała rodzina rusza na plażę, tylko Marcin Zieliński zostaje w pensjonacie…


Marcin Zieliński: Wiem, do czego zmierzasz. (śmiech) W 2009 roku pojechaliśmy z rodziną do Karwieńskich Błot. To było dwa lata po moim nawróceniu. Miałem wtedy nieprawdopodobny głód obecności Boga. Żywe pragnienie, by wszędzie, gdzie będę spacerował, Bóg dotykał ludzi. Postanowiłem sobie, że każdego dnia zarezerwuję sporo czasu na modlitwę i zanim ruszę nad morze, spędzę czas z Bogiem.


I modliłeś się, żeby przy okazji lało, by łatwiej było wytrwać w czterech ścianach…


Nie. (śmiech) Cieszyłem się, że rodzina szła na plażę, bo w pokoju było więcej spokoju. Zostawałem sam. Czytałem słowo Boże, puszczałem pieśni chwały, uwielbiałem Boga. Przez półtorej godziny. Płonąłem. Pamiętam, że miałem nieprawdopodobną tęsknotę w sercu. „Boże – wołałem – chcę, żebyś mnie używał, uzdrawiał przeze mnie innych, oddaję się Tobie do dyspozycji”. Modliłem się nad ludźmi i… nie widziałem żadnych owoców. Nic się nie działo. To rodziło frustracje.


Ale nie zmieniłeś tematu?


Nie zmieniłem. Zostawałem w pokoju i przesiąkałem Bożą obecnością. 


Ludzie z zewnątrz to zauważali?


Wydawało mi się, że nie. I to było frustrujące. 


To problem każdego. Czytasz, że Jezus nikomu nie powiedział: „Zaakceptuj swą chorobę”, o tym, że „uzdrawiał wszystkich”, a potem modlisz się za chorych i… nie widzisz żadnego przełomu.


Łatwo się zniechęcić, zrezygnować, powiedzieć: „Trudno, taka jest wola Boża”. Ostatniego dnia tych wakacji dowiedziałem się, że szefowa pensjonatu miała poważny problem z opuchniętą kostką. Czy można wyobrazić sobie lepszy punkt wyjścia do opowieści o Jezusie? (śmiech) Gdy tylko o tym usłyszałem, zaatakowałem. Rodzina była już spakowana, ale poprosiłem: „Poczekajcie chwilę”. I podszedłem do szefowej pensjonatu. Spytałem: „Mogę się pomodlić? Wierzę, że Pan Jezus uzdrawia”. Zgodziła się. Pomodliłem się. Po jakimś czasie, już po moim wyjeździe, wysłała mi SMS-a. Do tej pory nie działały żadne tabletki, a od razu po modlitwie opuchlizna zeszła. To dodało mi skrzydeł. Gdy po roku pojechaliśmy do tego samego pensjonatu, opowiedziałem tej kobiecie Dobrą Nowinę. W czasie ogniska dzieliłem się z wczasowiczami Ewangelią…


Przy piwie i kiełbaskach??? Nie patrzyli jak na dziwaka?


Kiełbaski się jeszcze nie upiekły. Zacząłem od tego, że głośno powiedziałem do szefowej ośrodka: „I jak tam kostka? Pamięta pani, że rok temu modliłem się za panią?”. Ludzie z ciekawością nadstawili ucha… 


Niebezpiecznie jest zapraszać Cię na grilla…


Gdy ludzie dowiedzieli się, że kostka została uzdrowiona, połowa ogniskowej ekipy zaczęła słuchać. Gdy zacząłem mówić świadectwo, słuchali już wszyscy. Szef ośrodka i trzy inne osoby oddały tego dnia życie Jezusowi. Modliliśmy się w pokoju indywidualnie. Dałem im książki, by mogli się formować. Byłem po tej akcji tak szczęśliwy, że rodzina nie mogła ze mną złapać kontaktu. (śmiech) Żyłem w swoim świecie. 


Widziałem, jak podchodzisz do obcych ludzi, swych rówieśników, i opowiadasz im o Ewangelii. Nie musisz przełamywać wstydu?


Dziś już nie. Kiedyś się wstydziłem. Gdy żyłem „religijnie”. Od czasu doświadczenia żywego Boga nie odczuwam wstydu. Jestem dumny, że należę do drużyny Jezusa. Muszę jedynie wyjść ze swej strefy komfortu, wygody. Przełamać myślenie: „A nuż się wygłupię? A jeśli to jedynie mój pomysł?”. Pamiętam, że szefowa wspomnianego ośrodka powiedziała mi kiedyś: „Marcin, była u nas kobieta, która pytała o ciebie: kim jest ten chłopak? Nie wiem, o co chodzi, ale nosi on w sobie ogromny pokój. Chciałabym to mieć”. Czasem wydaje ci się, że nikt nie widzi Bożego działania, a jednak… Siedziałem sam na sam z Bogiem, nasiąkałem Nim, a to musiało oddziaływać.


« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także